piątek, 5 września 2014

Rozdział 8 Tatuś

 - Och proszę, opowiedz mi to jeszcze raz od początku, ale nic nie pomijaj – dwie przyjaciółki siedziały u szatynki w pokoju na jej łóżku otoczone masą różnokolorowych poduszek, w ten ostatni dzień przed rozpoczęciem zajęć na studiach. Przez ostatnie dwa tygodnie widziały się tylko na chwilę, w zeszłą sobotę, gdy Hermiona razem z Ronem przyjechali na Grimmauld Place 12 na uroczystą lampkę szampana z okazji przeprowadzki.
- Przecież opowiadałam Ci już sto razy – rudowłosa zrobiła znudzoną minę, ale nie schodzący z jej twarzy ogromny uśmiech mówił sam za siebie – no ok, więc jak wróciliśmy od Ciebie to poszliśmy do mnie do pokoju, cichutko żeby rodziców nie obudzić i Harry zaproponował, że zrobi mi masaż…
- No może bez aż takich szczegółów, wasze ekscesy łóżkowe mnie nie interesują – zażartowała Hermiona, szczęśliwa że dwoje jej najlepszych przyjaciół zdecydowało się na tak ważny krok.
- Ej takich rzeczy bym Ci nie opowiedziała – złapała pierwszą z brzegu różową, miękką poduszkę i uderzyła nią przyjaciółkę w rękę – z resztą byliśmy grzeczni – spuściła wzrok na swoją prawą rękę na której od teraz zawsze będzie już gościł ten piękny pierścionek, którym właśnie zaczęła się nieświadomie bawić.
-  W każdym razie leżeliśmy już pod kołdrą i nawet prawie zasnęłam jak wyciągnął skądś to pudełeczko i zaczął mówić te piękne rzeczy, że jestem jego najlepszą przyjaciółką i nie wyobraża sobie by kiedykolwiek mógł być z kimś innym, że istnieję tylko ja. A później otworzył pudełeczko z tym pierścionkiem i spytał czy spędzę z nim resztę życia jako jego żona – zakończyła uśmiechając się od ucha do ucha – Jestem taka szczęśliwa.
- Zazdroszczę Ci, to takie romantyczne – szatynka się rozmarzyła, przytulając przyjaciółkę.
- Pomyśl sama, Ty i Ron się pobierzecie i będziemy prawdziwymi siostrami! Może byśmy wzięli ślub razem, tego samego dnia? Co Ty na to?
- Ginny, chyba się trochę zagalopowałaś, Ron mi się jeszcze nie oświadczył – I mam nadzieję, że prędko tego nie zrobi pomyślała przerażona wizją oświadczyn, na które nie była jeszcze gotowa. Nie mogła tego jednak powiedzieć przyjaciółce, gdyż jakby nie było to siostra jej chłopaka.
- To ja mu powiem, to zaraz się oświadczy. Odkąd się dowiedział o mnie i Harrym to już kilka razy poruszał tę kwestię, więc nie zdziwię się jak już kupił podobny dla Ciebie – powiedziała wyciągając dłoń z pierścionkiem w kierunku szatynki.
- Proszę nie rób tego. Chcę najpierw skończyć studia, znaleźć pracę. Wszystko w swoim czasie. Niech to będzie Twój dzień, znaczy Wasz. Nie chcę Ci zabierać tej radości. Nie martw się o mnie – przytuliła rudowłosą dziewczynę, uznając temat za wyczerpany.
- No dobrze, nie będę się wtrącać. Ale będziesz moją druhną?
 - Oczywiście! Nie powiedziałaś mi jeszcze, jak Wam się razem mieszka. Z tego co słyszałam Twoja mama nie była zachwycona Twoją przeprowadzką przed ślubem.  
Rodzina Weasley’ów z niepokojem przyjęła wiadomość, że ich jedyna córka zamieszka ze swoim narzeczonym bez konkretnej ustalonej daty ślubu. Jednak każdy kto zna Ginevrę wie, że jeszcze nigdy sprzeciw rodziny nie powstrzymał jej przed realizacją swoich zamiarów.
- Och to było czyste szaleństwo, w życiu się tyle nie nasłuchałam o tradycji, poszanowaniu cnoty i jak to nigdy do końca nie można wierzyć obietnicom mężczyzn. I to zaraz po tym jak się ucieszyli na wieść o zaręczynach. Hipokryci, sami wzięli ślub po 5 minutach znajomości, a my się znamy tyle lat i chcemy po prostu zacząć wspólne życie już teraz, sprawdzić się a formalnościami zająć się później, nie w wieku dwudziestu lat. Czy tak ciężko to zrozumieć?
- Postaraj się spojrzeć z ich punktu widzenia. Jesteś ich oczkiem w głowie, nie chcą by stała Ci się krzywda.
- Harry miałby mnie skrzywdzić? Wyobraź sobie, że chce kupić dla nas dom w Dolinie Godryka. Może do ślubu będzie nas na niego stać – roześmiała się rudowłosa przyszła pani Potter.
- A powiedz mi o czym tak szeptałyście z Jess na imprezie, bo miałam się pytać, ale później te oświadczyny, przeprowadzki i wyleciało mi z głowy... – Ginny z ciekawością uniosła jedną brew do góry, a Hermiona natomiast zaczęła uparcie wpatrywać się w swoje paznokcie.
- Bo widzisz, mamy pewne przypuszczenia, no dobra trochę podsłuchałyśmy i wydaje się nam, że Draco spotyka się z naszą koleżanką ze studiów, taką napuszoną paniusią…
- Masz na myśli tą całą Sylvie, tak? Jeśli rzeczywiście jest taka wyniosła to świetnie będą do siebie pasować – parsknęła śmiechem na samą myśl.
- Draco się zmienił, naprawdę – Hermiona sama nie wiedziała czemu poczuła potrzebę, by go bronić na widok niedowierzającego spojrzenia przyjaciółki.
- Wiesz, nawet rozważałyśmy użycie veritaserum i eliksiru wielosokowego, nie na poważnie oczywiście. Ale w końcu stwierdziłyśmy, że to nie nasza sprawa i nie będziemy mu do łóżka zaglądać.
- I bardzo mądrze. Znając Malfoy’a to pewnie i tak długo to nie potrwa, z tym jego charakterem, musiałby spotkać jakąś głuchą i ślepą.
- Jesteś niesprawiedliwa…
- Jeśli koleguje się z taką szują jak Zabini to na pewno lepszy nie jest. Dobra zmieńmy temat bo mi się humor psuje. Jak myślisz lepszy ślub na wiosnę czy na jesieni?
*
Następnego dnia siedząc przed salą wykładową i czekając na pierwsze w tym roku zajęcia Hermiona kilka razy powtarzała sobie, że ma się nie wtrącać. Jednak kolejna scena cichej kłótni między tą dwójką spowodowała, że musiała dać za wygraną bo inaczej ciekawość całkiem ją zeżre. Ot kobieca natura.
Pomachała koledze i wskazała mu miejsce obok siebie na ławce, a ten chętnie skorzystał z jej zaproszenia.
- Hej. Co tam słychać po urodzinach? – spytał przeczesując ręką opadające mu na czoło kosmyki.
- Ginny i Harry się zaręczyli, uwierzyłbyś? – zaśmiała się kręcąc głową, obserwując jak z jego twarzy powoli ustępują oznaki zdenerwowania, czoło się rozchmurza, a na usta wstępuje piękny, łagodny uśmiech.
- Tak wiem, Potter trąbi o tym na całe ministerstwo. Wygląda na szczęśliwego, nawet mu zazdroszczę – słowa uciekły z jego ust zanim zdążył pomyśleć, że wypowiada je na głos.
- A Ty? Nie masz nikogo, no wiesz, bliskiego? – zarumieniła się i odwróciła wzrok, nie powinna o to pytać, nie tu, nie teraz. Ale trudno, stało się.
- Bliskiego? – spojrzał na nią otrząsając się z zamyślenia. Zaskoczyła go tak bezpośrednim pytaniem, nie miał zamiaru udzielać na nie odpowiedzi, dlatego zmarszczył czoło grając w swoją grę.
- No wiesz, może jakaś krótkowłosa brunetka skradła Twoje serce? – odszukała wzrokiem Sylvie, ciekawa jego reakcji, ale jedynie szerzej otworzył swoje szare oczy, zaraz potrząsając głową. Gdyby tylko wiedziała…
- Nie, nic mnie z Sofie nie łączy… - naprawdę uważała, że pasowałby do tej do przesady pewnej siebie, despotycznej dziewczyny? No tak, pewnie o nim myśli dokładnie to samo.
- Yhm. A kim jest Sofie?
- Słucham? – skąd ona wie o jego przyjaciółce, był pewien, że nigdy o niej nie wspominał. Blaise. Musiał coś palnąć na tych nieszczęsnych urodzinach.
- Powiedziałeś, że z Sofie nic Cię nie łączy…
- Sylvie, powiedziałem Sylvie – uśmiechnął się z ulgą, ale jak to możliwe, że tak się przejęzyczył. Nigdy mu się to jeszcze nie zdarzyło.
- Jestem pewna, że… - przerwał jej dźwięk telefonu komórkowego. Znała go, gdyż ustawiła ten sygnał specjalnie dla swojej mamy.
- Przepraszam, muszę odebrać – gorączkowo przeszukiwała torebkę, która zdawała się pochłonąć jej telefon bezpowrotnie, kiedy w końcu udało się jej zacisnąć na nim palce.
- Cześć mamo – głos po drugiej stronie nadawał z prędkością błyskawicy, a przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy blondyna. Już miał odejść, by nie przeszkadzać w osobistej rozmowie, gdy dziewczyna bardzo zbladła, szybko wstała na równe nogi i spanikowana zaczęła biec do wyjścia. Draco niewiele myśląc, rzucił się za nią w pogoń.
- Hermiona, co się dzieje? – dogonił ją zaraz za drzwiami budynku głównego, złapał za ramiona i starał się uchwycić jej spojrzenie, ale nie mogła się skupić na niczym, roztrzęsiona otrzymaną wiadomością. Dopiero gdy nią lekko potrząsnął spojrzała mu prosto w oczy i wyszeptała łamiącym się głosem…
- Mój tatuś – i rzucając mu się na pierś zaczęła wylewać potoki łez.
Objął ją niezręcznie, nie wiedząc co ma teraz zrobić. Logiczne myślenie, trzymając ją tak blisko, wdychając jej zapach, było dla niego rzeczą niemożliwą. Zaraz, coś musiało się stać.
- Który szpital?
- Świętego Bernarda – wychlipała ledwo zrozumiale. Trzymając ją mocno skupił się na wybranym miejscu i po chwili pojawili się w uliczce dwa skrzyżowania od szpitala.
Gdy weszli do środka, recepcjonistka skierowała ich na trzecie piętro, do poczekalni OIOMu. Hermiona nerwowo stukała nogą, raz po raz uderzając ręką w przycisk przywołujący windę.
- Ile to może trwać? Gdzie jest ta cholerna winda? – już miała kolejny raz wcisnąć migoczący guzik, gdy blondyn zdecydowanym rucham złapał jej rękę i mocno do siebie przytulił.
- Będzie dobrze – objęła go oddychając głęboko i starając się uspokoić. Nerwy tu w niczym nie pomogą, a jego dotyk działał tak kojąco.
W tym momencie usłyszeli charakterystyczną melodyjkę nadjeżdżającej windy. Dziewczyna szybko puściła chłopaka i wpadła do środka, poganiając go i już napierając na guzik zamykający kabinę. Miała wrażenie, że jeszcze nigdy tak długo nie pokonywała dystansu trzech pięter. Czy to nie irytujące jak czas z nami pogrywa zwalniając w najmniej odpowiednich momentach, a goniąc jak szalony, gdy chcemy się cieszyć każdą najdrobniejszą chwilą?
Wyskoczyła z windy pędząc w stronę poczekalni, gdzie czekała na nią mama. Gdy ją zobaczyła zaraz wpadła w jej wyciągnięte ramiona.
- Mamusiu, co się stało? Nic Ci nie jest? – odsunęła matkę na odległość wyciągniętych ramion szukając ran i skaleczeń, nie puszczając jej jednak, jakby w obawie, że upadnie lub zniknie.
- Mi nic nie jest, jestem potłuczona i mam kilka zadrapań, ale tata… Nic nie wiem, nikt mi nic nie mówi. Tak strasznie się boję – Znów wpadły sobie w ramiona, jednak tym razem to dziewczyna pocieszała starszą kobietę, troskliwie głaszcząc jej plecy.
- Będzie dobrze. Wyjdzie z tego, zobaczysz – powtarzała jak mantrę – Powiedz, co się stało?
Kobieta puściła córkę, ocierając łzy i szukając krzesła by się na nim oprzeć. Dopiero teraz zwróciła uwagę na chłopca, z którym przyszła jej Hermiona. W normalnych okolicznościach uznałaby, że jest bardzo przystojnym młodzieńcem i zaraz zaczęłaby wypytywać córcię co ich łączy, no i co z Ronem. Teraz jednak nie była w stanie interesować się czymkolwiek innym niż jej walczący o życie mąż.
- Może przyniosę Pani herbatę? Dla Ciebie też Hermiono? – dziewczyna spojrzała na niego zastanawiając się kim jest i co zrobił z Draconem Malfoy’em, którego zna od tylu lat. Pokręciła przecząco głową z otwartą buzią, wstrząśnięta wydarzeniami ostatnich godzin, włącznie z dziwnym zachowaniem kolegi. Ta niesamowita zmiana w jego zachowaniu chyba nigdy nie przestanie jej zaskakiwać. Uderzyła ją jednak przebijająca się myśl, że teraz patrząc na niego nie czuje nienawiści ani nawet niezręcznej przyjaźni. Czuje tylko czystą wdzięczność.
- Usiądź, porozmawiaj spokojnie z mamą a ja się wszystkim zajmę – powiedział i znikł za rogiem poczekalni, a ona zrobiła tak jak jej zaproponował i usiadła obok mamy, łapiąc jej dłonie w swoje.
 - Miły chłopak…
- Mamuś proszę powiedz mi jak to się stało – nie mogła już dłużej znieść tej niewiedzy.
- Sama nie wiem. Jechaliśmy do pracy jak zwykle. Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w Starbucksie po kawę, wiesz jak ją uwielbiamy. Myślałam, że George się nią zachłysnął, bo nagle zaczął kaszleć i trzymać się za serce. Jeszcze na niego nakrzyczałam, że tak łapczywie pije – zaśmiała się przez łzy wycierając nos w chusteczkę.
- Później wszystko potoczyło się tak szybko. Opadł na kierownicę, a samochód ciągle przyspieszał, po pierwszym uderzeniu już nic nie słyszałam. To cud, że nic mi nie jest, ale wydaje mi się, że ktoś wjechał w jego drzwi. Jak coś mu się stanie… – głos jej się załamał, a z oczu polała się nowa fala łez.
Wtedy pojawił się Draco, niosąc w rękach dwa kubeczki parującej herbaty, które zaraz podał zatroskanym kobietom, a następnie nie wiedząc co ze sobą zrobić, usiadł obok Hermiony. Czy powinien zostać, a może raczej jego obecność tu nie jest pożądana i powinien się stąd już zmyć?
Nagle drzwi po lewej stronie się otworzyły i wyszedł przez nie mężczyzna w białym kitlu, wyraźnie zmierzając w ich stronę. Gdy podszedł Hermiona była pewna, że jej serce zaraz wyskoczy z piersi ze strachu jakie nowiny usłyszy.
- Pani Granger? Zapraszam ze mną. Zrobimy Pani jeszcze tomografię głowy.
- Ale nic mi nie jest. Czy wiadomo już co z moim mężem? – nie chciała iść na żadne badania, nie chciała stąd odchodzić.
- To rutynowe badanie po tego typu wypadku. Musimy się upewnić, że nic Pani nie grozi. To zajmie chwilkę. Mąż ciągle jest operowany, to może jeszcze potrwać.
Odwrócił się i zaczął iść przed siebie, więc posłusznie wstała z miejsca i odprowadzana smutnym spojrzeniem córki ruszyła za lekarzem.
Hermiona wykorzystała moment nieobecności matki i ukryła twarz w dłoniach cicho płacząc. To powoli zaczynało być ponad jej siły. Tata na stole operacyjnym, nie wiadomo, czy z tego wyjdzie, mama w szoku, na kolejnych badaniach. Jeszcze rano jedli razem śniadanie i wszystko było jak zwykle, normalnie. Jak to możliwe, że wszystko poszło tak źle. Może niewiele brakowało a zostałaby sierotą. Na tą myśl jej ciałem wstrząsnął kolejny dreszcz szlochu.
Poczuła wtedy dotyk ciepłej dłoni na swoich plecach, a później drugiej na ramieniu i tak oto znów wypłakiwała się w ramię blondyna. Siedziała wtulona w tą pierś tak przyjazną, ciepłą i miłą, a jednak tak obcą, wdychała zapach tak nieznany, ale piękny, głowę wtuliła w zagłębienie szyi jakby idealnie stworzone właśnie dla niej. Mimo, że było jej tu tak dobrze, tak bezpiecznie, to nie były to te ramiona w których chciała i powinna teraz być. To nie ten całkiem obcy, do niedawna znienawidzony chłopak powinien ją teraz pocieszać i głaskać po plecach. Gdzie jest Ron? Czemu go tu nie ma? Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że to Malfoy’owi wypłakuje się w koszulę, mocząc ją swoimi łzami wymieszanymi ze spływającym z jej rzęs tuszem.
 Odsunęła się szybko, cicho przepraszając za koszulę i za rozsypkę w jakie się znajduje.
- Nie przyjmuj się głupią koszulą. Coś jeszcze mogę dla Ciebie zrobić? – wpatrywał się z nią oczami pełnymi czułości i troski, a nie z pogardą, którą pamiętała z czasów szkolnych. Nie powinna wykorzystywać tej świeżej przyjaźni, to zbyt osobista sprawa, ale tak bardzo się cieszyła, że jest tu z nią, że nie jest sama. Tylko gdzie jest Ron? I nagle przyszło olśnienie.
- Muszę zawiadomić Rona, on nie wie co się stało – szybko wysunęła się z jego przytulnych ramion i zaczęła szukać torebki, a w niej różdżki.
- Już to zrobiłem – powiedział tracąc nagle całą pogodę ducha, a widząc jej zaskoczoną minę dodał – wysłałem mu patronusa, gdy poszedłem po herbatę. Nie chciałem by ktoś mnie zobaczył, to w końcu mugolski szpital – powiedział odkrywczo i uśmiechnął się do niej takim zawadiackim uśmiechem puszczając przy okazji oczko, że nie mogła się nie uśmiechnąć. Pomyślał o wszystkim. Mimo to od razu rzucało się w oczy, że jest w tym miejscu pierwszy raz w życiu, bo zafascynowany rozglądał się wkoło, ledwo się powstrzymując przed pytaniem Hermiony co do czego służy. Co więcej, nie zauważyła żadnej tak charakterystycznej dla niego, oznaki pogardy dla wszystkiego co mugolskie. Przeciwnie, całkiem nieźle się odnalazł w jej świecie.
- Wolałbym Cię nie zostawiać samej, ale może chcesz poczekać tu chwilę, a ja spróbuję się czegoś dowiedzieć?
Gentleman w każdym calu, to pewnie jego arystokratyczne wychowanie z niego wychodzi. Tylko dlaczego on jest dla niej taki dobry? Była pewna, że ostatnie czego teraz chce tu zostawać sama na tym pustym korytarzu. Do tego nie miała pojęcia, gdzie jest jej mama i czemu jeszcze nie wróciła.
- Pójdę z Tobą, nie jesteś z rodziny, więc nic Ci nie powiedzą.
Poszli razem w poszukiwaniu lekarza. Kobieta w dyżurce odesłała ich do pokoju lekarskiego w drugim końcu korytarza. Właśnie mieli pukać do drzwi, gdy wyszedł przez nie około pięćdziesięcioletni, wysoki lekarz, o włosach lekko już przyprószonych siwizną.
- Dzień dobry, chciałabym się dowiedzieć o stan zdrowia Georga Grangera.
- A jest pani kimś z rodziny? – spytał ostrożnie lekarz.
- Jestem jego córką. Czy już coś wiadomo? – wtedy właśnie otworzyły się podwójne drzwi, a przez nie przewozili na łóżku, podłączonego do dziwnej aparatury pana Grangera.
- Tato! - Gdy dziewczyna go zobaczyła, pobiegła w jego kierunku, lecz zaraz zniknął za kolejnymi drzwiami, za które nie wolno było jej wejść. Zrozpaczona z płaczem znów usiadła na krzesełku.
- Dzień dobry Doktorze. Jak pan widzi żona nie najlepiej to znosi. Może pan powiedzieć jak wygląda sytuacja?
Lekarz początkowo patrzył na chłopaka niepewny czy powinien mu udzielać jakichkolwiek informacji. Uśmiechnął się jednak wierząc, że ma do czynienia z zięciem poszkodowanego.
- Najprawdopodobniej dostał zawału podczas prowadzenia auta, przez co brał udział w wypadku komunikacyjnym. Doznał poważnych uszkodzeń narządów wewnętrznych. Wprowadzimy go w stan śpiączki farmakologicznej by nie odczuwał bólu. Martwi nas dodatkowo uszkodzenie mózgu, spowodowane uderzeniem o kierownicę. Ale więcej dowiemy się gdy pacjent się wybudzi. Teraz niewiele więcej jesteśmy w stanie dla niego zrobić. Potrzebny jest czas. Proszę wracać do żony, niech się niepotrzebnie nie martwi. Damy znać jak coś się zmieni. Za jakąś godzinę będziecie państwo mogli go zobaczyć. Proszę dać mi znać jeśli potrzebne będą leki uspokajające.
- Dziękuję Panu – wrócił do Hermiony i siadając przy niej objął jej plecy ręką, gdyż lekarz wciąż im się przyglądał.
- I co – spojrzała na niego oczekując na wyrok.
- Wprowadzą go w śpiączkę i będą czekać. Dopiero wtedy będzie więcej wiadomo. Za godzinę będziesz mogła do niego wejść – dziewczyna odetchnęła głęboko i wtuliła się w Dracona.
- Dziękuję Ci. Dziękuję za wszystko – szeptała cicho, a chłopak aż przymknął powieki czując rozchodzące się po jego ciele ciarki, zaczynając od drażnionego jej ciepłym oddechem ucha. Jej bliskość wynagrodziłaby mu największy trud, a dziś tyle czasu już mógł bezkarnie trzymać ją w ramionach. Poczuł echo palących wyrzutów sumienia, że korzysta na cudzej krzywdzie i nieszczęściu, jednak będzie się tym martwić później, teraz najważniejsze jest, że tak ufnie tuli twarz do jego ramienia.
Ciche chrząknięcie odwróciło ich uwagę zmuszając, by spojrzeli w jego kierunku. W wejściu do poczekalni stał czerwony na twarzy rudowłosy chłopak, miotając oczami błyskawice. Hermiona chcąc jak najszybciej znaleźć się w jego ramionach wyrwała się Draco i rzuciła Ronowi na szyję.
- Gdzie byłeś tyle czasu?
- Pojechałem najpierw do Munga. Malfoy przekazał tylko, że jesteście w szpitalu, nie powiedział w którym… - zaczął się tłumaczyć Ron, rumieniąc się jak dojrzały pomidor, czy to z powodu swojej wpadki, czy faktu, że zobaczył swoją dziewczynę w objęciach swojego największego wroga.
- Ja Was zostawię, muszę coś załatwić – Draco, czując nagłe ukłucie zazdrości, wstał, by jak najszybciej stamtąd wyjść. Nie mógł patrzeć na nią w ramionach Rudzielca, chociaż powoli tracił nadzieję, że uda mu się temu zapobiec.
Gdy wrócił pół godziny później, musiała mu już wybaczyć jego bezmyślność, bo siedziała mu na kolanach ciasno go obejmując. Draco szybko zacisnął zęby na ten widok, lecz zrobił dobrą minę do złej gry.
- Hermiono, mam dla ciebie propozycję. Załatwiłem dla Twojego taty miejsce w najlepszym londyńskim prywatnym szpitalu. Jeżeli tylko się zgodzisz, zaraz go tam przetransportują. Będzie mieć najlepsza opiekę.
- Wsadź sobie te swoje pieniądze, nie potrzebujemy twojej pomocy. Co, chcesz kupić nasze wybaczenie czy co? – zdenerwowany Weasley wstał i stanął twarzą w twarz z tym bezczelnym typem, który najwidoczniej usiłował zaimponować jego dziewczynie zawartością swojej skrytki w Gringotcie.
- Nie robię tego dla Ciebie…
- Ron! Jak możesz? Tu chodzi o mojego tatusia a nie o Ciebie. Oczywiście Draco, jeżeli to nie będzie problem – podeszła do niego patrząc mu prosto w oczy – tak bardzo Ci dziękuję.
- Nie ma za co, chociaż tyle mogłem zrobić – tonął w jej pięknych, brązowych oczach, ile by dał by móc co dzień się w nie wpatrywać.
- Pani Granger? – nagły głos zmusił ich do powrotu do rzeczywistości. Nawet nie zauważyli, kiedy obok nich pojawił się lekarz.
- Tak? Mama zaraz przyjdzie – stała na baczność mocno zaciskając palce.
- Mogą panie wejść do pana Grangera, leży na sali 308.
- Dziękuję – odwróciła się by złapać swoją torebkę i spojrzała na blondyna.
- Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję Draco. Ron powiesz mamie gdzie jestem? – chłopak kiwnął głową, a ona już puściła się biegiem w kierunku wyznaczonego pokoju.
Draco stał chwilę przyglądając się odchodzącej dziewczynie a następnie bez słowa ruszył w kierunku wyjścia.
- Malfoy – usłyszał wołający go głos, zatrzymał się i odwrócił w jego stronę. Ron stał z  wyciągniętą w jego kierunku ręką. Po chwili namysłu podszedł wciąż podejrzliwy, ale uścisnął dłoń rudego.
- Dziękuję – i wiedział ze nie chodzi tylko o prywatny szpital, ale też o to że był przy dziewczynie, gdy najbardziej kogoś potrzebowała.
- Nie ma sprawy – uśmiechnął się swoim typowym Malfoy’owskim uśmiechem i skierował się do windy.
*
Weszła do bijącego bielą po oczach pokoju, a widok, który zastała zatrzymał ją wrośniętą przy drzwiach. Jej kochany tatuś leżał na wąskim, szpitalnym łóżku, z maską ułatwiającą oddychanie na twarzy, rurką kroplówki wbitą w zgięcie łokcia i różnokolorowymi kabelkami podpiętymi do jego klatki piersiowej. Momentalnie jej oczy ponownie się zaszkliły zamazując ten potworny obraz. Szybko podeszła do łóżka, siadając na przystawionym do niego krześle i chowając dużą dłoń ojca w swoich własnych. Czuła rosnącą w jej gardle gulę, ledwo powstrzymując się przed wpadnięciem w panikę. Chciała wyciągnąć rękę i go dotknąć, ale bała się, że zrobi mu krzywdę lub sprawi niepotrzebny ból.  Nie mogła dłużej przyglądać się jego obandażowanej głowie więc oparła czoło o ich złączone dłonie pozwalając, by słony strumień powoli wylewał się z jej oczu.
- Tatusiu, proszę, wróć do mnie. Nie możesz mnie opuścić. Przeszukałam pół świata, by Cię odnaleźć, nie możesz mi tego teraz zrobić. Potrzebuję Cię, tak bardzo Cię potrzebuję. Kto będzie mi doradzać, gdy będę mieć problem, kto pocieszy, gdy będę smutna? Tyle jeszcze przed nami. Wiesz? Podobno Ron chce mi się oświadczyć. Myślisz, że powinnam się zgodzić? Musisz poprowadzić mnie do ołtarza. A dzieci? Przecież chcesz poznać swoje wnuki, prawda? Będą Cię uwielbiać. Tylko wróć do mnie, dobrze? – cichy szept wypływał z jej ust, mimo, że dziewczyna nie była tego świadoma. Ból rozsadzający jej klatkę piersiową odbierał jej siłę do jakiegokolwiek ruchu, a poczucie bezsilności obezwładniało jej ciało. Czuła się małym, nic nie znaczącym istnieniem na tej  ogromnej bezlitosnej planecie, gdzie nikogo nie interesuje jej osobista tragedia. Tak długo prowadziła te bolesne negocjacje z losem, że nie zauważyła kiedy zamknęły się jej powieki, a głowa opadła lekko na koc.
*
To niesamowite ile wydarzyło się przez te dwa ostatnie tygodnie. Ten okropny wypadek położył się cieniem na wszystkich jej planach i wyobrażeniach na temat powrotu na zajęcia. Każdego dnia odwiedzała z mamą pogrążonego w głębokim śnie tatę opowiadając mu najświeższe informacje i prosząc, by już się zbudził. Tak wstrząsające doświadczenie zupełnie zmienia perspektywę patrzenia na świat, a przecież przeszła już niejedno piekło, włącznie z wojną. Nie ma jednak nic gorszego dla dziecka, niezależnie od jego wieku, niż realna groźba śmierci rodzica. Nie ma możliwości przygotować się czy pogodzić z taką ewentualnością. I na myśl iloma błahymi rzeczami się przejmowała ile z nich wydawało jej się strasznie ważnych, aż chciało jej się śmiać. Czas przestać trwonić życie na nic nieznaczące chwile, trzeba czerpać z niego garściami, by niczego nie żałować, kiedy przyjdzie nasza kolej.
Jak co wieczór siedziała na parapecie w swoim pokoju i przez okno przyglądała się złotym i czerwonym liściom tańczącym na wietrze. Nie mogła spać, praktycznie nie zmrużyła oka od tego strasznego wydarzenia i nie zazna spokoju dopóki nie dowie się, że kryzys już minął i teraz będzie już wszystko dobrze. Gdy tylko wróciły ze szpitala, zrobiła szybką kolację składającą się z mało wymyślnych kanapek i gorącej herbaty. Do szklanki mamy jak zwykle ostatnio dolała eliksir słodkiego snu i zaniosła jej posiłek. Dobrze wiedziała, że inaczej też by nie spała, a nie ma potrzeby by obie się męczyły. Teraz gdy zegar wybijał północ wciąż obserwowała wirujące liście, trzymając w dłoniach kubek gorącej czekolady i wspominając czasy dzieciństwa. Wspólne spacery, wizyty w zoo, basen, gra w karty, oglądanie filmów, śmiech i łzy, zupełnie jakby to było wczoraj.
Rzuciła okiem na leżący na jej kolanach album. Czy to koniec wspólnych zdjęć i wspomnień? Czy coś może być gorsze niż ta niepewność? Kątem oka zarejestrowała jakiś ruch pod drzewem przed domem. Odwróciła głowę w tym kierunku opierając czoło na chłodnej tafli szyby i wytężając wzrok w ciemności. Nic. Musiało jej się wydawać.
Nagle cisza panująca w domu została przerwana przez rozbrzmiewający dzwonek telefonu. Rzuciła się do niego biegiem, by hałas nie zdążył obudzić jej mamy.
- Słucham – wydyszała do słuchawki.
- Dobry wieczór, przepraszam, że o tak później porze. Czy rozmawiam z Panią Granger?
- Tu jej córka Hermiona, o co chodzi?
- Dzwonię z Londyńskiej Kliniki Specjalistycznej, chodzi o pani tatę Georga Grangera. Jak szybko mogą panie przyjechać?
- Mamo! – krzyczała z całych sił nie troszcząc się o to by odłożyć słuchawkę na miejsce czy odpowiedzieć kobiecie dzwoniącej ze szpitala. Nie było czasu do stracenia. Po chwili obie już wybiegały z domu w pośpiechu wsiadając do wypożyczonego im przez ubezpieczyciela samochodu.
- Halo? – wciąż nawoływał głos z bujającej się na kablu słuchawki…

__________
Na koniec drobne ogłoszenia.
Rozdział 8 nie bez powodu miał mieć premierę dopiero za tydzień. Otóż w drugiej połowie września wyjeżdżam na zasłużony urlop, co więcej nie biorę ze sobą komputera. Dlatego też nie mam pojęcia, kiedy pojawi się następny rozdział. Postaram się, by był jeszcze we wrześniu (czy to przed wyjazdem, czy po powrocie, nie wiem, zależy jak się wyrobię), ale niczego nie obiecuję.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Pisany w rekordowym tempie, nie sprawdzony, ale nie chciałam Was dłużej trzymać w niepewności
Mam nadzieję, że i tym razem mogę liczyć na Wasze komentarze!
Pozdrawiam 
Nicci


15 komentarzy:

  1. Oooooo... nie wpadłabym na to, że to Ginny i Harry :D
    Malfoy taki opiekuńczy, Ron taki zazdrosny i okropny (naczytałam się za dużo Dramione i go teraz nie lubię). Czekam na więcej, więcej i więcej. Jesteś genialna w tym co robisz :) Miłego wypoczynku! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cieszę się, że udało mi się zaskoczyć :)

      Usuń
  2. Kamień spadł mi z serca. Potrzebuję czasu na to, by sklecić jakiś sensowny komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz? Mówiłam, żebyś się nie stresowała niepotrzebnie. Przecież nie wydałabym jej za Rona.... przynajmniej jeszcze nie teraz ;P Kto wie co ta Nicci jeszcze wymyśli....

      Usuń
    2. Wybacz, że w Ciebie zwątpiłam.
      Punkt dla Ciebie za zaskoczenie :D
      PS. Nadal się zastanawiam nad sensownym komentarzem.

      Usuń
  3. O Ty podpuszczalska! Czekaj no, tak sobie jaja robić z ludzi... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :P Zanudzicie się jak będę ciągle tak dawać kawę na ławę :D

      Usuń
    2. No ale oświadczyny od Rona nie byłyby wcale czymś zupełnie niespodziewanym, zawsze można pomyśleć, że chce zamknąć Hermionę w jakiejś wieży i mieć ją tylko dla siebie... to nie jest przecież tak bardzo niemożliwe :D

      Usuń
    3. Zgadzam się z Tobą w 100%. Widzę, że całkiem dobrze poznałaś już sposób myślenia "mojego" Rona :P Ale Hermiona aż tak entuzjastycznie by nie zareagowała...

      Usuń
    4. Nigdy nie wiadomo, czasem ma takie "och, jak mi z nim wspaniale!" :D

      Usuń
  4. Trafiłam na Twojego bloga parę godzin temu i na jednym oddechu wszystko przeczytałam. Masz ogromny talent! Historia jest bardzo ciekawa i w większości przypadków nieprzewidywalna, trzymasz nas w niepewności, co tylko dodaje opowieści uroku. Masz idealny dla mnie styl pisania. Nie przesadzasz z opisami, jest ich wystarczająco dużo, aby nas nie zanudzić, a jednocześnie wprowadzić w klimat danej sytuacji. I z jaką lekkością się to czyta.
    Teraz coś o treści opowiadania: niezmiernie spodobały mi się dwa pierwsze rozdziały dotyczące Dracona i Hermiony. Zgrabnie wprowadziłaś nas w życie obojga. I widać, że masz wszystko dobrze przemyślane. Nie trafili na siebie przypadkowo na ulicy, jak w większościach dramione, ale ich spotkanie po latach miało sens i oryginalną fabułę. Nie przełamali lodów po pierwszym 'cześć', dopiero z czasem zaczęli poznawać się na nowo i tworzyć głębszą relację. Masz ode mnie kolejnego plusa za wykreowaną postać Draco. Zrozumiał swoje błędy i zaczął lepiej postępować, ale nie zmienił się nie do poznania, gdzieś tam zachowały się czątki dawnego Malfoy'a i jego nawyki. Bardzo dobrze, inaczej byłaby to postać bez charakteru. Brakuje mi tylko jego garniturów, bo naprawdę zabójczo w nich wyglądał xd Podoba mi się również postać Sophii, to w końcu dzięki niej nasz bohater wyszedł na prostą. Co do Rona: jest odrobinę irytujący, ale nie postawiłaś go w złym świetle, za co masz kolejny punkt, ponieważ naprawdę wartościowy z niego człowiek. Ale gdy przeczytałam o jego rzekomych zaręczynach z Hermioną, o mało nie spadłam z krzesła. Boże, jak ja się ucieszyłam, kiedy uświadomiłam sobie, że chodzi o Harry'ego i Ginny! To było moim marzeniem. Bałam się, że połączysz Weasley'ównę z Zabinim, a tego bym nie zniosła. Nienawidzę, kiedy bloggerki to robią. Ginny jest stworzona dla Harry'ego, a Harry dla niej i tego się trzymajmy. Okay, czy o czymś zapomniałam? Aha, wypadek pana Grangera, jak mogłam to przeoczyć. Draco zachował się idealnie, zazdroszczę go Hermionie. Nie przypuszczałam, że może być taki współczujący i opiekuńczy. Mam nadzieję, że szatynka uświadomi sobie co nim kierowało i ile dla niego znaczy.
    Podsumowując: jestem oczarowana całym opowiadaniem, jak i Twoim talentem :D Nie rozumiem dlaczego pod postami pojawia się tak mało komentarzy.. Od tej pory jestem Twoją stałą czytelniczką i pod każdym rozdziałem będę wyrażać swoją opinię, możesz na mnie liczyć ♡ xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej. Jest mi bardzo, bardzo miło! Nie wiem czy kiedyś przyzwyczaję się do takich pochlebnych opinii. To takie zaskakujące, że moje opowiadanie może się podobać. A rzekomy talent... no cóż, w to nie uwierzę chyba nigdy ;) Ale bardzo dziękuję za przemiłe słowa, no i za cudownie długi komentarz.
      Bardzo się cieszę, że fabuła Ci się spodobała. Staram się by było ciekawie, mimo, że jest to jakby nie patrzeć zwykłe romansidło ;p Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę kolejnymi rozdziałami. Czekam z niecierpliwością na Twoje opinie :*

      Usuń
    2. Uwierz w swoje możliwości, jesteś potwornie utalentowana! Zazdroszczę ci wyobraźni, jak i pomysłu na ubranie tego w słowa. Dla mnie zawsze było to nie lada wyzwaniem, ech.
      Z pozoru zwykłe romansidło, ale zobacz jak cieszy. Właśnie takie zbliżone do życia codziennego sytuacje czyta się najmilej.
      I z pewnością mnie nie zawiedziesz, bardziej martwię się o siebie i 'długie' komentarze, które mogą okazać się wcale nie takie długie xd No cóż, będę dawać z siebie wszystko. xx

      Usuń
  5. Droga Nicci, piszę ten komentarz choć jeszcze nie przeczytałam rozdziału, żeby Ci powiedzieć, że twój mail bardzo mnie ucieszył i z przyjemnością przeczytam te historię od początku i napiszę komentarz pod każdym rozdziałem. Jestem pełna podziwu dla twojej osoby :) (i jestem pewna, że ta historia bardzo mi się spodoba!) Pozdrawiam Cię Serdecznie i wrócę możliwe jak najszybciej z konkretniejszym komentarzem. Duże Pozdrowienia!
    Venetiia Noks
    PS. Wybacz, że tak późno, ale dopiero powoli wracam (po długiej przerwie) do bloggierskiego półświatka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wracasz! Mam nadzieję, że u Ciebie już wszystko w porządku. Dziękuję za odpowiedź i już się niepokoję czy opowiadanie rzeczywiście Ci się spodoba...
      Pozdrawiam
      Nicci

      Usuń

Copyright © 2016 Follow your dreams , Blogger