niedziela, 18 marca 2018

Rozdział 27 Kocham Cię

Niespodzianka!
Ze specjalną dedykacją dla mojego brata. Bo znów nie udało nam się przyjechać :*
Spodziewałam się, że napisanie tego rozdziału będzie ciężkie, że zajmie mi dłużej niż zwykle. A tu proszę. Nie minęły dwa tygodnie a tu już nastukane 10000 słów po brzegi wypełnionych emocjami.
Ciężko mi uwierzyć, że został jeszcze tylko jeden tak długi rozdział do końca tej historii. Czy Wy też już nie możecie się doczekać? :D
____________
- Zostań. Musimy pogadać.
Przestraszona nagłym trzaskiem drzwi i zdezorientowana dziwnym zachowaniem Draco, wciąż stała przyciskając do piersi zwinięty w rękach materiał, próbując głębokimi wdechami uspokoić rozszalałe serce. W końcu zdecydowała się ostrożnie obrócić na tyle by go zobaczyć. Wciąż stał przy stoliku trzymając szklankę z bursztynowym alkoholem w uniesionej ręce. Spojrzenie utkwił w jednym punkcie na podłodze zastanawiając się nad czymś z poważną miną i zaciśniętą szczęką. Nie wiedziała o czym chciał z nią rozmawiać, ale wyraźna, szeroka bruzda na jego czole pozwalała jej przypuszczać, że nie będzie to nic przyjemnego.
Ostatecznie odstawił szklankę na stolik i podniósł na nią spojrzenie. Nawet z takiej odległości dokładnie widziała  strach i ból odbijające się w jego oczach.
- Daj mi chwilę – powiedział przełykając ślinę, jakby zaschło mu w ustach po czym odwrócił się w kierunku drzwi do łazienki i podszedł do nich w trzech dużych krokach.
Usłyszała szum lejącej się z kranu wody i zdecydowała się do niego zajrzeć. Nie chciała stracić go z oczu nawet na tę krótką chwilę. To uczucie tuż pod skórą sprawiało, że wiedziała, po prostu wiedziała, że od tego momentu już nic nie będzie takie jak wcześniej. Widziała to wypisane na jego twarzy tak wyraźnie. Poddał się, a może ona go do tego zmusiła, ale w końcu uchylił dla niej chociaż na moment ten mur, którym się od niej odgradzał, a ona nie miała zamiaru zrezygnować z takiej okazji. Tak czy inaczej, gdy wyjdą z tego pokoju wszystko się zmieni, część z mostów za nimi spłonie i zostaną tylko dwie opcje albo będą razem, albo nigdy więcej się nie spotkają.
Oparła się o framugę drzwi patrząc jak spryskuje twarz zimną wodą zostawiając przytknięte do niej dłonie o chwilę za długo. Po czym sięgnął po ręcznik i przyłożył do mokrej twarzy nawet nie starając się by ją dokładnie osuszyć. Gdy w końcu podniósł głowę i na nią spojrzał mogła dokładnie śledzić ścieżki wyznaczane przez spadające z jego włosów krople.
Odłożył ręcznik i podszedł do niej zatrzymując się pół kroku przed nią. Wyciągnął rękę i położył na jej policzku delikatnie gładząc go swoimi palcami.
- Co jest? – spytał jakby nie czuł tej gęstej atmosfery panującej w jego apartamencie, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego.
Spojrzała mu prosto w oczy chłonąc z nich całą jego miłość i troskę wymieszane z przerażeniem, które i ona odczuwała.
- Boję się – wyszeptała walcząc z napływającymi łzami. Chciała mu powiedzieć dużo więcej, jakoś go wesprzeć, podtrzymać na duchu, przekonać, że dadzą radę przez to przebrnąć, ale słowa więzły jej w gardle odbierając głos i swobodny oddech.
Przesunął dłoń z jej policzka na brodę delikatnie badając kciukiem jej usta po czym powoli przysunął do niej twarz wciąż szukając w jej oczach  choćby cienia sprzeciwu po czym złożył na jej ustach najdelikatniejszy pocałunek jakiego miała okazję doświadczyć. Ostrożnie jakby ze strachem objął ustami jej dolną wargę zaraz puszczając ją i całując jeszcze raz. Dla niej to było jak słodka tortura. Może nie planowała tej całej sytuacji, jaka miała miejsce, gdy weszła do jego pokoju, ale nie żałowała ani chwili. Co więcej była wręcz pewna, że to jest to czego chce, że on jest wszystkim o czym marzyła od bardzo dawna.
Nie zastanawiając się wyciągnęła ręce zatapiając je w jego włosach i przyciągając go jeszcze bliżej. Tak bardzo chciała pogłębić pocałunek i wrócić do momentu, w którym skończyli, ale chłopak jej na to nie pozwolił. Gdy rozchyliła wargi delikatnie muskając jego język zaraz się od niej odsunął unosząc do góry kąciki ust w uśmiechu i kręcąc głową. Po czym oparł czoło o jej głowę i westchnął głęboko.
- Nie masz pojęcia od jak dawna o tym marzyłem.
Objął ją przyciskając mocno do siebie i zatapiając nos w jej włosach.
- Teraz już wszystko będzie dobrze, prawda? – spytała wsłuchując się w nerwowy rytm jego serca.
- Chodź, usiądziemy na kanapie – wyzwolił ją z objęć i posadził na kanapie przysuwając sobie fotel, tak by siedzieć naprzeciwko niej. Wyciągnął ręce i złapał jej dłonie próbując zebrać myśli. Jednak uwadze Hermiony nie umknęło to, że nie odpowiedział na jej pytanie.
- Wiem, że później będzie jeszcze trudniej, ale muszę ci w końcu powiedzieć wszystko. Nie chcę już niczego udawać. Chciałbym byś zrozumiała, tylko nie wiem od czego zacząć…
Na chwilę ukrył twarz w dłoniach, a ona wiedziona silną potrzebą dotknięcia go wyciągnęła rękę by przeczesać palcami jego jasne kosmyki. Oparł głowę o jej kolana pozwalając jej dalej bawić się jego włosami. Nie był jednak w stanie na nią spojrzeć.  
– W szkole byłem dla ciebie taki okropny, podły i bezczelny, że dziwię się, że w ogóle chciałaś później ze mną rozmawiać, a co dopiero wybaczyć mi i się ze mną zaprzyjaźnić. Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Pamiętasz ten dzień w trzeciej klasie, kiedy przestawiłaś mi nos? – Podniósł głowę z uśmiechem wymalowanym na ustach. Przyglądał się jej chwilę, a wesołe iskierki tańczyły w jego oczach. Kiwnęła głową czekając na dalszy ciąg tej historii, a on uniósł jej dłoń do ust i pocałował. – Tego dnia oddałem ci serce i do tej pory jest tylko twoje. Może sam sobie jeszcze wtedy nie zdawałem z tego sprawy, ale tak właśnie było. Zawsze byłaś inna niż wszyscy. Odważna, silna, pewna siebie, a przede wszystkim zupełnie dla mnie nieosiągalna. Wszystko co robiłem miało jedynie zwrócić na mnie twoją uwagę, nawet jeżeli to były tylko pełne nienawiści spojrzenia. To i tak było lepsze niż nic.
Słuchała go z zapartym tchem i czuła łzy zbierające się w jej oczach. Zupełnie nie patrzyła na niego w szkole w ten sposób. Jak mogłaby? Zamieniał jej życie w piekło. W tamtych czasach naprawdę go nienawidziła. Nie przeszło by jej przez myśl, że jest przystojny a co dopiero by się w nim zakochać. Chyba rzeczywiście nie mógł wtedy zrobić nic by inaczej na niego spojrzała. Chociaż już nigdy się o tym nie przekonają.
- Oczywiście byłem wtedy jeszcze dzieciakiem zapatrzonym w chorego tatuśka. Gdyby wasza trójka nie wstawiła się za mną trafiłbym do Azkabanu. Zawdzięczam ci życie. – Znów zatopił spojrzenie w jej oczach. Pełna powagi twarz, która przez większość życia musiała skrywać tak wiele tajemnic, teraz nie była już maską. Dostrzegała w niej subtelne różnice w zależności od jego nastroju. Widziała wyraźnie jak wiele kosztuje go otworzenie przed nią swojego serca, jak bardzo jest w tej chwili bezbronny. Z każdym jego słowem coraz bardziej wierzyła w jego miłość, coraz bardziej sama go kochała. - Zawdzięczam je wam wszystkim. Możesz sobie tylko wyobrazić jak ciężko mi być za cokolwiek wdzięcznym rudzielcowi.
Zaśmiał się pod nosem jednocześnie zamykając oczy i opierając się na fotelu.
- Nie chcieliśmy. To Harry nas zmusił. – Rzuciła w niego brutalną prawdę, a on w momencie wyprostował się szeroko otwierając oczy z zaskoczenia. Po czym zaśmiał się kręcąc głową.
- Tak, to wiele wyjaśnia.
Oparł łokcie o fotel i zaczął bawić się palcami. Chyba sam nie spodziewał się, że opowiedzenie tego wszystkiego będzie takie wyzwalające. Początkowo nie mógł zebrać myśli, ale teraz szło mu coraz lepiej, coraz bardziej mu się to podobało, zwłaszcza to, że z każdym słowem robiło mu się lżej na duszy, bo Hermiona będzie znać w końcu prawdę. Może nie będzie już go mieć za bezdusznego potwora. Chociaż nie mógł się łudzić. Gdy ta rozmowa się skończy znienawidzi go, tak samo jak on sam siebie nienawidzi. Wtedy będzie żałować, że w ogóle się odezwał.
- Po wojnie nie mogłem znieść tych ciągłych spojrzeń i szeptów za moimi placami, musiałem wyjechać, ale nigdy o tobie nie zapomniałem. Sofie wielokrotnie próbowała zwrócić na siebie moją uwagę, ale wiedziała, że zostawiłem w Anglii kogoś kogo kocham.
To była całkowicie surrealistyczne uczucie słuchać jak opowiadał o początkach swojej miłości do niej. Zupełnie jakby opowiadał o obcych jej ludziach a nie o nich samych. Jeszcze nie ochłonęła na tyle by do końca uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, że on naprawdę ją kocha. Od zawsze.
- To dlatego od początku mnie nie lubiła. – Spróbowała zażartować, ale Draco się nie roześmiał. Zamyślił się na chwilę, by zaraz pokiwać głową.
- Cóż, tak, chyba masz rację.
Odwrócił głowę w kierunku okna odbiegając myślami od tego pokoju i ich rozmowy. Miała wrażenie, że dopiero teraz zaczął się zastanawiać nad zachowaniem swojej żony. Czy naprawdę nie zauważył wcześniej jaka zawsze była spięta i sztucznie wesoła, gdy tylko Hermiona pojawiała się na horyzoncie? Ciężko było jej stwierdzić, czy Sofie była o nią zazdrosna, ale jeśli Draco rzeczywiście wielokrotnie ją odtrącał mówiąc, że kocha inną, to tak rzeczywiście mogło być.
- Gdy wróciłem, nie mogłem uwierzyć we własne szczęście, a to, że dałaś mi szansę… - Pokręcił głową z cicha parskając śmiechem i znów szukając jej wzroku. – Nie wiem czym sobie na to zasłużyłem. Myślałem, że twoja przyjaźń mi wystarczy, to i tak było więcej niż się spodziewałem, ale byłaś tak blisko… Tyle razy chciałem… Z każdą chwilą wydawało mi się to coraz bardziej realne. Zwłaszcza, że czasem nawet czułem jakbyś i ty coś do mnie czuła, chociaż w głębi duszy wiedziałem, że to nie możliwe. – Zamilkł na chwilę, wpatrując się w nią z uniesioną brwią. – To dobry moment by powiedzieć, że się mylę…
Roześmiała się szczerym, głośnym śmiechem. Ciągle zapominała, że to jego historia i on nic nie wie o jej uczuciach. Cholera, nawet ona do końca ich nie znała do tej pory. Draco od tak dawna wiedział czego chce, chociaż nie mógł tego dostać, a ona tyle lat siebie samą oszukiwała. Poczuła nagłe uczucie zazdrości. Miał czas to wszystko przemyśleć, przeanalizować, poukładać w głowie i sercu, a ona? Ona znów musi działać bez chwili zastanowienia. Jednak tym razem się nie zawaha. Więcej nie popełni tego błędu. Tym razem nie pozwoli mu odejść i zniknąć z jej życia.
- Oczywiście, że się mylisz. Ja też byłam wtedy w tobie zakochana. 
Poczuła krew napływającą do jej policzków. Nagle bardzo się zawstydziła. Co innego wiedzieć, że go kocha a co innego powiedzieć mu to prosto w oczy po raz pierwszy w życiu. Przyłożyła na chwilę ręce do policzków by je ochłodzić. To przecież było takie oczywiste, a on musiał to usłyszeć. Teraz to ona sięgnęła po jego dłoń zaplatając ich palce razem.
- Wciąż jestem. Nigdy nie przestałam cię kochać. A robiłam wszystko co w mojej mocy by zdusić to uczucie, możesz mi wierzyć. Jednak wtedy to wydawało się takie zupełnie nieprawdopodobne. Byłam z Ronem a ty… Szlama i arystokrata czystej krwi? – Pokręciła głową. Próbował coś powiedzieć, ale mu nie pozwoliła. Teraz jej kolej. Mocno wypuściła powietrze z płuc zbierając się w sobie. - Za bardzo bałam się zaryzykować. Poza tym nie wierzyłam w to, że ty możesz coś do mnie czuć. Gdybyśmy już wtedy wiedzieli… Gdybyśmy mieli odrobinę więcej odwagi i wiary w siebie nawzajem…
- To wszystko by się nie wydarzyło. Od dawna bylibyśmy małżeństwem… - Podniósł głowę i zobaczył spływające po jej twarzy łzy. Wyciągnął rękę by je wytrzeć. Sam miał mokrą od łez twarz. Podniósł się i usiadł obok niej. Objął ją i złożył na jej ustach słodki, czuły pocałunek, po czym położył sobie na piersi. Delikatnie głaskał jej plecy, muskając ustami jej chłodne czoło. – Nie cofniemy czasu Skarbie. A jeśli ktoś tu zawinił przez tchórzostwo to tylko ja.
Draco od dawna nie czuł się szczęśliwy, ale to co czuł w tej chwili ciężko było mu nazwać. Czy to możliwe by jednocześnie mieć roztrzaskane na strzępy serce i być najszczęśliwszym na świecie? I to z powodu jednej i tej samej osoby? Bo tak właśnie się czuł. Kochała go, naprawdę go kochała. Szkoda tylko, że nie wiedział o tym wcześniej. Szkoda tylko, że teraz było już za późno.
- Na balu naprawdę myślałem, że nam się uda. Otworzyłem się przed tobą na tyle na ile byłem wtedy w stanie. Ale spóźniłem się. Nie chciałaś mnie.
- Chciałam. Po prostu mnie zaskoczyłeś.
- Nie uwierzyłaś mi – powiedział smutno znów całując jej głowę. Miał całkowitą rację. Nie uwierzyła mu przez co straciła kilka cennych minut by go wtedy dogonić. Straciła też kilka lat, które mogła spędzić u jego boku.
- Zdecydowanie. Potrzebowałam chwili by się nad tym zastanowić, ale zaraz za tobą pobiegłam – podniosła głowę patrząc mu prosto w oczy. Był tak blisko niej. Wyciągnęła rękę i położyła na jego gładkim policzku. - Nie mogłam cię znaleźć. Wtedy byłam zdecydowana zaryzykować. Naprawdę. Chciałam ci powiedzieć, że czuję to samo, że chce być z tobą. Ale ciebie nigdzie nie było i Ron znalazł mnie pierwszy. A potem…
- Potem byłaś już zaręczona. A ja myślałem, że jestem największym głupcem na świecie. Zwłaszcza, gdy Sofie powiedziała mi, że jesteś w ciąży… To mnie dobiło.
- Nie byłam w ciąży, skąd ten głupi pomysł? – Wyprostowała się wciąż mu się przyglądając z zaciśniętymi ze złości pięściami. Serce wyrywało jej się z piersi nie godząc się na to wszystko. Gdyby mogła cofnąć czas wiedząc to wszystko…
- Wiem, że nie byłaś. – Pokręcił głową wzdychając ciężko i znów ją do siebie przytulając. – Gdy cię zobaczyłem na weselu Potterów myślałem, że oszaleję. To był ostatni moment. Gdybyś wtedy dała mi chociaż cień nadziei odwołałbym zaręczyny, ale ty byłaś taka skupiona na unikaniu mnie. Byłem pewien, że nic ode mnie nie chcesz, że nic do mnie nie czujesz.
- Myślałam, że jesteś na mnie wściekły, poza tym byłam taka zazdrosna o Sofie. - Nie była z tego dumna, ale tak właśnie było. Nie miała do tego żadnych praw, a jednak czuła, że chętnie wydrapałaby Sofie oczy, gdyby tylko miała taką okazję. Zwłaszcza teraz, gdy w końcu do niej dotarło, że chce tylko Draco i nie miała zamiaru się nim dzielić.
- Co? Serio? – Zaśmiał się poruszając klatką piersiową, na której leżała. - Szkoda, że o tym nie wiedziałem.
Nawet nie zdając sobie z tego sprawy przesunął rękę z jej pleców na kark błądząc teraz opuszkami palców po jej szyi. Druga ręka zawędrowała na jej gołe udo wyznaczając palące trasy między kolanem a krawędzią króciutkich spodenek. Hermiona zamruczała cicho pod wpływem tej delikatnej pieszczoty i przeniosła rękę na jego klatkę piersiową. Wciąż miał na sobie białą koszulę, w której był na balu. Pierwszy guzik miał rozpięty, więc jej wędrujące palce zatrzymały się przy drugim próbując dostać się do jego skóry.
- Już późno. Powinniśmy się trochę przespać – powiedział nieruchomiejąc po czym złapał jej rękę i odsunął od siebie. W odpowiedzi przysunęła głowę głębiej w zagłębienie jego szyi i pocałowała tuż poniżej ucha. Draco zareagował natychmiast. Wstał z kanapy wyzwalając się z jej objęć i odszedł w kierunku okna. To dziwne zachowanie zupełnie nie pasowało do tej całej ich rozmowy. W końcu od dobrej godziny albo i dłużej tłumaczył jej jak bardzo ją kochał, a teraz…
Wstała wciąż nic nie rozumiejąc. Nie wiedziała czy ma do niego podejść czy wyjść z jego pokoju. Ale nie chciała podejmować pochopnych decyzji, nie będzie więcej uciekać.
- Draco, co się dzieje? – spytała nie ruszając się z miejsca.
- To był długi dzień. Chciałbym się już położyć – powiedział dziwnie matowym głosem i odwrócił się do niej z bladym uśmiechem, w który wcale nie uwierzyła. Coś przed nią ukrywał. Była tego pewna. – Chodź do mnie.
Wyciągnął rękę, więc podeszła do niego sięgając jedną ręką ku jego twarzy. Zgarnęła mu z czoła rozchwiane kosmyki skupiając wzrok na jego smutnych oczach. Tak bardzo pragnęła rozwiązać wszystkie jego problemy by już nigdy nie musiał się smucić, ale nie mogła tego zrobić jeśli wciąż będzie coś przed nią ukrywać. Poczuła ciarki na ciele na myśl, że to nie koniec jego opowieści. Że na koniec zostawił najgorsze.
- Jest jeszcze coś prawda? Powiedz mi. Nie bój się, że cię zostawię. Nie zrobię tego. Już zawsze będziemy razem.
Oparła ręce na jego piersi czekając aż się odezwie. Nie patrzył na nią. Spojrzenie miał utkwione w podłodze, gdzieś między ich stopami. Nagle poczuła, że jej dłonie drżą poruszane delikatnym drganiem jego mięśni. Dopiero wtedy zauważyła mokre ślady łez na jego policzkach, a w oczach mnóstwo następnych czekających na swoją kolej by spłynąć po jego pięknej twarzy. Serce jej stanęło, a lodowaty chłód ogarnął całe jej ciało.
-  Nigdy nie będziemy razem – wyszeptał tak cicho, że modliła się w duchu by tylko jej się to wydawało.
- Co? – Nie rozumiała co miał na myśli, ale ogarniająca ją panika zaczęła przejmować kontrolę nad jej ciałem zaczynając od uwolnienia tam wstrzymujących do tej pory napływ łez do jej oczu. Gardło wyschło jej do tego stopnia, że aż bolało, tak jak ten nagły ciężar, który, miała pewność, zaraz połamie jej żebra.
- W starych rodzinach czarodziejów czystej krwi istnieje pewna tradycja związana z ceremonią zaślubin. – Przerwał by przełknąć ślinę, a Hermiona czuła jak ziemia usuwa się jej spod stóp. Tak bardzo chciała by chociaż na nią spojrzał, ale nie była w stanie wykonać żadnego ruchu. – A my z Sofie pochodzimy właśnie z takich rodzin.
Nagle podniósł zapłakaną twarz i spojrzał jej w oczy łapiąc ją mocno za ramiona.
- Nic nie mogłem zrobić. Gdybym miał choć cień nadziei, że możesz mnie kochać…  - Tak bardzo chciał by to zrozumiała, by mu uwierzyła, jakby to mogło cokolwiek zmienić.
- Powiedz to – wycedziła przez zaciśnięte zęby, czekając jak na wyrok, który rzeczywiście miała zaraz usłyszeć.
- Wieczysta przysięga – powiedział puszczając ją, a ona położyła drżące ręce na piersi, z której wyrwał się bolesny szloch i podeszła do łóżka. Musiała na czymś usiąść, bo już nie ufała, że jej nogi będą w stanie utrzymać jej ciężar. Draco dalej stał w tym samym miejscu ukrywając twarz w dłoniach.
- Co dokładnie przysięgaliście? – Nie chciała się domyślać, chciała wiedzieć, chociaż ból rozsadzający jej serce i tak był już nie do zniesienia, tak, że ledwo łapała oddech.
- Nigdy cię nie zdradzę, nigdy nie zostawię, nigdy się z tobą nie rozwiodę. – Wyrecytował słowa, które palącym ogniem wyryły się w jej sercu. Miał rację. To koniec. Nigdy nie będą razem.
Myliła się myśląc wcześniej, że ból, który odczuwała był nie do zniesienia. Teraz obezwładniał ją całą zasnuwając wzrok czarną mgłą i odcinając dopływ tej resztce tlenu niezbędnej do życia. Zsunęła się z łóżka na podłogę zanosząc się strasznym, dławiącym ją płaczem. Draco znalazł się przy niej w tym samym momencie, gdy znalazła się na miękkim dywanie. Usiadł przy niej zamykając ją w swoich objęciach i płakał razem z nią czekając, aż się uspokoi. Przez cały czas szeptał jej do ucha jak bardzo ją kocha, chociaż wiedział, że to niczego nie zmieni. Wytarł jej policzki i złożył na jej ustach pocałunek doprawiony goryczą ich łez. Hermiona wyciągnęła ręce i zarzuciła mu je na szyję, a on podniósł ją z podłogi i położył na łóżku kładąc się zaraz obok niej i przykrywając cienką narzutą.
Długo leżeli przytuleni do siebie i zatopieni we własnych myślach. Hermiona myślała, że nie będzie w stanie zasnąć przez natłok kłębiących się w jej głowie myśli, jednak długi płacz i pulsujący w jej głowie ból szybko sprawiły, że jej oczy się zamknęły pogrążając ją w nie przynoszącym żadnej ulgi śnie.
Gdy obudziła się kilka godzin później, słońce zaczynało nieśmiało zaglądać do okna ich pokoju. Zaraz, nie ich. Nic nigdy nie będzie ich. Przymknęła oczy czując, że jest jeszcze bardziej zmęczona, niż kiedy zasypiała. Czy to wszystko naprawdę się wydarzyło? Leżała w łóżku przytulona do Draco Malfoy’a, więc ta część najwyraźniej się zgadzała. Jaki jest sens odkrywać swoje uczucia, jeśli zaraz po tym nasze serce ma być tak brutalnie podeptane? Czy nie lepiej by było, gdyby w ogóle nie przychodziła wczoraj wieczorem do tego pokoju? Mogła by dziś w nocy spokojnie wrócić do domu i zapomnieć… Kogo ona oszukiwała? Nie było mowy by kiedykolwiek zapomniała o Draco. W końcu nie udało się jej to przez sześć ostatnich lat. Poza tym to wszystko czego się wczoraj dowiedziała było dla niej bezcenne. Dawało siłę potrzebną by przeciwstawić się okrutnemu losowi.
- Jak się czujesz? – Usłyszała tuż przy swoim uchu i podniosła głowę. To, że mogła się przy nim obudzić dawało jej nadzieję, której pewnie nie powinna mieć.
- Dobrze, a ty? – Spytała a on przysunął ją do siebie mocniej, powoli całując jej wargi.
- To była najlepsza i najgorsza noc w moim życiu. Czy to ma sens? – Uśmiechnął się do niej odgarniając włosy z jej twarzy. Gdy obudził się dziś przy niej miał wrażenie, że wciąż śni. Nie mógł jednak zdecydować czy to dobry sen czy raczej koszmar.
- Niestety tak. – Zaczęła rysować wzory na jego nagiej piersi uświadamiając sobie, że chyba widzi ją po raz pierwszy. – Jak to możliwe?
- Co?
- To? Śpimy razem w łóżku, całujemy się czy to nie łamie twojej przysięgi? Czy nie powinieneś… no wiesz… umrzeć już wtedy, gdy się na ciebie rzuciłam wczorajszego wieczoru?  –  Nie miała zamiaru negować tradycji w jakich się wychował, ale nie potrafiła zrozumieć sposobu myślenia tych co ją ustanowili. Swoją drogą czy to nie dziwna przysięga? Ludzie przysięgają sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Starożytni czarodzieje przysięgali się nie zdradzać. Ani słowa o miłości. Co za ironia. Nigdy wcześniej tak nie żałowała, że okazała się być czarownicą.
- Nie wiem. Nie wiem co kiedyś zdefiniowano jako zdradę. Może to nie wystarczy. Ale uwierz mi, gdy tak trzymam cię w ramionach prawie nagą, ledwo się powstrzymuję, by tego nie sprawdzić. Dlatego nie powinniśmy być zbyt blisko. Zwłaszcza, że później nie będzie nam przez to łatwiej. – Pocałował ją w czoło i odsunął się by za chwilę wstać z łóżka. Hermiona jednak leżała wciąż w niego wpatrzona, próbując zrozumieć drugie dno jego wypowiedzi.
- Jakie później? O czym ty mówisz?
- Hermiona, ja nie mogę ryzykować, a każda chwila z Tobą to ryzyko. – Sięgnął po swoje krótkie jeansowe spodenki i ubrał je nawet na nią nie zerkając. Najwyraźniej uznał temat za zamknięty, bo jego słaby uśmiech całkiem zniknął, gdy w końcu się odwrócił i zobaczył jej wściekłą minę.
- Czyli co? Nic się nie zmieniło? Nie wracasz do Londynu? – Ze złością na nowo wzburzającą jej krew usiadła na łóżku zakładając ręce na piersi i marszcząc brwi. Usta zaciśnięte w wąską linię także nie wróżyły niczego dobrego.
- Nie, nie wracam – odpowiedział z westchnieniem, jakby rozmawiał z dzieckiem, które nie rozumie prostej rzeczy, a ona zerwała się z łóżka. Na pierwszy rzut oka widział, że była wściekła. Nerwowo przemierzała jego apartament czegoś szukając. – Hermiona, proszę. Czy możemy spędzić razem ten ostatni dzień nie myśląc o tym wszystkim?
- Po co? – Zatrzymała się i spojrzała prosto na niego ciskającymi gromy oczami. W końcu znalazła swój szlafrok, a skoro on tak stawiał sprawę, nie miała tu czego dłużej szukać. -  Po co mamy spędzać razem ten dzień skoro nigdy więcej się nie spotkamy? Przecież równie dobrze mogę teraz stąd wyjść. Co za różnica?
- Myślałem, że rozumiesz, że wszystko wczoraj ustaliliśmy. – Nie była pewna czego on właściwie od niej oczekiwał po wczorajszym wieczorze, ale te jego smutne oczy i opuszczone z bezradności ręce wzbudzały w niej tylko jeszcze większą złość. Czy on naprawdę myślał, że zgodzi się spędzić z nim jeden dzień a później zniknąć, jakby to wszystko nie miało miejsca?
- Co takiego niby ustaliliśmy? Że godzimy się na to, że nigdy nie będziemy razem, że nigdy nie będziesz mój, że mam stać i patrzeć jak odchodzisz z Sofie? – Z każdym słowem jej głos stawał się coraz głośniejszy, przechodząc pod koniec w krzyk. Traciła nad sobą panowanie, ale pozorny spokój Draco też zaczynał się ulatniać.
- To nie jest mój wybór  – powiedział o wiele głośniej niż zamierzał. - Myślisz, że nie wolałbym być z tobą? Ale nie mogę z tobą być! Nie zrobię nic co mogłoby narazić Scorpiusa na stratę ojca.
Dopiero teraz zrozumiała co tak naprawdę go martwiło. Bał się o syna. Rezygnował z niej tylko po to by go chronić. Tylko czy to rzeczywiście była ich jedyna opcja? Podeszła do niego zadzierając głowę do góry by móc spojrzeć mu głęboko w oczy.
- Nie masz zamiaru z tym walczyć?
- Jak?
- Nie wiem. Ale na pewno istnieje jakiś sposób, tylko trzeba go znaleźć…
- Nie ma żadnego sposobu. To wieczysta przysięga albo się jej trzymasz albo umierasz, koniec kropka. – Nie mógł dłużej tego znieść. Nie tak miał wyglądać ten dzień. A teraz tracą czas na bezsensowne kłótnie. Odwrócił się i podszedł do kanapy by na niej usiąść zatapiając palce we włosach. Kątem oka zarejestrował, że Hermiona siada w fotelu naprzeciwko niego.
- Nie – powiedziała po prostu z zaciętą miną i rękami skrzyżowanymi na kolanach.
- Nie?
- Nie, nie zgadzam się.
Zaśmiał się nerwowo czując nagle jak przepełnia go irytacja.
- Nie zgadzasz, mhym. I jak długo będziemy karmić się złudzeniami przywiązując się do siebie jeszcze bardziej, zanim uwierzysz, że to nic nie da? Myślisz, że później będzie łatwiej się rozstać?
- Tak długo jak będzie trzeba. Naprawdę myślisz, że mogłoby być jeszcze trudniej? – Pochyliła się do niego wyciągając w jego kierunku palec. - Wolisz bym znikła z twojego życia? Mam wrócić do Rona i urodzić mu kolejne dziecko? Tego chcesz?
Wyciągnął ręce i szybko złapał ją za ramiona przyciągając do siebie. Po chwili natarł wargami na te jej powoli zaczynające go denerwować usta, ale była zbyt rozzłoszczona by mu pozwolić na ten pocałunek. Wyciągnęła rękę i mocno odepchnęła go od siebie.
- Nawet tak nie mów. Nie mogę znieść myśli, że on cię dotyka – powiedział smutno opierając się z powrotem o fotel.
Hermiona opuściła głowę głośno wypuszczając powietrze.
- To nie ma sensu. Jeśli nie dasz nam szansy by to jakoś rozwiązać, to to nie ma sensu. Zastanów się czy jesteś w stanie dla nas zaryzykować, bo ja wolałabym się rozstać dopiero wtedy, gdy będę pewna, że nie istnieje żadna inna opcja. Nie bój się o Scorpiusa. Nigdy nie zrobiłabym nic co mogłoby cię zranić.
Czuła się okropnie wyczerpana tą emocjonalna przepychanką. Człowiek nie powinien naraz tyle czuć. Jedyne o czym teraz marzyła to długa kąpiel i śniadanie, no i może trochę czasu w samotności.
- Wracam do mojego pokoju – powiedziała wstając a on przestraszony podążał za nią wzrokiem. – O ósmej pójdę na śniadanie a później pozwiedzać. Jeżeli zdecydujesz, że chcesz spróbować poszukać ze mną jakiegoś sposobu by przełamać tę przysięgę to do mnie dołącz, jeśli wyjdę z tego hotelu sama nigdy więcej się nie zobaczymy.
Nawet nie czekała na jego odpowiedz, odwróciła się i wyszła. Gdy zamknęła za sobą drzwi swojego  apartamentu od razu poszła do łazienki by nalać wody do wanny. Jednak nawet gorącą kąpiel nie była w stanie uspokoić jej myśli. Czuła się tak potwornie skołowana. Jeszcze na studiach tyle razy wbijała sobie do głowy, że do siebie nie pasują, że i tak nic by z tego nigdy nie było, bo za dużo ich dzieli. Jednak dzisiaj, gdy poznała wreszcie całą prawdę nic nie wyglądało tak samo. Czy jakiekolwiek różnice mają znaczenie, jeżeli przy nim cały świat przestawał się dla niej liczyć? Czy nie wystarczająco długo cierpiała  przez swoje zbyt ostrożne zachowanie na balu? Czuła się gotowa by w końcu powalczyć o własne szczęście, a w tym momencie, wierzyła, że tylko przy Draco może być szczęśliwa. Nie będzie idealnie, bo nigdy nie jest, nie będzie beztrosko i bezproblemowo, ale musi zaryzykować. Wolała spróbować nawet jakby miała się sparzyć, zamiast dalej tkwić w czymś w co już dawno przestała wierzyć.
Gdy już wyszła z wanny i się ubrała ogarnął ją nagły niepokój. A co jeśli on się nie pojawi? Jeśli jest przekonany, że nie ma żadnego sposobu, by mogli jednak być razem i po prostu nie chce bardziej cierpieć przez to, że pozwolił sobie uwierzyć, że może im się udać? Wiedziała, że to i jej odebrałoby resztki nadziei, ale przede wszystkim znienawidziłaby go. Znienawidziła za to, że pokazał jej drogę do szczęścia, mimo, że bardzo wyboistą i zdradliwą, a później zabroniłby jej nią iść.
A przecież musiał istnieć jakiś sposób, jakaś osoba lub książka, która umiała odpowiedzieć im na pytanie, co mogą w tej sytuacji zrobić. Musiała. I nie miała nic innego, co powstrzymałoby ją przed wpadnięciem w czarną rozpacz niż trzymać się tej myśli.
Dobre pięć minut stała przed drzwiami czekając, aż zegar wybije godzinę ósmą. Dopiero wtedy lekko drżącą ręką nacisnęła klamkę i wyszła na zupełnie pusty korytarz. Nagłe uczucie żalu wypełniło jej serce. Spodziewała się, że będzie już tu na nią czekać, ale widać wcale nie zamierzał wychodzić jej naprzeciw. Ze spuszczoną głową przemierzyła cały dystans dzielący ją od windy kilkukrotnie odwracając się, by się upewnić, że jego drzwi wciąż pozostają zamknięte. Weszła do windy z przerażeniem odkrywając, że opuszczają ją resztki nadziei a łzy rozpaczy zaczynają napływać do jej oczu. A więc to koniec, nie przyszedł.
Pociągnęła właśnie nosem przyciskając guzik oznaczony jako parter, gdy czyjaś dłoń wsunęła się między zamykające się drzwi windy, a po chwili do środka wpadł zdyszany Draco. Jęknęła cicho czując jak zalewa ją fala ulgi i rzuciła się chłopakowi na szyję. Szybko ją objął mocno do siebie przytulając.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz – wyszeptał jej do ucha a ona się roześmiała. Właśnie oboje zdecydowali się zawalczyć w prawdopodobnie z góry przegranej walce, wierząc, że ich miłość wystarczy. Oni sami na przekór losowi, wieczystym przysięgom i ich partnerom, którzy przecież o niczym nie wiedzieli. To dla niej zupełnie nowe i nieznane wody. Skąd miałaby wiedzieć co robi?
Cały dzień wędrowali po mieście niczym całkiem zwyczajna para turystów ciesząc się swoją bliskością. W tym obcym mieście na drugim końcu świata, gdzie nikt ich nie znał, tak łatwo było uwierzyć, że to może trwać wiecznie, że im się uda. Oboje naiwnie wierzyli, że to jest właśnie to czego przez całe życie szukali, czego pragnęli odkąd byli dziećmi. Jednak to szczęście było doprawione nutką goryczy. Ani na chwilę nie byli w stanie zapomnieć o wiszących nad nimi czarnych chmurach, potwornej klątwie odbierającej im prawo do szczęścia. Doskonale wiedzieli, że będą musieli się zmierzyć nie tylko z niemożliwą misją przełamania starożytnego zaklęcia, ale także z podszeptami zawistnych ludzi, którzy zrobią wszystko by wzbudzić w nich poczucie winy.
Dopiero wieczorem, gdy uzbrojeni w pyszne lody położyli się na kocyku w Central Parku poczuli smutek na myśl, że ten beztroski czas musi się skończyć. Nie bardzo chciało im się wracać do Londynu. Tam czekały na nich te wszystkie problemy, którym będą musieli stawić czoła, ale póki byli tu nie chcieli się tym martwić.
- Nie mogę przestać myśleć o tym, że moglibyśmy być razem już tyle czasu, gdybym wtedy na balu wybrała Ciebie – Hermiona powiedziała smutno opierając głowę na łokciu by móc spojrzeć na Draco.
- To nic nie da. Wiesz, ktoś mi kiedyś powiedział, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Chociaż możemy jej nie znać lub nie rozumieć. Może to nie był nasz czas. Może to wszystko musiało się wydarzyć, by…
- By co?
 - Nie wiem, byśmy mieli pewność, że tego właśnie chcemy, by wszystko ułożyło się jeszcze lepiej? – Wzruszył ramionami skupiając się na topiącym się lodzie. Niestety nie znał wszystkich tajemnic wszechświata i nie wiedział, czego los chciał ich nauczyć.
- Masz rację. Nie widzę tego – Położyła się na plecach i zaczęła obserwować płynące po niebie chmury. W pewnym momencie sięgnęła wolną ręką po jego dłoń i splotła razem ich palce.

- Powiedz mi dlaczego to robisz? Przecież masz rodzinę. Skąd pewność, że warto to wszystko przekreślać? Zwłaszcza, że szanse, że uda nam się coś znaleźć są praktycznie żadne. – Zupełnie nie rozumiał jej zachowania. On miał całe lata by oswoić się ze swoimi uczuciami, ale dla niej to było coś zupełnie niespodziewanego. Dlaczego więc z taką łatwością zdecydowała zreorganizować swoje życie?
- Wiesz… Wierzę, że gdzieś tam istnieje ten ktoś idealny dla każdego człowieka. Teraz wiem, że Ron nie jest dla mnie taką osobą, ty nią jesteś.
Przekręciła głowę w jego kierunku, a on wykorzystał okazję i pochylił się by ją pocałować. Zapominając o wszystkim zatopił wargi w jej słodkich ustach przywierając do niej całym ciałem. Przy niej tak łatwo było mu się zapomnieć. Sama świadomość, że odwzajemniała jego uczucia wystarczyła, by mógł krzyczeć ze szczęścia, ale kiedy tak chętnie oddawała jego pocałunki cały topił się pod jej dotykiem. W końcu odsunął się od niej na tyle by móc wyszeptać:
- Kobieto, wpędzisz mnie do grobu jak będziesz mi mówić takie rzeczy.
Zaśmiała się cicho, a on położył się na plecach by nabrać trochę dystansu. Nie mógł się nią nacieszyć, jej dotyk, głos działały na niego jak narkotyk. Miał trzydzieści lat a przy niej czuł się jak zakochany, napalony nastolatek. Ale to nie było wszystko, to co czuł zdecydowanie wykraczało poza fizyczny pociąg. Zwłaszcza teraz, gdy już wiedział, że ona też go kocha i chce o niego walczyć nie spocznie dopóki Hermiona nie zostanie jego żoną i nie spędzą razem reszty życia. Należała do niego, a on był cały jej. Na myśl, że po powrocie do Londynu ona wróci do mieszkania rudego i będzie spać z nim w jednym łóżku, że on spróbuje ją pocałować, albo dotknąć budziła się w nim żądza mordu. Z drugiej strony nie miał prawa zamknąć jej w swoim domu z dala od oczu innych mężczyzn. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
- Nie pojedziesz z Ronem na ten romantyczny weekend, co? – spytał niby od niechcenia, zerkając na nią z niepokojem, ale uśmiech na jej twarzy trochę go uspokoił.
- A jak się udał twój romantyczny weekend? – odpowiedziała pytaniem na pytanie przekręcając się na brzuch i podpierając na łokciach.
- Nie było żadnego wyjazdu. Zmyśliłem go by Potter dał mi spokój. – Zmrużył oczy przed ostatnimi promieniami słońca, gdy spojrzał na nią chcąc zobaczyć jej reakcję. Nie mówiąc już o tym, że ciągle mu nie odpowiedziała.
- Naprawdę? – Zaśmiała się z ulgą w głosie. – To dobrze, że nie byłam zazdrosna.
- Akurat. – Prychnął, a ona znów zwróciła twarz ku niebu. Czy rzeczywiście nie zamierzała mu powiedzieć, czy mimo wszystko wybierze się gdzieś ze swoim mężem? A może właśnie pojedzie, by dać mu jeszcze jedną szansę? Ta myśl nie dawała mu spokoju. – Długo będziesz mnie jeszcze trzymać w niepewności?
- A jak uważasz? – spytała podnosząc się, siadając mu na kolanach i oplatając nogami. – To chyba oczywiste, że z Ronem koniec. Z resztą już od dawna. Teraz wreszcie będę mu mogła to powiedzieć.
Otoczyła rękami jego szyję  wplatając palce w jego włosy i składając na jego ustach delikatny pocałunek.
- Nie wiedziałam, że jesteś taki zazdrosny.
- O ciebie? Zawsze – powiedział znów ją całując.
*
- I co teraz?
Kilkugodzinny lot do Londynu minął im w zatrważającym tempie. Przez cały ten czas starali się rozmawiać o wszystkim tylko nie o tym co zrobią, gdy ich stopy w końcu dotkną brytyjskiej ziemi. Ich sytuacja była tak strasznie skomplikowana, że sami nie wiedzieli jak zacząć budować ich nową rzeczywistość. Ile łatwiej by było, gdyby oboje byli wolni. Po prostu zaczęliby się spotykać, wynajęli wspólne mieszanie i nie musieliby się nikomu tłumaczyć. Ale oni oboje żyli w sformalizowanych związkach a szanse na to, że ich obecni partnerzy bez sprzeciwu zgodzą się na rozstanie praktycznie nie istniały.
Draco mocniej ścisnął dłoń Hermiony schowaną w jego własnej i przysunął do siebie. Lekko przesunął palcami po jej policzku, starając się uspokoić nerwy. To wszystko było takie świeże, nowe i zupełnie niespodziewane. Zastanawiał się ile czasu minie zanim w pełni w to uwierzy, kiedy w końcu przestanie się bać, że ona jednak się rozmyśli, kiedy dotknięcie jej i przytulenie będzie czymś normalnym a nie zakazanym owocem.
- Teraz zabieram cię na śniadanie – powiedział unosząc jej dłoń do ust. Nie miał zamiaru jeszcze się z nią rozstawać, chociaż wiedział, że kiedyś w końcu to będzie musiało nastąpić. Hermiona musiała myśleć o tym samym.
- Wiesz, że kiedyś będziemy musieli wrócić do domu? – Spytała niby żartem, gdy usiedli przy stoliku w jednej z lotniskowych restauracji. – Draco, może powinniśmy zamieszkać razem?
- Wiesz, że to nie możliwe – pokręcił głową.
- Nie możemy nic wynająć, ale jakbym wprowadziła się do Malfoy Manor… To nie łamałoby przysięgi. I dziś powiem Ronowi.
Powiedziała to z taką pewnością w głosie, że pewnie by mógł nawet rozważyć jej propozycje, gdyby tak się nie bał. Czy dla niej musiało być wszystko tu i teraz albo nic?
- Nie. Zobacz, jakby to wyglądało?
Podniósł na nią spojrzenie i zobaczył strach w jej oczach.
- Nie rozumiem.
- Hermiona, chcesz zostawić męża, bohatera wojennego i wprowadzić się do mnie. Naprawdę chcesz być postrzegana jako ta trzecia, która rozbija małżeństwa? Bo ja się nie rozwiodę. Ludzie nie dadzą ci żyć. Nie zniósłbym tego. Poza tym, dobrze się jeszcze zastanów. Jesteśmy razem ile? Niewiele ponad dwadzieścia cztery godziny. Jesteś pewna, że od razu chcesz przemeblowywać swoje życie?
- A ty tego nie chcesz?
- Cholera, chcę. Chcę najbardziej na świecie. Ale nie chcę byś cierpiała podejmując tak ważną decyzję bez zastanowienia. Wszystko się zmieni.
- Wiem – Sięgnęła po jego dłoń i mocno ją ścisnęła. – Ale nie wyobrażam sobie cofnąć się do tego co było. To już po prostu nie jest możliwe i nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało. Myślę, że straciliśmy wystarczająco dużo czasu. Mam gdzieś co ludzie powiedzą, wiem też, że Ron i Sofie nie dadzą nam żyć. Ale tak długo jak będziesz chciał spróbować jestem cała twoja.
Uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową.
- Dobrze. Ale nie śpieszmy się z tym wszystkim. Nie mów jeszcze Ronowi. Spróbujmy najpierw czegoś się dowiedzieć.
Kelnerka przyniosła właśnie ich kawę oraz zamówione naleśniki.
- Myślę, by wybrać się do Hogwartu, przejrzeć bibliotekę i porozmawiać z profesor  Mcgonagall.
Kiwnął głową.
- Pojedziemy w następny weekend, ale najpierw musimy porozmawiać z moja mamą. Może coś wie.
- Nie, pojadę jutro. Im szybciej, tym lepiej.. Poradzisz sobie beze mnie jeden dzień? – uśmiechnęła się, po czym zaczęła grzebać widelcem w jedzeniu.  – A z mamą może sam porozmawiasz? Nie wiem czy jej się spodoba to co zamierzamy. Dopiero cię odzyskała, a ja…
- Żartujesz? Moja mama cię uwielbia. Jestem pewien, że będzie się cieszyć.
Niepewnie skinęła głową, ale czuł jaka była spięta, gdy stanęli przed drzwiami jego posiadłości. Od kilku miesięcy przychodziła tu niemal codziennie odprowadzając Rose, chociaż już nie zostawała popołudniami, przez to, że próbował się od niej odsunąć. Teraz to znów się zmieni. Chciał by czuła się w tym domu jak we własnym. Bo miał zamiar sprawić by tak właśnie było.
- Nie bój się tak – pociągnął ją za sobą wchodząc do środka i kierując się do salonu. – Mamo! – krzyknął, lecz to nie swoją matkę zastał w pokoju.
Na kanapie siedziała jego żona trzymając w ręce filiżankę z parującą czarną kawą, którą tak lubiła. Na ich widok najpierw otworzyła szeroko oczy po czym je zmrużyła widząc ich złączone dłonie.
- Sofie. Co ty tu robisz? – spytał puszczając rękę Hermiony.
- Ja? Czekam na ciebie. Chociaż twoja mama powiedziała, że przeprowadzasz się do Stanów. A co ONA tu robi? – spytała z naciskiem na jedno słowo. Odstawiła filiżankę na stolik i wstała podchodząc do męża, by położyć mu rękę na ramieniu zaznaczając swoje prawa do niego.
Draco odwrócił się do Hermiony, nie reagując na dotyk Sofie. Nie zrzucił jednak jej ręki, co lekko zabolało Hermionę.
- Później porozmawiamy, dobrze? – spytał, licząc na to, że uda mu się porozmawiać z żoną w cztery oczy. Wiedział, że nie będzie to miła rozmowa i wolałby by Hermiona nie była jej świadkiem. Na szczęście dziewczyna kiwnęła tylko głową i wyszła.
- Możesz mi powiedzieć, co ty wyprawiasz?
- Nic
- Nic? Wyjeżdżasz sobie z nią Merlin wie gdzie. Ja wiedziałam. Wiedziałam, że to o nią chodzi jak tylko powiedziałeś, że wracasz do Londynu.
- To nie tak…
- Nie? A ja myślę, że właśnie tak. Ciągle ją kochasz, prawda?
- Sofie…
Zaśmiała się.
- Powiedz jakie to uczucie. Tak bardzo kochać kogoś, kogo nie można mieć – niemal wypluła te słowa ociekające pogardą. Widział po jej oczach, że cierpi. Naprawdę musiała myśleć, że im się uda. Jemu jednak nie udało się powstrzymać uczucia, jakim od zawsze darzył Hermionę. Popełnił straszny błąd żeniąc się z Sofie. – Jak myślisz, ile czasu minie zanim trzymanie się za rączki przestanie jej wystarczać?
Wciąż stał patrząc się na swoją żonę i czekał aż ochłonie. Nie mógł wymyśleć nic sensownego co mógłby w tej sytuacji powiedzieć. Wiedziała. Nie chciał jej ranić, bo naprawdę wiele dla niego znaczyła. Nie zasłużyła na takie życie. Powinna być z kimś kto będzie ją kochać za to jaka jest.
- Skończ to, dobrze ci radzę.
Powiedziała już spokojniej odwracając się od niego i zmierzając w kierunku drzwi.
- Przepraszam – powiedział jeszcze zanim wyszła, a po chwili usłyszał, jak drzwi wejściowe się za nią zamykają.
Usiadł na kanapie ukrywając twarz w dłoniach. Czuł jak jego ciało zaczyna drżeć szarpane silnymi nerwami. Czuł się naprawdę podle. Nie dość, że złamał serce Sofie, którą przecież na swój sposób kochał, to jeszcze usłyszał z jej ust dokładnie to czego najbardziej się obawiał. Właśnie dlatego nie chciał by póki co ktokolwiek wiedział, że między nim a Hermioną coś się dzieje, dlatego nie chciał by z nim zamieszkała. Potwornie się bał, że dziewczyna po prostu go zostawi raczej prędzej niż później, a tego jego serce prawdopodobnie by nie wytrzymało. Co innego kochać ją z ukrycia, jako tako funkcjonując, a co innego zaznać jej miłości i zostać jej pozbawionym. Dlatego właśnie chciał spędzić z nią tylko jeden dzień i zostać w Stanach z daleka od niej. Wsunął palce między włosy i mocno za nie pociągnął. Ten ból był dobry, przywoływał do rzeczywistości.
Usłyszał trzask drzwi wejściowych i tupot dziecięcych nóg w korytarzu.  Wstał starając się o normalną minę i po chwili tulił już w ramionach swojego syna.
- Gdzie byłeś łobuzie? – spytał odsuwając Scorpiusa od siebie na wyciągnięcie dłoni i targając mu ciemne włosy.
- W miasteczku. Tam jest dużo straganów z zabawkami, wiesz? Babcia kupiła mi smoka – podekscytowany chłopiec podniósł z podłogi drewnianą zabawkę na kółkach, która toczona po podłodze zaczęła machać skrzydłami i wyciągać długi język. Odbiegł zaraz bawiąc się nową zdobyczą.
- Jesteś – usłyszał głos swojej matki, gdy weszła do salonu i zaczęła się rozglądać. – A gdzie Sofie?
- Możemy porozmawiać? – spytał kiwając powoli głową. Otworzyła usta, ale na widok jego zmartwionej twarzy po prostu kiwnęła raz głową i usiadła na fotelu obok niego.
- Wszystko w porządku? – spytała czując rozchodzący się po jej ciele znajomy lęk.
- Czy istnieje sposób by złamać wieczystą przysięgę?
Spytał tak po prostu jeszcze bardziej zaskakując Narcyzę, która zupełnie nie spodziewała się tego typu pytania. Nie dała jednak tego po sobie poznać. Przesunęła się na fotelu siadając wygodniej i podnosząc dłoń do ust w zamyśleniu.
- Możliwe, że tak, ale ja nic o tym nie wiem. Nigdy nie próbowałam. A chodzi ci o jakaś konkretną? – spytała podejrzliwie uśmiechając się przy tym znacząco.
- Chcę się rozwieść i zacząć życie z kimś innym – wyszeptał, jakby przyznawał się do strasznej zbrodni. Chociaż może tak właśnie było.
- Och, Draco. Mogę wiedzieć z kim? – spytała próbując ukryć przerażenie.
- Z Hermioną.
Uśmiechnęła się łagodząc w ten sposób przestraszoną minę. Bardzo się bała o Draco. Straciła już w swoim życiu zbyt wiele osób, które kochała. Ze stratą jedynego syna nie umiałaby się pogodzić. Jednak wiedziała, ile dla niego znaczyła ta dzielna gryfonka i spodziewała się, że ten dzień może kiedyś nastąpić. Żałowała tylko, że tak późno.
- Tak długo wam to zajęło. – Wyciągnęła rękę i położyła na jego dłoni.
- Za długo. – Złapał jej dłoń i zsunął się z kanapy. Uklęknął u stóp matki i położył głowę na jej kolanach, a ona natychmiast zaczęła go głaskać po głowie. – Tak bardzo się boję mamo.
- Wiem, Kochanie, wiem.
- Jeśli nam się nie uda, jeśli ona mnie zostawi… Nie będę umiał bez niej żyć.
Ból w jego głosie rozrywał jej serce. Był dorosłym mężczyzną i nie mogła go chronić jak małego chłopca. Musiała pozwolić na podejmowanie własnych decyzji i płacenia za nie. Od początku przeczuwała, że Sofie nie pasuje do Dracona, ale nic nie powiedziała. Nie chciała by całe życie był sam. Mimo wszystko miała nadzieję, że będą razem szczęśliwi. Jednak teraz, gdy widziała z jaką pewnością i determinacją chce rozpocząć życie z Hermioną, zrozumiała, że to była tylko kwestia czasu. W końcu odnaleźli się mimo upływu lat, dojrzalsi, pewniejsi swoich uczuć, odważniejsi. Czy coś mogłoby stanąć na drodze tak silnej miłości?
- Uda się, na pewno. Będzie ciężko, ale jeśli komuś ma się udać to właśnie wam.
- Naprawdę tak myślisz? – spytał podnosząc twarz by spojrzeć jej w oczy.
- Ja to wiem od momentu, gdy przełamałeś te wszystkie bariery by mogła wejść do naszej biblioteki. Widziałam to w Twoich oczach. I w jej też.
Wyprostował się myśląc nad jej słowami, po czym zerwał się na równe nogi.
- Biblioteka! – zawołał pędząc już do drzwi, po czym dodał – Dzięki mamo!
*
Otworzyła furtkę i weszła na podwórko po czym wolnym krokiem podeszła pod dom rodziców. Nie weszła jednak do środka. Przez chwilę stała patrząc się na drzwi wejściowe, ale nie była gotowa, by przez nie przejść. Usiadła na schodkach przed wejściem przyglądając się jak lekki wietrzyk porusza źdźbła przydługiej już trawy.
Czuła się taka pokonana i wściekła. Sama nie wiedziała, czy jest bardziej zła na siebie za to, że nic nie zrobiła, na Draco, że ją tak po prostu odprawił, czy na Sofie, która nawet nie starała się ukryć, co o niej myśli. Do tego nie mogła się pozbyć sprzed oczu widoku ich razem. W sumie nic dziwnego, skoro byli małżeństwem, ale w jakiś sposób udało jej się o tym zapomnieć przez dwa ostatnie dni. No i czy mogła się naprawdę dziwić Sofie? Czy ona sama nie walczyłaby o Draco na jej miejscu?
Nagle usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi. Odwróciła się i zobaczyła swojego tatę wychodzącego na ganek.
- Hermiona? Czemu nie wchodzisz? – spytał, a gdy pochyliła głowę usiadł obok niej obejmując ręką. – Hej! Co się dzieje?
Spojrzała w jego ciepłe, kochające oczy. Miała wrażenie, że widział więcej niż inni. Więcej rozumiał. Gdyby tylko uważniej go słuchała, gdyby zaufała jego ocenie nie siedziałaby teraz zakopana po uszy w tym bagnie. Sama je na siebie ściągnęła.
- Od początku wiedziałeś, prawda?
- O czym?
- O mnie i Draco. Wiedziałeś nawet wtedy, gdy my sami tego nie wiedzieliśmy. – Przytuliła się do ojca, a on położył rękę na jej głowie. Westchnął cicho zastanawiając się co jej odpowiedzieć.
- Oj kochanie. Czasem nie sposób zobaczyć tego co ma się pod nosem bo stoi się zbyt blisko. Czasem trzeba nabrać dystansu by zobaczyć wszystko w szerszej perspektywie. Oboje byliście tacy uparci by nie dostrzec prawdy. Najwyraźniej udało się wam w końcu szczerze porozmawiać?
- Boję się, że nic z tego nie wyjdzie, że on mnie odtrąci. Dziś tak właśnie zrobił.
- Skarbie może nie znam go za dobrze, ale wiem, że to dobry chłopak i jeśli dalej kocha cię tak jak kiedyś to wszystko się ułoży. Może czuje się niewystarczająco dobry dla ciebie i chce cię chronić? Nie pozwól mu na to.
- Tato, a jeśli jest już za późno?
- Nigdy nie jest za późno. Znajdziesz sposób. Zobaczysz.
- Skąd wiesz?
- Bo zawsze go znajdujesz. – Odsunął się i poklepał ją po plecach. - Chodź pewna mała dziewczynka bardzo się zza tobą stęskniła.
Wstał i podał jej rękę by pomóc jej wstać. Już złapał za klamkę, gdy zauważył, że nie ruszyła się z miejsca.
- A Ron. Co ja mu powiem? – Smutek w jej głosie łamał mu serce. Jednak poza wspieraniem jej decyzji niewiele mógł zrobić. To coś z czym musiała się zmierzyć sama.
- Prawdę. Nigdy nie byliście sobie pisani. – Nacisnął klamkę i wszedł do środka zostawiając córce uchylone drzwi. Wystarczyła tylko chwila a już mała Rose biegła w kierunku swojej mamy śmiejąc się radośnie.
Rozmowa z tatą bardzo jej pomogła. Cieszyła się, że zawsze mogła liczyć na swoich rodziców. Byli dla niej prawdziwym wsparciem. Czując ich akceptację utwierdziła się w przekonaniu, że podjęła dobrą decyzję. Zamierzała walczyć do skutku. Jednak nie zmieniało to faktu, że bała się spojrzeć Ronowi w oczy. Spodziewała się wstydu i wyrzutów sumienia, ale gdy wróciły w końcu wieczorem do domu i go zobaczyła poczuła jedynie żal. Żal, że im się nie udało. Tak długo próbowali się dotrzeć, zgrać, wpasować, ale zawsze byli niczym elementy dwóch różnych układanek. Ta walka od początku była skazana na niepowodzenie, nie ważne jak bardzo się starali.
- Jesteś – powiedział odwracając wzrok od telewizora, gdy weszła do środka. W jego oczach nie było radości. Zauważyła za to błądzące w nich iskierki gniewu. Nawet się nie podniósł by się z nią przywitać. – Dobrze się bawiłaś?
- Bardzo. Wiesz, że uwielbiam Nowy Jork. – Zostawiła walizkę w korytarzu i poszła do kuchni by nalać sobie szklankę wody. Nie dlatego, że chciało jej się pić. Po prostu potrzebowała jeszcze chwili by zebrać się na odwagę zanim spojrzy mu w oczy.
- Mam nadzieję, że było warto odwoływać nasz wyjazd – powiedział ostrym tonem zaciskając mocno szczękę. A więc o to mu chodziło. Odstawiła szklankę na ławę obserwując jak Rose wysypuje na dywan klocki i zaczyna się bawić.
- Tak było warto – powiedziała nawet się nie zastanawiając nad tym co robi. Przecież obiecała Draco, że póki co nie będzie wykonywać żadnych drastycznych ruchów. Nie musiała mu mówić wszystkiego, ale nie chciała go dłużej oszukiwać i zapewniać, że wszystko między nimi się ułoży. Nie chciała już walczyć. Nie o nich.
- Co? – Spojrzał na nią wyraźnie rozzłoszczony. – Co ty powiedziałaś?
Podniósł głos, lecz nie zrobiło to na niej wrażenia.
- Ron, czy ty jeszcze coś do mnie czujesz? – Nagła zmiana tematu, trochę go zaskoczyła. Bruzda z czoła znikła, a brwi uniosły się do góry.
- Co to za pytanie?
- Odpowiedz. Kochasz mnie? – Spojrzała na niego czekając na odpowiedź.
- Oczywiście – odpowiedział po chwili z tą samą obojętnością w oczach. Może nawet rzeczywiście w to wierzył, ale ona wiedziała, że to nie prawda. Jednak on to zrozumie dopiero wtedy, gdy w końcu uda mu się znaleźć prawdziwą miłość. Próba uzmysłowienia mu tego teraz będzie bolesna dla nich obojga.
Kiwnęła głową i oparła ręce na kanapie by się podnieść. Nie zdążyła tego zrobić, bo Ron mocno złapał jej przedramię zatrzymując ją na miejscu.
- Czy coś się stało? Powinienem o czymś wiedzieć?
- Nie – odpowiedziała, a on nawet jeżeli poznał, że kłamie, nie zareagował. Puścił jej rękę, by mogła wstać. – Zrobię kolację.
 Wyszła do kuchni i oparła się o zlew wykonując serię głębokich wdechów. Oby szybko znaleźli jakieś wyjście z tej nieciekawej sytuacji, bo ona nie da rady długo funkcjonować w ten sposób. Nie podobało jej się to, że musi udawać, że chce tu być podczas, gdy jej serce zostało w wielkiej posiadłości Malfoy’ów.
Gdy tylko udało jej się odłożyć śpiącą córkę do jej łóżeczka, sama postanowiła się położyć. To był bardzo długi i bogaty w wydarzenia dzień. Przykryła się właśnie kołdrą i kolejny raz tego dnia sięgnęła po telefon. Ciągle nic. Przez cały dzień nie dostała od Draco żadnej wiadomości, co tylko potęgowało jej niepokój. Czemu się nie odzywał? Czy Sofie ciągle z nim była? A może po rozmowie z żoną dotarło do niego, że popełnił błąd? Jęknęła z frustracji ściskając telefon w ręce. Nie mogła się już dłużej powstrzymywać. Musiała się dowiedzieć na czym stoi. Postanowiła wysłać mu krótka wiadomość.
Cześć
Odczekała chwilę, ale nie było żadnej odpowiedzi. Zdążyła odłożyć telefon na szafkę i przyłożyć głowę do poduszki zanim usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgnęła po aparat drżącymi rękami z trudnością odblokowując dostęp.
Hej. Co słychać?
Co słychać? I tyle? Miała straszną ochotę mocno rzucić telefonem o przeciwległą ścianę, jednak za bardzo byłoby jej szkoda go stracić. Cały dzień ciszy, zamartwiania się a on pyta co słychać. Postanowiła odłożyć aparat nie odpowiadając, gdy nadeszła kolejna wiadomość.
Mogę zadzwonić?
Nie
Chciałbym usłyszeć Twój głos
Ok, musiała przyznać, że jej irytacja zaczynała odrobinę maleć. Zwłaszcza, że ona też chciała usłyszeć jego głos. Już zdążyła za nim zatęsknić. To trochę dziwne, że znają się tyle lat, a teraz nagle ciężko im wytrzymać bez siebie kilka godzin. Jednak nie była w stanie pozwolić sobie na rozmowę, gdy Ron siedział w drugim pokoju i mógł w każdej chwili tu zajrzeć. Co by mu powiedziała?
Dowiedziałeś się czegoś?”
Zapytała zmieniając temat i przechodząc do tego co naprawdę ją interesowało.
Powiedziałem mamie. Bardzo nam kibicuje, ale nic nie wie. Za to Sofie nie była zachwycona. Domyśliła się
Uśmiech sam pojawił się na jej twarzy. Nie rozmyślił się. Traktuje to śmiertelnie poważnie skoro powiedział prawdę mamie i przyznał się przed żoną. Tak bardzo chciała, móc zrobić to samo. Ile będzie musiała czekać zanim zacznie swoje nowe życie? Gdyby nie ta przeklęta przysięga…
Moi rodzice też trzymają kciuki. Co zrobiłeś, że mój tata tak bardzo cię uwielbia?
Pewnie to samo co ty mojej mamie
Już miała zacząć odpisywać, gdy znów do niej napisał.
Mam pewien trop. Powiem więcej jak jutro przyjedziesz po Rose. Dobranoc
Wyraźnie zakończył rozmowę. Było jej trochę przykro, ale z drugiej strony… Ciekawe co to za trop. Jeżeli to nad nim teraz pracował to nie zamierzała mu przeszkadzać. Im prędzej uda im się z tego wybrnąć tym lepiej.
Dobranoc
Kocham Cię
Uśmiechnęła się szeroko przykładając telefon do piersi. To było to co potrzebowała usłyszeć. Wyłączyła telefon i odłożyła na szafkę. Teraz będzie mogła spokojnie zasnąć.
*
Dawno z takim entuzjazmem nie wybierała się do pracy. Ale przecież to nie w pracy planowała dziś się pojawić. Obudziła się pół godziny przed budzikiem i od razu wskoczyła pod prysznic. Z uśmiechem na ustach zjadła pożywne śniadanie i obudziła Rose. Na myśl, że za chwilę znów zobaczy Draco szybciej biło jej serce. A gdy otworzył jej drzwi z rozpromienioną twarzą poczuła, że znów może swobodnie oddychać. Zaprowadziła córkę do salonu, gdzie czekała już na nią Narcyza ze Scorpiusem.
- Dzień dobry – powiedziała nieśmiało nie wiedząc jak się zachować wobec matki Dracona. Jednak niepotrzebnie się martwiła, pani Malfoy uśmiechnęła się do niej ciepło i chyba zamierzała coś powiedzieć, ale w tym momencie Hermiona poczuła rękę Dracona oplatającą ją w pasie i ciągnącą w kierunku korytarza. Nie zdążyła nawet zaprotestować, gdy znaleźli się poza zasięgiem wzroku Narcyzy i dzieci. W tym samym momencie Draco wsunął drugą dłoń w jej włosy i mocno przywarł do jej warg.
Całował ją zachłannie jednocześnie przenosząc dłoń z jej głowy na plecy i wsuwając pod białą bawełnianą koszulkę i gładząc jej nagą skórę. Druga ręka zjechała na jej pośladek, mocno go ściskając. Draco zamruczał cicho na chwilę rozdzielając ich usta.
- To jest jeszcze lepsze niż zapamiętałem – powiedział jakby od ich ostatniego pocałunku minęły wieki.
Zaśmiała się a on znów odnalazł jej usta.
- Spóźnię się na pociąg – wyszeptała, chociaż w myślach planowała już przełożyć podróż na inny dzień jeśli tylko Draco wciąż będzie ją tak całować.
Jednak w końcu ją puścił. Odprowadził do drzwi wciąż trzymając za rękę i nie spuszczając z niej przepełnionego tęsknotą wzroku. Zdążyła zrobić tylko kilka kroków poza progiem domu, gdy poczuła ucisk na nadgarstku i po chwili znów tonęła w jego objęciach. Wycisnął ostatni słodki pocałunek na jej ustach i kciukiem złapał za brodę.
- Spóźnisz się na pociąg – powiedział owiewając jej usta swoim oddechem. Musiała kilkukrotnie przypomnieć sobie dlaczego jest to takie istotne by wybrała się dziś do Hogwartu, zanim rzeczywiście odwróciła się do Draco plecami i poszła w kierunku dworca King’s Cross.
Wysiadła w Hogsmeade i ruszyła drogą, którą w dzieciństwie pokonywała tak wiele razy z wypiekami na twarzy. Tyle wspomnień odżyło w jej pamięci. Zarówno tych dobrych jak i złych. Ale jak zawsze największe wrażenie wywarł na niej widok budynku szkoły. Ten potężny gmach przez sześć lat był dla niej drugim domem. Kochała każdy jego kamień, każdą cegłę, każdy najmniejszy kąt.
Mocno pchnęła drzwi wejściowe i weszła do pustego, cichego hallu. Wakacje jeszcze się nie skończyły, więc nie było tu ani uczniów ani nauczycieli. Tylko jedna pani dyrektor i woźny dotrzymywali towarzystwa szkolnym skrzatom i duchom.
I pomyśleć, że to tu wszystko się zaczęło. Tu się poznali. I od pierwszego dnia znienawidzili. Zaśmiała się sunąc ręką po kamiennej, zimnej ścianie. Także tutaj, w starym dormitorium Dracona w lochach, pierwszy raz usłyszała z jego ust, że ją kocha. Gdyby tylko wiedziała, że jej nemezis okaże się miłością jej życia… Miłością, o którą musieli teraz stoczyć ostrą walkę…
Stanęła w końcu przed drzwiami gabinetu dawnej nauczycielki. Zamknęła na chwilę oczy, próbując oczyścić umysł, skupiając się na celu swojej wizyty. Wyciągnęła rękę i zapukała kilka razy, a drzwi zaraz się otworzyły.
- Dzień dobry pani profesor. Przepraszam, że z tak krótkim uprzedzeniem – przywitała się wchodząc do schludnie urządzonego gabinetu. Podała profesorce dłoń i usiadła w fotelu przed biurkiem.
- Wiesz, że zawsze jesteś tu mile widziana. Słucham. Co cię do mnie sprowadza? – spytała Minerva sponad okularów. Jej zwykle zaciśnięte w wąską linię usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu.
- Nie wiem jak to powiedzieć… - Hermiona nagle się zawstydziła. Sprawa była delikatna i bardzo osobista. Nie chciała wyjawiać wszystkiego, bojąc się, że dyrektorka jej nie zrozumie i będzie próbować odwieść od jej zamiarów. Rozejrzała się po pokoju, lecz wpatrzone w nią z wiszących na ścianach portretów oczy byłych dyrektorów nie dodawały jej odwagi.
- Najlepiej prosto, dziecko.
- Czy istnieje sposób na złamanie wieczystej przysięgi? – Spytała patrząc nauczycielce prosto w oczy. Zauważyła jej zdziwienie, ale sympatia i zaufanie, jakimi się darzyły wystarczyły, by nie zadawać dodatkowych pytań.
- Obawiam się, że nic mi na ten temat nie wiadomo.
 - A może zna pani kogoś, kogo mogłabym spytać…
Pokręciła tylko głową
- To jest tak stare zaklęcie, że pewnie nikt z żyjących ludzi nie będzie w stanie odpowiedzieć na twoje pytania. Przykro mi.
Hermiona pokiwała głową.
- Rozumiem. A mogę iść do biblioteki i porozmawiać z panie Pince?
- Oczywiście. Jeśli chcesz. Zostaniesz na obiad?
- Nie. Muszę wracać. Dziękuję. – Pokręciła głową i wstała. Znów wyciągnęła dłoń żegnając się z dyrektorką. Mcgonagall przyglądała się jej takim wzrokiem, że była pewna, że na końcu języka ma pytanie o kogo jej chodzi. Nie miała szans się domyślić. Wszyscy będą w takim samym szoku.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz – powiedziała tylko zaciskając usta.
Hermiona znów kiwnęła głową i wyszła. Ta krótka rozmowa trochę ją podłamała. Oczywiście nie spodziewała się, że już pierwszego dnia znajdą sposób na tę okropną przysięgę, ale ich szanse spadały skoro nawet dyrektorka nie jest w stanie im pomóc. Poza tym znów ktoś kwestionował jej decyzje. Czy wybór jakiego dokonało jej serce będzie zawodem dla wszystkich, których zna? Nie. Na pewno nie dla tych, którzy znają Draco i wiedzą, że nie ma nic wspólnego z obrazem jaki dla niego wykreowano.
Gdy wchodziła do szkolnej biblioteki wiedziała, że i tak nic ciekawego tutaj nie znajdzie. Poza podręcznikami potrzebnymi do nauki były tu też książki schowane w zakazanym czarnomagicznym dziale, ale żadna z nich nie zajmowała się tematem przysięgi wieczystej. Cóż, powinna się domyślić, że prawdopodobnie po czasach, gdy uczniem był tu Voldemort usunęli z biblioteki wszystkie niewygodne pozycje.
Bardzo rozczarowana wsiadła do pociągu zmierzającego do Londynu. Póki co wszystkie ich próby donikąd ich nie zaprowadziły. Jej optymistyczne podejście trochę przygasło i pojawiła się iskierka wątpliwości, która niczym kropla drążąca skałę budziła w jej sercu coraz większą panikę. Próbowała na poczekaniu wymyślić kilka następnych kroków, miejsc, które powinni odwiedzić, ale ciągle powracająca myśl, że to i tak nic nie da, bardzo jej to utrudniała.
Pogrążona we własnych myślach wyglądała przez okno, gdy zauważyła w odbiciu szyby dziwny, ciemny kształt. Obserwowała go przez chwilę, odwracając w końcu głowę w jego kierunku. Ciemna postać otulona czarnym płaszczem schowana była między siedzeniami i patrzyła prosto na nią.
Kojarzyła ją. Chociaż nie była to koniecznie ta sama osoba. Jednak tego czarnego płaszcza nie mogła pomylić z niczym innym. Już kiedyś, jeszcze w studenckich czasach, miała silne przeczucie, że jest obserwowana. Teraz poczuła dokładnie to samo.
 Z duszą na ramieniu wyskoczyła z pociągu, gdy tylko dotarł on na jej stację. Nie odwracając się za siebie od razu pobiegła w kierunku zaułka i teleportowała się pod dom Draco. Chciała mu jak najszybciej opowiedzieć co się stało oraz najlepiej od razu znaleźć się w jego ramionach.
Wcisnęła guzik dzwonka i zapukała kilka razy modląc się w duchu by jej prześladowca był daleko stąd. Aż nagle drzwi wejściowe się otworzyły i jej oczom ukazał się Draco.
 - Chodź – rzucił tylko i zaczął ją ciągnąć wzdłuż korytarza. - Coś ci pokażę.
Szła posłusznie za nim nie odzywając się ani słowem. Udzieliło jej się podenerwowanie chłopaka i z niepokojem czekała co takiego chce jej pokazać. Dopiero przed wielkimi podwójnymi drzwiami zorientowała się o co mu chodzi. Wielka biblioteka Malfoy’ów. No tak! Była tu niezliczona ilość niezwykle cennych woluminów. Części z nich, zwłaszcza tych starszych, nie można było znaleźć w żadnym innym miejscu na świecie. Jak mogła o niej zapomnieć? Jeżeli gdzieś może być jakaś wzmianka na temat przysięgi wieczystej to na pewno tu.
Draco wyciągnął rękę lecz nie zdążył dotknąć klamki. Hermiona była pierwsza. Z nowymi pokładami nadziei pędem rzuciła się do drzwi już nie mogąc się doczekać widoku równo poukładanych na licznych regałach książek. Jeszcze zanim pchnęła ciężkie wrota poczuła zapach starego pergaminu, który tak uwielbiała.
Jednak dzisiaj biblioteka wyglądała inaczej. Część regałów i książek oznaczonych było czerwoną taśmą, inne stały na podłodze w równych rządkach. Oczy zaświeciły jej się na samą myśl, o dotknięciu tych bezcennych woluminów, jednak świadomość ile ich jest i tego, ze może niczego w nich nie znaleźć nie była budująca.
- Posegregowałem regały i książki tematycznie. Myślę, że powinniśmy zacząć od najstarszych – powiedział wskazując na kolorowe tasiemki przy półkach. Uśmiechnęła się do niego i rzuciła mu na szyję. Dobra organizacja pracy to podstawa. Dzięki niej szybciej odnajdą to czego szukają. A właściwa książka tu była. Czuła to tak wyraźnie jakby sama ją wołała i prosiła o odnalezienie. Jakby już kiedyś miały okazję się poznać.
Sięgnęła po jedną z książek z regału wskazanego przez Draco na moment przypominając sobie, że miała mu powiedzieć o czymś bardzo ważnym, jednak pochłonięta lekturą niemal natychmiast o tym zapomniała. Znów czekała ich masa pracy, a z każdą kolejną odłożoną książką byli coraz bliżej nowej, wspólnej przyszłości.

Copyright © 2016 Follow your dreams , Blogger