piątek, 8 września 2017

Rozdział 21 Bal

I oto jest ten wyczekany ostatni rozdział pierwszej części. Myślę, że nie będzie dla nikogo wielkim zaskoczeniem, jako, że od prologu można było się tego w końcu spodziewać. Ale bez nerwów, będzie jeszcze druga część, która prawdopodobnie będzie się składać z ok. 10 rozdziałów (chyba, że znów poniesie mnie wyobraźnia).

W tym miejscu chciałam podziękować wszystkim tym, którzy zaczynali czytać to opowiadanie, gdy było jeszcze w powijakach a teraz, mimo dłuugich przerw, dotarli tu razem ze mną (komentując lub nie). Dziękuję, że wierzycie w tę historię tak jak ja. Jest mi niesamowicie miło, że podoba się Wam moja wersja ich losów. Obiecuję jeszcze więcej wrażeń w następnej części ;)

Po głowie chodzą mi jeszcze dwie kilkuodcinkowe miniaturki, ale ich realizacja zależy od ilości wolnego czasu.

Ok, już nie przedłużając - zapraszam do czytania...

____________

Świat znów był piękny. I nie tylko dlatego, że znów przyszedł rozkwiecony, oblany słońcem maj. Co prawda powietrze, którym właśnie oddychała pełną piersią niósł ze sobą powiew świeżości wypełniając jej płuca i rozweselając serce. Ale nie to było główną przyczyną jej radości. Otóż obroniła się. Definitywnie i ostatecznie skończyła studia. Przynajmniej te. I oficjalnie za dwa tygodnie rozpocznie pracę w ministerstwie. Ah, cudowny smak spełnienia rozpływał się w jej ustach. Czy to możliwe, by ktoś mógł się smucić w tak piękny dzień?
Z szerokim uśmiechem rozsmarowanym na jej ustach, skręciła za róg i podśpiewując z cicha refren popularnej ostatnio piosenki pokonała ostatnie metry dzielące ją od celu. A konkretnie od drewnianych, ciemno brązowych drzwi państwa Potterów. Hmm, może niedługo.
Zaśmiała się na myśl o zbliżającym się weselu przyjaciół i kręcąc głową zapukała do drzwi. Czekając aż Ginny jej otworzy, obróciła się w kierunku roztaczającego się naprzeciwko parku. Może by ich namówić na piknik w weekend? Grzechem byłoby nie wykorzystać tak pięknej pogody. A ten zapach budzącej się do życia roślinności, świergot ptaków. Wciągnęła mocno powietrze orientując się, że po drugiej stronie drzwi wciąż nie słychać żadnych kroków. Zapukała drugi raz i trzeci. Nic. Już miała odejść, dochodząc do wniosku, że prawdopodobnie nikogo nie ma w domu, gdy w końcu klamka się poruszyła i drzwi lekko uchyliły.
- No wreszcie. Cześć Gin, czy to nie piękny dzień? – weszła do środka i szybko cmoknęła przyjaciółkę w policzek, by zaraz ją minąć i wejść do kuchni. Postawiła na stole papierową torbę i wyciągnęła z torebki butelkę czerwonego wina. Odwróciła się z uśmiechem na ustach, lecz gdy bliżej przyjrzała się rudowłosej jej uśmiech nieco przybladł.
- Coś się stało? – odstawiła butelkę, podchodząc do przyjaciółki i dotykając lekko jej ramienia. Gdy ta w odpowiedzi pokręciła jedynie głową przygryzając wargę, Hermiona wiedziała, że coś jest na rzeczy.
- Siadaj Skarbie, naleję nam wina i wszystko mi opowiesz – sama miała nadzieję opowiedzieć Ginny co się u niej działo przez ostatnie miesiące. Poza nauką oczywiście. Dawno już nie miały okazji sobie poplotkować, ale smutne, podkrążone oczy przyjaciółki i potargane włosy, wskazywały, że damskie pogaduchy będą musiały poczekać.
Wyciągała właśnie dwa kieliszki z szafki, gdy Ginny ciężko westchnęła i bez ogródek wypaliła:
- Jestem w ciąży.
Hermiona z szoku o mało nie rozbiła szkła, jednak udało jej się złapać naczynia w ostatnim momencie i odstawić ostrożnie na stół. No cóż, jeden z nich i tak im się teraz nie przyda. Chyba, że na wodę.
- Och Ginny to cudownie – rzuciła się jej na szyję całując w policzek, ale przyszła pani Potter wcale nie wyglądała na szczęśliwą przyszłą matkę. – To cudownie, prawda?
Zapytała niepewnie, przyglądając się jak w jej oczach zbierają się łzy. Ruda czupryna zasłoniła twarz przyjaciółki, gdy ta spuściła smętnie głowę dłubiąc paznokciem w małym pęknięciu w blacie stołu. Cisza się przedłużała, a przerażenie Hermiony rosło z każdą sekundą. Myśli w jej głowie pędziły z zawrotną prędkością, ale nie mogła zrozumieć, co w tak wspaniałej wiadomości, aż tak zasmuciło Ginny. Czy Harry coś jej powiedział albo pani Weasley, w końcu jest taka konserwatywna, a oni nie mają jeszcze ślubu?
Klęknęła przy przyjaciółce delikatnie głaszcząc ją po plecach, a z oczu dziewczyny zaczęły kapać na stół mokre, słone krople.
- Ginny…
- Ymm przespałam się z Nottem – wychrypiała, lekko odkasłując, po czym z jej oczy popłynął prawdziwy potok łez. Zarzuciła Hermionie ręce na szyję a tą zatkało z szoku tak, że przez dobrą chwilę nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Ba! Nie wiedziała nawet co ma myśleć. Myśli w jej głowie zamiast się namnożyć pod wpływem tej rewelacji, rozpierzchły się, gdzie pieprz rośnie zostawiając ją z totalną pustką w głowie. Przez chwilę chyba zapomniała nawet jak się mówi. Chciała zapytać jak to się stało, przecież w ogóle się nie widywali. Przynajmniej nic jej o tym nie wiadomo. Czy chce odejść od Harry’ego? Czy zwiąże się z Teo? Zamiast tego zapytała o najważniejsze z pytań jakie zaświtały jej w końcu w głowie.
- Czy – jej głos również zachrypnął. Musiała chrząknąć, zanim udało jej się dokończyć pytanie – Czy to jego dziecko?
- Na pięćdziesiąt procent.
- Co? – Zamrugała nic nie rozumiejąc. Chyba nie wyszła jeszcze z szoku. Ginny przekręciła teraz głowę tak, by patrzeć w oczy przyjaciółce. Ciężkie krople wciąż znaczyły mokre ścieżki na jej piegowatych policzkach.
- Nie wiem, który z nich. Albo on albo Harry.
Położyła głowę na rozłożonych na stole rękach a jej szloch przybrał na sile. Przez chwilę nic nie mówiły. Hermiona uchodziła za najmądrzejszą czarownicę od czasów samej Roweny Ravenclaw, a czuła, że jest w kropce. Nic nie rozumiała, a co więcej nie miała pojęcia jak pocieszyć zrozpaczoną koleżankę. Głaskała ją tylko po plecach czekając aż się wypłacze.
- Pozwolisz, że jednak otworzę to wino? Myślę, że mi by się przydało… - powiedziała czując, że od mętliku w głowie zaraz oszaleje. Nawet nie chciała sobie wyobrażać co musiała czuć Gin.
Sięgnęła po butelkę i kieliszek, a przyjaciółka tak zaczęła się śmiać z jej słów, że aż zakwiczała jak prosiak, wciągając lejący się z jej nosa katar.
- Też bym się napiła - westchnęła wycierając w końcu oczy i patrząc jak czerwony płyn powoli wypełnia naczynie. Wyciągnęła rękę, natrafiając na papierowe zawiniątko na stole. – A to co?
Zapytała rozwijając torebkę i ku swojej uciesze znajdując w niej dwa pączki i dwa ptysie. Oczy jej się zaświeciły i nie pytając nawet o pozwolenie zatopiła zęby w puszystym, oblanym lukrem wypieku.
- I co teraz Gin? Chcesz być z Teo? – spytała, gdy połowa słodkości zniknęła już w brzuchu przyjaciółki, a ona sama pochłonęła przynajmniej połowę wina.
-  Z Teo koniec. Okazało się, że nigdy mnie nie kochał. To był dla niego tylko zakład.
- Zakład?
- Tak. Chciał udowodnić Zabiniemu, że to możliwe. Że wcale nie jestem taka niedostępna, że on da radę…
- Skurwiel – zazwyczaj nie przeklinała, ale w tym wypadku nie było innego wyjścia. Inne słowa nie opiszą ogromu wściekłości i nienawiści, co począć?
- Tak, ale to ja jestem idiotką. Gdybym nie zdradziła Harry’ego… - znów wybuchła płaczem tuląc się do bluzki najlepszej przyjaciółki. – Co ja zrobię jeśli to jego dziecko? Jeśli jest jego to go nie chcę. Wiem, że jestem bez serca, ale go nie chcę.
- A jeśli jest Harry’ego?
- Pomóż mi. Powiedz co mam zrobić – siedziały tak wtulone w siebie przy kuchennym stole. Jedna zrozpaczona, zdająca się w stu procentach na radę najmądrzejszej osoby jaką znała i druga ze wszystkich sił starająca się znaleźć jakieś wyjście z tej cholernie trudnej sytuacji.
- Zaraz, a gdyby tak…
Ginny oderwała się od niej na odległość wyciągniętych ramion, świdrującym spojrzeniem wwiercając się w jej oczy. Z bijącym sercem czekała na werdykt, który miał moc uratować jej życie lub strącić w niebyt i wieczne rozczarowanie.
- Nie patrz tak na mnie, to nic pewnego. Po prostu…  - teraz to ona złapała przyjaciółkę mocno za przedramiona, czując rumieńce wstępujące jej na twarz z ekscytacji. – Słuchaj, kilka miesięcy temu  Sofie, wiesz, ta Francuzka Malfoy’a, mówiła coś o genialnym ginekologu. Podobno jest najlepszy.
Ginny aż podskoczyła na krześle, a na jej usta zaczął wychodzić nieśmiały uśmiech. Nawet iskierka nadziei, że będzie mogła poznać rozwiązanie swojego problemu zanim jeszcze będzie musiała o nim komukolwiek powiedzieć była niczym gwiazdka z nieba.
- To pisz do niej – pisnęła podekscytowana.
- Tak jasne i co jej powiem? Cześć daj mi namiary na tego lekarza? Bez sensu. Z resztą i tak pewnie jest u Draco, więc…
- To pisz do niego – złapała ją za rękaw prosząc niczym małe dziecko o nową, błyszczącą zabawkę lub kawałek czekolady.
- Ale co jej powiem?
- Oj, że chcesz ją zabrać na kawę. Coś wymyślisz.
- Ta suka nie uwierzy, że chcę się z nią zaprzyjaźnić. Nie cierpi mnie – powiedziała wzruszając ramionami nie zastanawiając się nawet jakich słów używa. Nie wiedziała czemu, ale dziewczyna Dracona wywoływała w niej to co najgorsze. Dopiero po chwili zauważyła zszokowaną minę przyjaciółki. Speszyła się lekko, robiąc niewinną minę. - No co ja jej też nie cierpię.
- Proszę, proszę – jeśli ktoś był typem osoby, na którą działają oczy kota ze Shreka, to była nią właśnie Hermiona. Nie potrafiła odmówić przyjaciółce, nawet jeśli to znaczyło, że będzie musiała się spotkać i porozmawiać, z osobą za którą zdecydowanie nie przepadała. Ale w żaden sposób nie mogła wymyśleć lepszego rozwiązania. Merlin jej świadkiem, że próbowała.
- Może poczekamy jeszcze tydzień. Założę, się, że przyjdzie z Draco na bal – spróbowała swojej ostatniej deski ratunku, by nie spotykać się z Sofie sam na sam. Ale mina Ginny trochę ją skołowała.
- Jaki bal?
- Gin, no bal zwycięstwa, wiesz w rocznicę bitwy o Hogwart? No może nie zupełnie w rocznicę, bo będzie 22 a nie 2 maja, ale to nie ja ustalałam datę.
Minęła dobra chwila zanim ruda przyjaciółka przypomniała sobie o tak przyziemnej sprawie jak uroczysty coroczny bal. Nie mógłby on jej w tym momencie mniej obchodzić. Szczerze mówiąc, to nie miała na niego zamiaru w ogóle iść. Znaczy, oczywiście będzie musiała.  W końcu jest narzeczoną wybrańca.
- To za długo. Pisz do niego teraz!
- Zadzwonię – powiedziała zrezygnowana, wyciągając z kieszeni srebrny przedmiot. Westchnęła głęboko dwa razy, przykładając go do ucha. Nie rozmawiali ze sobą za dużo od tego niezręcznego poranka przez ich ostatnim egzaminem. Zapewniał ją później, że wszystko między nimi w porządku i przeprosił za zachowanie swojej dziewczyny, ale nadal czuła jakby robiła coś złego odzywając się do niego.
- Cześć Draco. Jest może u ciebie Sofie?
- Cześć. Nie. Przyjedzie dopiero za tydzień przed balem. A co? - spytał zaciekawiony, czego może od niej chcieć.
- Nie, nic. – Rzuciła szybkie spojrzenie Ginny szukając u niej ratunku, ale ta jedynie wzruszyła ramionami zaczynając z nerwów obgryzać paznokcie. – Pomyślałam tylko, że może wybrała by się ze mną na kawę. Nie miałyśmy tak naprawdę okazji się poznać…
- O to miło z twojej strony. Na pewno chętnie się z tobą spotka. Umówicie się za tydzień. Dzięki – czuła, że sprawiła mu tą propozycją przyjemność i aż zrobiło jej się głupio. Jemu naprawdę zależało by się polubiły.
Szybko skończyła połączenie i schowała telefon do torebki. Policzki piekły ją ze zdenerwowania. Oby to wszystko było tego warte. Oby doprowadziło do szczęśliwego zakończenia. Nawet nie chciała myśleć, że mogłoby być inaczej. Nie przeżyłaby tego. Cały świat by tego nie przetrwał.
- Nie ma jej. Musisz ten tydzień wytrzymać.
*
Gdy tydzień później stała przed lustrem przeglądając się i robiąc ostatnie poprawki w makijażu, czuła delikatne podenerwowanie. I nie chodziło o pełnienie oficjalnej funkcji bohatera świętowanej bitwy. Niepokoił ją raczej przebieg zaplanowanego na dziś spotkania, od którego tak wiele zależało. Co więcej, czuła w kościach irracjonalny lęk, jakby to i tak nie było wszystko co zaplanował dla niej los na ten wieczór.
Ostatni raz złapała palcami materiał pod pachami i pociągnęła do góry. Miała nadzieję, że mimo braku ramiączek sukienka jej nie spadnie, ale póki co trzymała się raczej stabilnie. Czerwony materiał przylegał do jej piersi niczym druga skora, a od pasa spływał falami w kierunku jej kostek.
- Gotowa? - spytał Ron pożerając ją przez chwilę wzrokiem i składając na jej ramieniu czuły pocałunek. Uśmiechnął się jeszcze jakoś tajemniczo i otworzył usta, by coś dodać, ale się rozmyślił.
Pokręciła głową wyrzucając z niej myśli o dziwnym zachowaniu chłopaka. Westchnęła głęboko szykując się na to co ją czeka.
To było niesamowite wrażenie znów tu być. W tych murach, gdzie spędzili najpiękniejsze chwile dzieciństwa. To tu wkraczali w dorosłość, uczyli się nie tylko magii, ale i funkcjonowania w społeczności czarodziejów. Tu odkryli kim są i ile znaczy dla nich wolność, lojalność i uczciwość. Wreszcie to tu walczyli przelewając niewinną krew, ryzykując młode życia w obronie lepszego świata dla siebie i następnych pokoleń.  Hogwart od zawsze był ich drugim domem. I zawsze będzie.
Wchodząc do zamku jak zwykle poczuła tę niezwykłą tajemniczą atmosferę. Będąc tu każdy czuł, że wszystko jest możliwe i wszystko może się wydarzyć. Ze wzruszeniem rozdzierającym jej serce przekroczyła próg wielkiej sali, podziwiając malutkie okrągłe stoliczki, całe udekorowane na biało, poustawiane dookoła pozostawionego na środku sali parkietu. Na podeście pod przeciwległą ścianą zasiadali obecni profesorowie Hogwartu oraz sam Minister Magii wraz z czołowymi przedstawicielami ministerstwa. Uśmiechnęła się krzywo na myśl, że ich także próbowano tam umieścić, ale wszyscy troje kategorycznie odmówili.
Część oficjalna na szczęście szybko się skończyła i mogli wreszcie usiąść przy swoim stoliku. Chłopcy ociągali się w pobliżu podium, gdzie wciąż stał Minister Magii w towarzystwie obecnej pani dyrektor Minerwy McGonagall, więc Hermiona wzięła przyjaciółkę pod rękę i ruszyły w kierunku swoich miejsc. Jednak, gdy tam dotarły ich partnerzy rozpłynęli się w powietrzu.
- Myślisz, że już są? - spytała Ginny siadając na pokrytym białym pokrowcem krześle i wyciągając rękę w stronę kieliszka z winem stojącego już obok jej talerza. Nie zdążyła go jednak nawet przysunąć do ust, gdy przyjaciółka wyrwała go z jej palców i w trzech dużych łykach opróżniła jego zawartość.
Gdy poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po całym jej ciele wiedziała, że nie był to najlepszy pomysł.  Odstawiła pusty kieliszek, rzucając zaskoczonej Ginny potępiające spojrzenie i uzupełniła go wodą, akurat w momencie, gdy wrócili Ron z Harrym zawzięcie o czymś szepcząc.
- Zatańczymy? - Ron wyciągnął w jej kierunku rękę całując delikatnie wierzch jej dłoni i zaprowadził na parkiet.
Kręcąc się lekko w rytm muzyki, skupiała się przede wszystkim na tym, by nie zaczepić obcasem o suknię i się nie wywrócić. Nie żeby była aż taką łamagą, ale nie umiała udawać, że wpatrzone w nią spojrzenia tylu osób w ogóle jej nie peszą. Poza tym Ron nieźle radził sobie na parkiecie w podstawowych „bujanych” tańcach, więc jeszcze trochę i powinna odetchnąć z ulgą. Uśmiechnęła się do swojego partnera i zaczęła ponad jego barkiem obserwować tańczącą obok parę. Ginny uśmiechała się do Harry’ego, jednak jej uśmiech nie sięgał oczu. Wciąż gardziła sobą za swoją zdradę, nie potrafiąc zdobyć się na powiedzenie mu prawdy. Prawdopodobnie nigdy mu jej nie powie, o ile nie będzie do tego zmuszona. Harry jednak nie zdawał się zauważać niczego nadzwyczajnego wpatrując się z miłością w swoją ukochaną. Gdyby nie była wtajemniczona w te wszystkie zawiłości ich związku powiedziała by, że nie ma bardziej idealnej pary, dwójki lepiej pasujących do siebie ludzi. Jednak związek nie jest czymś co można brać za pewnik, nie jest czymś nad czym kiedykolwiek można przestać pracować, o co się starać. Zadziwiające jak wiele ludzie przed sobą ukrywają, jednocześnie wierząc głęboko, że ich związek jest wolny od wszelkich niedomówień i trosk.
- A on co tutaj robi? – usłyszała prychnięcie Rona, gdy po skończonym tańcu wracali na swoje miejsca.
Ginny słysząc słowa brata spojrzała szybko na przyjaciółkę i obie zaczęły przeszukiwać tłum w poszukiwaniu blond czupryny.
- Herm, chodź ze mną do łazienki – drobna dłoń złapała dziewczynę za nadgarstek i zaczęła ciągnąć w kierunku wyjścia na korytarz.
- Czemu dziewczyny muszą tam zawsze chodzić parami? Sama sobie nie poradzisz?
Hermiona nie zdążyła jednak odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Wzruszyła tylko ramionami, niemo przepraszając Rona i poszła za jego siostrą. Nie przeszły więcej niż kilka kroków, gdy niedaleko drzwi zauważyły młodego Malfoy’a ze swoja dziewczyną.
- Cześć Draco. Sofie. – Ginny z szerokim, tylko trochę sztucznym, uśmiechem na twarzy rzuciła się by pocałować nowo przybyłych w policzki. Hermiona zdecydowała się poprzestać na lekkim skinięciu głową. Aż tyle nie wypiła. Cóż widać hormony działają na Gin podobnie jak alkohol.
- Cześć. Właśnie mówiłem Sofie, że chcecie ją porwać na kawę.
- Tak to miłe – rzuciła dziewczętom jeszcze bardziej udawany uśmiech, by zaraz wskazać palcem na drugą stronę sali i szepnąć do Draco. – Jest Teo i Blaise, idziemy?
Draco się pożegnał i poszli we wskazanym kierunku a Ginny wyglądała jakby miała zaraz zemdleć. Prawdopodobnie nie służyła jej tocząca się w niej w tym momencie walka, czy chce go zobaczyć czy może raczej uciec do domu? Samo wspomnienie o nim rozdzierało jej serce i napełniało oczy łzami. Na szczęście przyjaciółka zauważyła co się dzieje i zadecydowała za nią. Pewnym ruchem pociągnęła rudą z powrotem w kierunku ich stolika, gdzie zaraz mieli podawać ciepły posiłek.
Z pełnym brzuchem i po kolejnych dwóch kieliszkach wyśmienitego białego wina nakładała sobie właśnie na talerz spory kawałek szarlotki z lodami, gdy Ginny podeszła do niej i zaczęła dźgać palcem w nagie ramię a następnie znacząco patrzeć na parkiet. Dopiero teraz zauważyła, że część gości znów tańczy a wśród nich Draco z Pansy Parkinson. Otworzyła szeroko usta z widelcem zastygającym gdzieś po drodze między talerzykiem a jej ustami. Nie wiedziała, że on potrafi tak tańczyć. Orkiestra serwowała właśnie ogniste tango, prawdopodobnie jako niezbyt udany podkład pod deser, nieświadomie wyciągając na parkiet miłośników tego gatunku. Cóż, para byłych ślizgonów z pewnością do nich się zaliczała, co więcej, wyglądało na to, że nie jest to pierwszy raz, gdy tańczą razem ten układ. Wszystkie ruchy precyzyjnie dopracowane, dopięte na ostatni guzik. Ile by dała by zatańczyć z nim tak chociaż raz. Znaczy, nie koniecznie z nim, chociaż prowadził tak pewnie, że przy nim nie martwiłaby się o upadek.
Teraz czerwony paznokieć przyjaciółki dźgnął ją kolejny raz, po czym wskazał dziewczynę o czarnych włosach znikająca właśnie w drzwiach sali.
- Mogę najpierw zjeść? – popatrzyła na przyjaciółkę, talerz, parę na parkiecie i miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą było widać włosy Sofie i głośno westchnęła podnosząc się z miejsca. Podziwiała Gin za entuzjazm i siłę czy co ją tam napędzało, ale to już chyba przesada. Dopiero, gdy spojrzała w jej przerażone oczy zrozumiała, jak wiele zależy od tej jednej rozmowy. Dla niej to był ekscytujący przerywnik, dla Gin to było wszystko.  Skinęła jej głową i wyszły w poszukiwaniu pewnej Francuzki.
- Cześć – znalazły ją przy gablotce wypełnionej pucharami i medalami. Odwróciła się, wciąż trzymając palec, przy jednej z nagród.
- Czy to twój medal? Za zdobycie największej ilości punktów dla swojego domu w ciągu jednego dnia? Imponujące – powiedziała kiwając z uznaniem głową, przenosząc na nie spojrzenie.
- Tak. Sofie? Wspomniałaś kiedyś o jakimś dobrym lekarzu, pamiętasz? Rozmawiałyśmy właśnie z Ginny, że to całkiem niegłupie by zawczasu pomyśleć o pewnych rzeczach. Może dałabyś radę i nas do niego umówić? – Hermiona robiła co mogła by sprawiać wrażenie, że właśnie co o tym pomyślały. Niby od niechcenia zaczęła zakręcać wokół palca kosmyk, który wysunął się z jej koka, po czym założyła go za ucho. Mina Sofie nie wróżyła niczego dobrego. Z podejrzliwą miną i ustami zaciśniętymi w cienką linię zaczęła przyglądać się raz jednaj raz drugiej gryfonce. Dopiero, gdy jej wzrok dosięgnął dłoń Gin spoczywającą na jej podbrzuszu uśmiechnęła się krzywo i pokiwała powoli głową.
- Jasne umówię was.  Szczegóły prześlę ci… nie ma telefonu. Jeśli poczekasz… - zrobiła krok w kierunku sali, ale drobna dłoń szatynki ją zatrzymała.
- Draco ma mój numer.
- Oczywiście, że tak.
Skinęła jej lekko i je zostawiła, a dziewczyny aż prychnęły ze złości. To, że nie zostaną przyjaciółkami nie ulegało żadnej wątpliwości. Jednak teraz muszą zaufać, że im pomoże.
- To co… - zaczęła Ginny odwracając się i zatrzymując w pół kroku. Jej przyjaciółka z przerażeniem obserwowała jak z jej twarzy znikają wszystkie kolory. Ktoś lub coś za nią śmiertelnie ją przestraszyło. Odwróciła się i po drugiej stronie korytarza zauważyła ubranego za czarno wysokiego szatyna o niebieskich oczach i lekkim zaroście. Obok niego stała wysoka i bardzo szczupła brunetka, z zapałem badająca dłońmi jego klatkę piersiową. Pozwalał jej na to z uśmiechem na ustach, dopiero po chwili podnosząc wzrok na tyle by zauważyć, że jest obserwowany.
Hermiona szybko odwróciła głowę, ale Ginny już nie było. Zrobiła kilka kroków stając w wejściu do Wielkiej Sali. Chwilę szukała jej wśród tłumu, by znaleźć ją przy ich stoliku razem z Ronem. Nie zastanawiając się długo, minęła wejście i wyszła na błonia. Potrzebowała pobyć chwilę sama. Oczyścić głowę.
Odeszła od zamku na tyle by mieć dobry widok na jezioro i zakazany las, po czym przysiadła na murku okalającym tę część zabudowań. Powoli robiło się ciemno, a na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy. Westchnęła głęboko myśląc jak wiele razy przesiadywała w tym miejscu zastanawiając się nad swoją przyszłością i przeszłością.  To tu uciekała, gdy ktoś sprawił jej przykrość, tu pisała listy do rodziców i Wiktora, tu się uczyła. Nie tylko tu, oczywiście, ale pędziła tu, gdy tylko miała taką możliwość. A teraz? Jest już dorosła, skończyła studia, zaczynała swoją wymarzoną pracę, a czasy nauki w Hogwarcie pozostawały jedynie wspomnieniem, które z każdym rokiem będzie bladło i traciło na znaczeniu. Ale kto wie, może kiedyś jej dzieci, jeśli będzie je w ogóle mieć, też w wieku jedenastu lat dostaną swój wymarzony list i przeżyją tu swoje cudowne lata.
Wtedy usłyszała za sobą kroki, ale nie miała zamiaru się odwracać. Domyślała się kto to był. Za chwilę usiądzie obok, obejmując ją w pasie i całując jej ramię. Odliczyła w myślach już do piętnastu, a w dalszym ciągu stał za nią  nawet się nie odzywając. Lekko zniecierpliwiona odwróciła się, ale to nie Ron wpatrywał się teraz w jej twarz.
- Draco? Co tu robisz?
- Uwierzysz, jeśli powiem, że Cię szukam? – odpowiedział siadając obok niej, nie spuszczając z niej wzroku.
- Mnie?
- Tak. Chciałem poprosić cię do tańca, chociaż może lepiej nie prowokować bijatyki na tak ważnej uroczystości – zaśmiał jej cicho przenosząc spojrzenie na jezioro. – Nie chciałbym zarobić szlabanu.
- Lepiej nie. Znów by cię wysłali do zakazanego lasu i kto by cię obronił – teraz to ona się śmiała.  – Poza tym tylko ja mogę Cię tu bić.
- Zgadza się. Trzecia klasa – wykrzyknął pocierając swój policzek, jakby to przed chwilą go spoliczkowała a nie ponad dziesięć lat temu. – Ale mnie wtedy zaskoczyłaś! Zobaczyłem cię w zupełnie innym świetle. Ten ogień, pewność siebie, no i mugolskie sztuki walki. Potem nic już nie było takie samo.
Żadna inna dziewczyna nigdy wcześniej ani później tak mu się nie postawiła. Nie mogła tego wiedzieć, ale nic bardziej nie zwróciło by na nią jego uwagi. Zaimponowała mu. To tego dnia zaczął się w niej zakochiwać, chociaż chyba sam nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy. Oczywiście ona nigdy się o tym nie dowie. Spojrzał w jej oczy i dostrzegł w nich dziwny blask.
- Nieprawda. Nienawidziłeś mnie. Po tym chyba nawet jeszcze bardziej. I dobitnie dawałeś mi to odczuć – spuściła głowę nie mogąc dłużej patrzeć w jego błękitne oczy, które teraz zaszły mgłą smutku i żalu. Jednak to, że mu wybaczyła nie znaczyło, że zapomniała. Nie umiała też z tego żartować. To, że tu siedzieli razem, po tylu latach drwin i wyzwisk było z jej strony wielką oznaką wiary w jego zmianę i podjęciem ryzyka związanym z daniem mu drugiej szansy. Był jej przyjacielem, który kiedyś był jej największym wrogiem.
- To że utrudniałem ci życie nie znaczy, że cię nienawidziłem.
- Ja cię nienawidziłam.
Z bijącym sercem przyglądał się jej, gdy spuszczała głowę na swoje pomalowane czerwonym lakierem paznokcie. Nigdy nie wynagrodzi jej tej całej przeszłości. Nigdy nie będzie jej wart.
- Przepraszam – szepnął wyciągając dłoń, by dotknąć jej ramienia, ale nie był pewien czy go nie odtrąci. – Wiesz, że oddał bym wszystko, by to cofnąć.
- Nie – pokręciła głową, przenosząc na niego swoje smutne spojrzenie. – Nie jesteś już tamtą osobą. To przeszłość. Po prostu to miejsce… To przywołuje wspomnienia. Niestety nie tylko te dobre.
Pochyliła się wyciągając ręce w jego kierunku i zatapiając się w jego objęciach. Czuł migdałowy zapach jej szamponu i zamknął oczy, gładząc ją po plecach. Tak ufnie do niego przylgnęła tuląc policzek do jego piersi, że powoli tracił głowę. Chyba tylko dziewczyny potrafią tak szybko zmieniać panująca wokół atmosferę. W kilka sekund od złości i urazy po taką bliskość. Już sam nie wiedział co ma czuć.
Nagły powiew wiatru, spowodował, że dziewczyna zatrzęsła się z zimna. Pocałował czubek jej głowy i odsunął ją od siebie, tak by móc spojrzeć w jej oczy.
- Chodźmy do środka zanim zamarzniesz.
Przeszli przez korytarz nawet nie zaglądając do Wielkiej Sali. Skierowali swoje kroki prosto na schody rozpoczynając wędrówkę po zamku. Każdy zakamarek nasuwał im na myśl jakieś wspomnienie jednak nie popełniali już tego błędu z błoń i nie wracali do niczego co starłoby uśmiech z ich twarzy. Zdecydowanie bardziej woleli sobie dogryzać śmiejąc się do rozpuku. Hermiona skręciła za róg i aż klasnęła w ręce. Byli na siódmym piętrze, jeżeli teraz pójdą w lewo to dojdą do portretu grubej damy. Mogłaby pokazać Draconowi ich pokój wspólny. A może nawet swoje dormitorium. Niestety portret był pusty wywołując zmarszczkę smutku na twarzy dziewczyny. Draco jednak nie poddawał się tak łatwo
- Chcesz iść do lochów? - rzucił uśmiechając się i łapiąc ją za rękę a po jej ciele przebiegł dreszcz emocji.
- Ja? - Nigdy nie była w królestwie ślizgonów. To byłoby bardzo ekscytujące. Ale też trochę przerażające.
- Ze mną jesteś bezpieczna, nie bój się. - widział błysk w jej oczach, gdy stanęli przed kamienna ścianą. Przysunęła się łapiąc go za ramię i rozglądając w koło rozszerzonymi oczami.
- Czysta krew - powiedział a ona prychnęła i zaraz po tym pisnęła tuląc się do niego jeszcze bardziej, gdy ściana ze zgrzytem zaczęła się rozstępować.
Przytłumione zielonkawe światło nadawało wnętrzu złowrogi wygląd, zupełnie jak zwykle. Dziewczyna z wypiekami na twarzy oglądała stojące na środku ciężkie kanapy obite zielonym aksamitem, duży drewniany stół i regały wypchane zakurzonymi woluminami. Już nie czuła się jak królik pchający się do lisiej nory. Wrodzona miłość do książek sprawiła, że zapomniała o strachu i puściła silne męskie ramię, którego była uczepiona i rzuciła się niemal biegiem do regału. Już wysuwała jeden z tomów, gdy usłyszała propozycję, której nie sposób było jej odmówić.
- Może chcesz zobaczyć mój pokój?
Stał przy czarnych drewnianych drzwiach, trzymając klamkę w dłoni. Gdy przeniosła na niego zaskoczone spojrzenie uśmiechnął się perfidnie i puścił jej oczko.
- Nie mogę uwierzyć, że jestem w prywatnym dormitorium Draco Malfoya - zapiszczała nie swoim głosem przykładając dłonie do policzków. -  I to ja szlama.
- Nie mów tak.
Powiedział odruchowo, chociaż rzeczywiście w najśmielszych snach nie spodziewał się, że ona się tu kiedykolwiek pojawi. To wręcz nieprawdopodobne.
Stał oparty o ścianę patrząc jak powoli podchodzi do jego łóżka delikatnie gładząc jego narzutę i jedną z kolumienek. O czym teraz myślała? Czy chciała stąd uciec? Nie widział lęku w jej oczach. Raczej ciekawość i… smutek?
- Aż ciężko uwierzyć, że tak to się kończy - odezwała się w końcu, siadając na łóżku i poklepując miejsce obok siebie. - Przez te trzy lata bardzo się ze sobą zżyliśmy. I teraz nasze drogi na zawsze się rozchodzą.
Starała się nie dać tego po sobie poznać, ale widział, że ciężko było jej to powiedzieć. Oboje wiedzieli, że za tydzień wyjedzie z kraju i to prawdopodobnie ostatni moment, by się na spokojnie pożegnać.
- Obiecaj mi coś - próbowała powiedzieć to pewniej, ale głos już całkiem jej się załamał. - Obiecaj, że jeszcze się zobaczymy.
- Obiecuję - wyszeptał tuż przy jej ustach łapiąc ją za ramiona.
Zdążyła tylko podnieść na niego przepełnione łzami oczy i dłużej się nie wahała. Znów rzuciła się w jego ramiona ściskając go z całej siły.
- Będę tak strasznie za tobą tęsknić.
Zachrypiała przez łzy, a Draco przysunął do niej twarz muskając delikatnie jej nos i odchylając jej głowę do tylu. W ogóle tego nie planował, w jego głowie nie szalały myśli analizujące czy to dobry czy zły pomysł. Właściwie to panowała tam niczym niezmącona pustka, jakby wszystkie myśli przycupnęły gdzieś obserwując co się wydarzy.
Przysunął się dosłownie o kilka centymetrów i pierwszy raz niepewnie dotknął ustami jej warg czekając na jej reakcję. A ona oddała pocałunek, jakby udzieliła jej się jego chwilowa niepoczytalność. Delikatnie badał jej usta za każdym następnym razem będąc coraz bardziej zachłannym. Dopiero, gdy rozchyliła szerzej wargi a on pogłębił pocałunek, poczuł, że przepadł. Smakowała winem i łzami, ale dla niego to było jak spełnienie marzeń. Tak długo czekał na tę chwilę, że nie był pewien czy to w ogóle dzieje się naprawdę. Płonął. Zajęczała cicho, powoli zatapiając dłonie w jego jasnych włosach przysuwając go jeszcze bliżej siebie a jego serce zgubiło rytm. Już w ogóle nie kontrolując sytuacji położył ją na łóżku zawisając nad nią na przedramieniu. Drugą ręka gładził chwilę jej policzek by powoli zjechać nią po jej ciele aż do uda w poszukiwaniu rozcięcia w jej sukni. Nie odsunęła się nawet, gdy wsadził dłoń pod materiał i zaczął gładzić nagą skórę jej biodra. Całowała go tak jakby to miał być ostatni pocałunek w jej życiu. Jakby jutro miało nigdy nie nadejść. W tym momencie cały świat się nie liczył. Liczyła się tylko ona i on. Jakby oboje zrozumieli, że są odpowiedzią na wszelkie swoje modły. Jakby w tym momencie zrozumieli czym jest miłość, pragnienie, pożądanie. Żadne z nich nigdy wcześniej nie czuło czegoś tak intensywnego.
- Nie pojadę do Paryża. Jeśli wyjedziesz ze mną pojadę gdzie tylko będziesz chciała. – powiedział odrywając się od jej ust i przenosząc pocałunki na jej szyję i dekolt.
- Co? – wydyszała, nie mogąc złapać tchu. O czym on mówił? Wyciągnęła rękę by położyć ją na jego piersi zmuszając by na nią spojrzał.
- Chcę być z tobą. – Powiedział tak po prostu, jakby to było takie oczywiste, a w jej głowie rozszalała się burza. Być z nią? On chce z nią być? Czy to… Ale jak…
- Ale Draco. A co z Ronem i Sofie? – czemu akurat temu pytaniu udało się wyrwać na wolność? Przecież to nie ono było w tej chwili najważniejsze. Co tu się właściwie przed chwilą wydarzyło?
- Zostawimy ich. Przecież powinniśmy być razem. Też to czujesz. – Pochylił się by zachłannie ją pocałować, delektując się dotykiem jej języka na swoim. Po czym odsunął się ciągnąc delikatnie zębami jej dolną wargę, co poczuła intensywnie w dole brzucha.-  Nie widzę sensu by dłużej to ukrywać i udawać, że nic między nami nie ma.
Czy mogła zaprzeczyć jego słowom? Nie, zdecydowanie nie. Chciała tego tak samo jak on. Czy jeszcze coś do niego czuła? Tak, z pewnością. Ale czy było to na tyle silne uczucie, by zostawić Rona?
W jej głowie toczyła się istna wojna. Część niej krzyczała ze szczęścia i podekscytowania, druga z przerażenia na myśl o zmianach i zburzeniu jej uporządkowanego świata. Nie lubiła zmian. Chyba nikt ich nie lubi, zwłaszcza, jeśli zdarzają się niespodziewanie i wymagają wielkich poświęceń.
- Ja nie mogę, Ron… - czemu tak ciężko było jej sklecić proste zdanie? Nawet we własnej głowie…
- Nie wmówisz mi że to nie miało znaczenia – wyraz jego twarzy się zmienił. Nie wyrażała już błogiego szczęścia a skrajne zdumienie. Puścił ją i wstał z łóżka zaczynając krążyć po pokoju, od czasu do czasu łapiąc się z rozpaczy za głowę. – Nie, nie możesz tego zrobić.
- Draco zrozum… - próbowała zagłuszyć swoje bijące w szalonym tempie serce, przekonać jego i siebie, że to nie jest możliwe, nie teraz kiedy wszystko ma przecież poukładane, jest przecież szczęśliwa. Jest dobrze tak jak jest. Tak! Dlaczego musi to psuć? I dlaczego jej serce rozrywa się na małe kawałki?
- Co mam zrozumieć?! Że moje uczucia się nie liczą, że wolisz jego i zupełnie nic do mnie nie czujesz? – powoli tracił nadzieję, że dziewczyna odwzajemni jego uczucia i będą żyli razem długo i szczęśliwie. Może nie oczekiwał, że rzuci mu się od razu na szyję i wyzna miłość, ale nie przewidział, że wszystko potoczy się tak źle.
- Gdybyś powiedział coś wcześniej… gdybyś dał mi się poznać, gdybym wiedziała zanim… zanim wydarzyło się to wszystko. A teraz…
- Teraz jest za późno, tak? Za późno! Znów płacę za to, że byłem pieprzonym tchórzem, stłamszonym i zastraszonym przez zaślepionego tatusia, ubezwłasnowolnionym gówniarzem. – Głos zaczął mu się łamać. To wszystko nie tak miało wyglądać. Dlaczego!? Dlaczego nie chce z nim być, dlaczego nie może być w końcu szczęśliwy, przecież naprawia wszystkie te cholerne błędy z przeszłości, chyba zasłużył na swoje szczęśliwe zakończenie?! Czyż nie?
- Czy to Twoja ostateczna decyzja? – Wpatrywał się w te jej wielkie brązowe oczy, jakby szukał w nich odpowiedzi. Zobaczył tam jednak tylko panikę i powoli zbierające się łzy. Musi wziąć się w garść, zebrać tę resztkę godności i zniknąć jej z oczu skoro ona najwyraźniej go nie chce. „Tyle jeśli chodzi o mój happy end” pomyślał gorzko i odszedł od niej kilka kroków, bo nie był już dłużej w stanie przebywać tak blisko niej.
- Powiedz, że tak i więcej nie będę Cię niepokoić…
- Draco proszę… - czyli jednak nie zrozumie. Czy zawsze musi być wszystko albo nic? Czuła, że jeszcze chwila a się rozpłacze. Straci go a przecież tego nie chce. Schyliła głowę, by nie widział jej łez.
- O co mnie prosisz? – Odwrócił się szybko w jej kierunku, ale ona na niego nie patrzyła. Wpatrywała się w podłogę, na którą po chwili zaczęły kapać mokre krople.
- Nie rób tego – to był już tylko szept, lecz usłyszał go doskonale mimo głośno bijącego serca. Podszedł do niej powolnym krokiem i gdy stanął tuż przed nią wyciągnął rękę, by jej dotknąć. Delikatnie podniósł jej brodę do góry, tak by spojrzała w jego szare oczy.
- Czy uważasz, tak jak dawniej, że nie mam serca, ani uczuć, że nie zasługuję na nic dobrego od życia, że nie zasługuję na Ciebie? – powiedział spokojnie. Widziała jak jego usta utworzyły zwartą linie. Był zły, czy może zrezygnowany?
- Draco proszę…  przecież wiesz, że to nie tak…
- Kocham Cię! Zawsze Cię kochałem! – mówił spokojnie, zbliżając swoją twarz do jej, w końcu wypowiadając słowa, które dusił w sobie przez tyle lat.
- Nie mów tak – zaczęła kręcić głową dla potwierdzenia swoich słów.
- Ale to prawda. Kocham Cię, kocham i nigdy nie przestanę żałować, że byłem takim tchórzem i nie walczyłem o Ciebie.
Ich twarze dzieliły już tylko milimetry, a po chwili się złączyły w krótkim, delikatnym pocałunku. Hermiona stała jak sparaliżowana, bojąc się otworzyć oczy. Nawet nie wiedziała kiedy je zamknęła. Cisza się przeciągała i czuła, że to jej kolej, by coś powiedzieć.
- Wiesz, że Cię kocham – tak strasznie rozpraszało ją jego spojrzenie, te piękne, szare oczy, w których mogłaby utonąć – ale to niczego nie zmienia. Nie chcę Cię stracić, ale ja nie mam wyboru Draco. Jestem z Ronem i nie mogę mu tego zrobić.
- Rozumiem – roześmiał się, pięknym ukazującym zęby uśmiechem. – Oczywiście, że Ron. A więc… żegnaj.
Spojrzał na nią ostatni raz, odwrócił się i zaczął zmierzać w kierunku drzwi.
 - Draco… - zawołała za nim, ale nie usłyszał już nic więcej. Drzwi się zamknęły.
Nogi się pod nią ugięły zmuszając, by usiadła na podłodze. Zrobienie choćby jednego kroku i dotarcie do lóżka lub krzesła wydawało się ponad jej siły. Czuła się pokonana. Niezdolna do ruchu. Niezdolna do podjęcia decyzji. Nie spodziewała się tego. Zaskoczył ją tak bardzo, że potrzebowała kilku chwil, by to wszystko ogarnąć umysłem.
Wytarła nos wierzchem dłoni i spojrzała na drzwi, za którymi zniknął blondyn. Nie może tego tak zostawić. Nie może pozwolić by to tak przebiegło ich ostatnie spotkanie. Ich ostatnia rozmowa.
Wstała rzucając się w kierunku wyjścia z tego pokoju i lochów w ogóle. Musi go znaleźć. Musi mu powiedzieć, powiedzieć, że… właściwie to nie wiedziała jeszcze co mu powie. Była pewna, że gdy spojrzy mu znów w oczy to będzie już wiedzieć. Nie może mu pozwolić odejść.
Biegła ile sił w nogach potrącając po drodze ludzi, ale nic jej to nie obchodziło. Ważne było tylko to by go znaleźć. Gorączkowo rozglądała się po otaczających ją twarzach, ale nigdzie go nie widziała. Już miała…
- Hermiona.
Usłyszała głos Rona i ból w jej klatce piersiowej się pogłębił. Nie, nie teraz. Teraz musi go znaleźć. On musi gdzieś tu być…
- Hermiona, chodź ze mną na chwilę - złapał ją za rękę i mimo jej sprzeciwu, wyprowadził na środek sali. Bicie własnego serca dudniło jej w uszach, otworzyła usta oddychając przez nie szybko i starając się by nie zemdleć. Wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i otwierając je klęknął przed nią na jedno kolano. Wiedziała co teraz nastąpi i ze wszystkich sił pragnęła go powstrzymać, ale już było za późno.
- Hermiono Jane Granger, moja przyjaciółko, partnerko, bratnia duszo. Nie mogę uwierzyć we własne szczęście, że los postawił cię na mojej drodze. Czy uczynisz moje życie jeszcze piękniejszym zostając moja żoną?
Wciąż uparcie przeszukiwała tłum szukając jego oczu, starając się ignorować te wpatrzone teraz w nią w oczekiwaniu na odpowiedź. Wiedziała, że jakikolwiek znak od Dracona utwierdzający ją w przekonaniu, że podtrzymuje to co powiedział kilkanaście minut temu i wyjdzie stad wywracając swoje życie do góry nogami. Nigdzie go jednak nie było. Rosnąca w jej gardle gula utrudniała złapanie oddechu a narastająca w niej panika prowokowała do wymiotów. Ręce jej się trzęsły a w kącikach oczu czaiły się pierwsze łzy.
Dopiero teraz do niej dotarło, że absolutnie wszyscy obecni na nich patrzą. Włącznie z ministrem, panią dyrektor i ich przyjaciółmi. Obok podium dostrzegła reportera z Proroka codziennego celującego w nich aparatem. Świadomość, że cały świat oczekuje tych zaręczyn ją przygniotła. Nie mogła zrobić nic innego. Nie miała wyjścia. Ron zrobił jedną rzecz, która dała mu pewność, że tym razem mu nie odmówi.
Spojrzała na swojego chłopaka, który zdawał się wciąż wstrzymywać oddech i szepnęła cicho pieczętując swój los.
- Tak.
Chłopak porwał ją w ramiona a ona na dobre się rozpłakała. Pewnie wszyscy wezmą to za łzy szczęścia. Tylko ona będzie wiedzieć, że opłakuje tę część serca, która w tej chwili na zawsze umarła.
*
W dwóch dużych łykach wypił właśnie kolejną szklaneczkę ognistej whisky obserwując scenę jaka miała miejsce na środku parkietu. Moment, gdy się zgodziła był dla niego ciosem w samo serce. Przynajmniej miał pewność, że je ma, bo bolało jak cholera. Ostre ukłucie rozlewało się z jego piersi po całym ciele dławiąc go i zaburzając zdolność widzenia. Dlaczego tak go całowała skoro chciała być żoną łasica? Czy miał być jakimś chorym sposobem na ostatni wyskok? Czuł się jak pieprzony idiota. Otworzył przed nią serce, dał je jej na dłoni, uwierzył, że dosięgnął gwiazd, że dogonił swoje marzenia osiągając wszystko czego pragnie. A teraz spadał w nicość, czeluść piekielnej otchłani, skąd nie było już powrotu.
- To raczej oczywiste w jej stanie… - usłyszał podszyte ironią słowa swojej partnerki i przeniósł na nią zdziwione spojrzenie.
- O czym ty mówisz?
- Hermiona jest w ciąży.  – Odpowiedziała od niechcenia wzruszając ramionami i dłubiąc widelcem w leżącym na talerzyku kawałku ciasta. – Wiem, bo pytała się mnie o namiary na mojego ginekologa i prosiła o dyskrecję.
Uśmiechnęła się do niego unosząc wysoko jedną brew, jakby rzucała mu wyzwanie. Gdyby nie czuł jakby przepaść w jakiej się znalazł pogłębiała się jeszcze bardziej, może by zauważył jej dłoń zaciskającą się na krawędzi stolika od skrywanej wściekłości.
- Zrobiłem z siebie idiotę – wyszeptał ostatkiem tchu. Czy to możliwe, że cały tlen wyparował właśnie z tej sali? A może tylko on zaczynał widzieć te dziwne, biegające przed oczami mroczki? Wiedział jedno, nie chce tego dłużej oglądać. Nie zniesie więcej tego bólu.
- Co mogę zrobić by poprawić ci humor? – delikatna, ciepła dłoń znalazła się właśnie na jego przedramieniu próbując przywołać go do rzeczywistości. Jednak w tym momencie, był zbyt pochłonięty własną rozpaczą, by to zauważyć.
Jaki jest sens poznawać miłość swojego życia, jeśli ona wychodzi za innego i niedługo urodzi mu dziecko? Jaki jest sens poznawać miłość swojego życia, jeśli trzeba żyć bez niej? Czy to jakaś złośliwa ironia losu? Nigdy nie był aniołem, ale czy naprawdę zasłużył na takie cierpienie? Czy musi płacić za całe zło tego świata?
Spojrzał na wpatrzone w niego ciemnobrązowe oczy, tak podobne, a jednak zupełnie inne. Nie zawsze można mieć to czego się pragnie. Może za to czasem ten okrutny los, w pokręcony, bezlitosny sposób stawia nam na drodze coś czego potrzebujemy.
- Zabierz mnie stąd – powiedział tak cicho, że nie był pewien czy go usłyszała, zwłaszcza, że nawet się nie poruszył.
- Nie chcesz złożyć gratulacji przyszłym małżonkom i rodzicom? – Już nie ukrywała pełnego zadowolenia uśmiechu, lecz on wciąż na nią nie patrzył. Z resztą i tak nic nie widział poza tymi szalejącymi kropkami.
- Już to zrobiłem.
Powiedział wstając i nie czekając nawet na Sofie wyszedł z zamku. I pewnie nawet nikt by tego nie zauważył, że na uroczystości ubyło dwie osoby. Nikt, poza pewną szatynką, która podążała za każdym jego krokiem, aż zniknął z jej pola widzenia, a wtedy z jej gardła wydarł się bezgłośny szloch.
*
Już od dobrych piętnastu minut siedziała w łazience i wpatrywała się w kopertę, którą trzymała w dłoniach. Nie mogła zdobyć się na odwagę by ją otworzyć i poznać prawdę. Od kwadransa toczyła bitwę sama ze sobą, czy rozerwać w końcu ten papier i wiedzieć na pewno, czy spalić go razem z zawartością i żyć w błogiej niewiedzy. Co jeśli to dziecko Teo? A jeśli jednak Harry’ego? Jak długo zdołałaby radę funkcjonować dręcząc się tą niepewnością?
Wizyta w gabinecie doktora Kincaida przebiegła nawet całkiem miło. Położył ją na zimnej leżance i zaczął machać różdżką nad jej podbrzuszem mrucząc przy tym skomplikowane zaklęcia w obcym jej języku. Dopiero po chwili zauważyła, że w przestrzeni między jej ciałem a ręką czarodzieja coś się pojawiło. Mała fikająca koziołki kuleczka.
- Wszystko wygląda dobrze. Książkowy rozwój jak na dwunasty tydzień. Czy poranne mdłości już minęły? – spytał doktor wciąż badając piłeczkę nad jej brzuchem.
- Nie mdliło mnie. Czy to moje dziecko? – Była w szoku. Nie spodziewała się, że ten widok aż tak ją poruszy. To małe zawiniątko było malutkim człowiekiem, jej malutką istotką, którą już kochała całym sercem, niezależnie od tego, kto był jej ojcem. Tak bardzo żałowała, że sama musi przez to przechodzić. Powinna dzielić ten moment ze szczęśliwym tatusiem.
- Tak – uśmiechnął się do niej. – Chce pani poznać płeć? Prześlę ją razem z wynikiem testu na ojcostwo listem – powiedział, gdy pokiwała głową.
Test też nie był skomplikowany. Wystarczyło, by wzięła ze sobą włos Harry’ego albo jego szczoteczkę do zębów. Dla pewności wzięła jedno i drugie. Teraz pozostawało jej czekać na sowę z bardzo ważnym listem.
A teraz siedziała z tym listem i bała się, go otworzyć. Dalej Ginny, Maleństwo chce wiedzieć – pomyślała zbierając w sobie całą swoja odwagę.
Szarpnęła mocno papier zanim znów by się rozmyśliła i wyciągnęła zawartość.
Mocno nabrała powietrze i je wypuściła spoglądając na drobny druk.

Zaczęła czytać…


12 komentarzy:

  1. Ajjj. I tak nas zostawilas?
    Z tą niewiedzą ;-)
    Mam nadzieje, ze Harry!!

    A co do Hermi, ech, tak ja Draco zostawil w sypialni, mogl jeszxze cos pwoedziedziec, porozmawiac z nia. A on tak uciekl jakby sie obrazil zamiast o nią walczyc... No nic. Czekam dalej ;-)
    Szybko ten rozdzial, jestem pod wrazniem.
    Cath.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przecież Malfoy a Hermiona złamała jego małe serduszko. Nie mógł zrobić nic innego, tylko unieść się honorem ;)

      Usuń
  2. Smutno mi, że Draco i Hermiona nie są razem i że Hermi przyjęła oświadczyny Rona :( Mam nadzieję,że to jakoś rozwiążesz i będzie szczęśliwe zakończenie. A co do Ginny i Harrego, oby to wybraniec był ojcem, ale nie podoba mi się to, że ruda nie ma zamiaru powiedzieć mu prawdy.Hm.. No zobaczymy jak to będzie. Czekam na kolejny rozdział.
    Powodzenia i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też było przykro... Niestety, niektóre urazy za głęboko w nas tkwią, by zaryzykować wszystko co znane i bezpieczne.
      A Ginny? Nie chce nic powiedzieć z tego samego powodu - boi się, że wszystko się zmieni, że go straci, że jej nie wybaczy.
      Mam nadzieję, że rozdział będzie szybko, ale zaczęło się przedszkole i nic nie mogę obiecać jeśli chodzi o mój wolny czas...

      Usuń
  3. Nie komentowałam wcześniej Twojego opowiadania, ale zawsze czekałam na kolejny rozdział, a ten sprawił, że po prostu musiałam się odezwać. Scena między Draco a Hermioną w sypialni to dla mnie po prostu bajka. Pięknie napisane, czuć wszystkie emocje, które oni oboje czują. Ja sama piszę w podobnym stylu, spodziewałam się takiego właśnie zakończenia pierwszej części (na zasadzie nie zawsze ludzie się potrafią dogadać), więc tym bardziej mi się podoba. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się jak najszybciej, bo nie mogę się doczekać tego, by poznać Twoje pomysły na drugą część.
    Pozdrawiam i obiecuję komentować od teraz każdy rozdział.
    Janet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak miłe słowa. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy :*
      Ostatnie dni bardzo intensywnie pracowałam nad wydarzeniami drugiej części i mogę powiedzieć, że nabrała bardzo realnych kształtów. Już dokładnie wiem co się wydarzy teraz pozostaje to opisać ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Eh, nie podobał mi się ten rozdział... Chociaż powinnam raczej napisać, że nie podobało mi się zachowanie Hermiony w tym rozdziale, bo to, w jakim kierunku poprowadzisz akcję, zależy tylko od Ciebie, Autorko, i mi nie pozostaje nic innego, jak tylko to zaakceptować :)
    Od kilku rozdziałów odniosłam wrażenie, że w relacji Rona i Hermiony nie układało się najlepiej, a jej uczucie już dawno wygasło. Więc nie rozumiem za bardzo idei ich związku i trwania w nim na siłę. I może zabrzmi to banalnie, ale czasami trzeba postawić wszystko na szali i zaryzykować, walcząc o swoje szczęście.
    Mam nadzieję, że w drugiej części wróci odważna Hermiona. Już nie mogę się doczekać! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, oczywiście, ale spójrz na to wszystko jej oczami. Jest z Ronem od ładnych paru lat, kocha go - może już trochę inaczej niż na początku, ale to nie znaczy, że jest gotowa tak w ciągu sekundy zadecydować o pozostawieniu go dla kogoś, kto niby jej się podobał, ale dopiero przed chwilą powiedział, że coś do niej czuje. Takich decyzji nie podejmuje się od tak. Do tego nie chce zranić Rona. Na to wszystko potrzeba czasu. I to właśnie dam moim bohaterom - czas na dowiedzenie się czego naprawdę chcą ;)
      Myślę, że druga część Ci się bardziej spodoba :P
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Trzymam za słowo! Jeśli ma mi się podobać bardziej niż pierwsza, która była genialna, to już wiem, że będzie świetnie :)
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa. Zwłaszcza, że coraz częściej nachodzą mnie wątpliwości czy to co piszę ma w ogóle jakąś wartość i czy jest sens kontynuować. Jednak bardzo chcę skończyć to opowiadanie.
      Mam nadzieję, że nie zawiodę. Bo pomysł mam ponoć oryginalny ;)

      Usuń
  6. No w takim momencie kończyć to okrucieństwo xD
    Super blog, świetnie pisana historia, wciąga całkowicie :D
    Czekam na drugą część :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa.
      Ja też jestem bardzo podekscytowana, tym co się będzie działo w drugiej części. Zacznę pisać dalej jak tylko dojdę do siebie po tym koszmarnym dniu...
      Pozdrawiam

      Usuń

Copyright © 2016 Follow your dreams , Blogger