środa, 12 kwietnia 2017

Rozdział 18 To jeszcze nie koniec

Przychodzi taki czas w życiu każdego…., no przynajmniej większości, kiedy trzeba pożegnać to co znajome i bezpieczne, i rozpocząć samodzielne dorosłe życie. I nikt, kto nigdy nie wyprowadzał się z domu rodzinnego nie zrozumie jakie emocje wiążą się z tym wydarzeniem, nawet jeżeli większość roku spędzało się gdzie indziej. To wybuchowa mieszanka melancholii, smutku i tęsknoty za cudownymi chwilami dzieciństwa, po których zostało tych kilka pamiątek zbieranych właśnie do kartonowych pudeł oraz ekscytacji, adrenaliny i strachu przed nowym i nieznanym. Od teraz bowiem kończy się bezpieczne dzieciństwo i zaczyna samodzielność, dorosłość. Samemu trzeba zadbać o tak prowizoryczne rzeczy jak zapełnienie lodówki, gotowanie, sprzątanie, pranie, rachunki, czy zakupy. To nieopisana odpowiedzialność i wyzwanie, z czego większość nie zdaje sobie sprawy. Nikt nic nam pod nos nie poda, nic za nas nie zrobi. I nawet jeśli ktoś przeprowadza się kilka razy, to to pierwsze opuszczenie rodzinnego gniazda zapamięta na zawsze. Aż w końcu znajdzie się to nowe miejsce, gdzie można być sobą, które od teraz na zawsze już będziemy określać tak bliskim nam słowem „dom”.
Hermiona właściwie skończyła się już pakować. Większość książek, ubrań i kilka pamiątek ułożyła starannie do czterech pudeł gotowych do pomniejszenia i umieszczenia w jej magicznej torebce. Prawie wszystko było gotowe. Prawie. Siedziała właśnie na dywanie wpatrując się w rozłożone przed nią zdjęcia. Po urodzinach Harry’ego obiecała sobie je zniszczyć, ale do tej pory nie mogła się na to zdobyć. Dziś, za kilka godzin, wprowadza się z Ronem do tego cudnego mieszkania na jednym z wybudowanych kilka lat temu osiedli, ale te zdjęcia nie będą jej tam towarzyszyć. Nie mogą. Zamyka pewien rozdział swojego życia i to całe zamieszanie w jej sercu też musi się tu skończyć.
Pocałowała opuszek palca i dotknęła nim chłopaka na zdjęciu. Wczoraj napisał jej wiadomość. Gratulował przeprowadzki i informował, że nie pojawią się na jej urodzinach. Co więcej, załączył swoje zdjęcie z tą dziewczyną w strojach kąpielowych z jakiejś tropikalnej plaży.
Przymknęła oczy wysuwając rękę z różdżką nad zdjęcia. Nie chciała na to patrzeć.
- Inc… - nie, nie da rady tego zrobić. Nie ze świadomością, że to jedyny dowód na to, że sobie tego wszystkiego nie wymyśliła. Ponownie podniosła rękę i wykonała kilka ruchów ręką a zdjęcia szybko ułożyły się w równy stosik,  który po chwili zamienił się w figurkę statuy wolności, jaką można dostać w każdym sklepie z pamiątkami Nowego Jorku. Uśmiechnęła się cierpko i wsunęła figurkę do jednego z pudeł.
- Nie rozumiem dlaczego musi się wyprowadzać. Przecież tu jest tyle miejsca. Chce z nim mieszkać? Nie mogę jej zabronić, ale dlaczego nie mogą mieszkać tutaj? – schodziła właśnie po schodach, gdy usłyszała głos ojca. Wałkował ten temat tyle razy, że nawet nie zwolniła kroku zatrzymując się dopiero w progu pokoju zakładając ręce na piersi.
- Są młodzi, potrzebują swobody, prywatności. Już zapomniałeś jak to było z nami zaraz po ślubie?
- Ale ja będę za nią tęsknić – powiedział załamując głos i przytulając się do żony, dopiero teraz zauważył stojącą w drzwiach Hermionę.
- Ja też będę tęsknić. Ale spójrzcie na to z jasnej strony – będziecie mieć dom dla siebie - podeszła do nich otaczając ich ramionami, a ojciec złożył czuły pocałunek na czubku jej głowy. Mimo, że systematycznie opuszczała dom odkąd skończyła jedenaście lat wracając co roku jedynie na chwilę, dopiero teraz naprawdę poczuła ten ból rozstania.
- To zawsze będzie Twój dom, Skarbie.
Ciężko jej było rozstawać się z rodzicami, ale wiedziała, że zawsze tu będą, zawsze z otwartymi drzwiami, ramionami, gorącą wodą w czajniku, uśmiechem i dobrym słowem.  W końcu nie wyprowadzała się na drugi koniec świata a jedynie kilka minut drogi od nich. Nie wywracała swojego świata do góry nogami, nie odchodziła na zawsze. Raczej zaczynała nowy rozdział, doroślejszy, samodzielniejszy etap życia.
Gdy już otarła ostatnie łzy zostawiając za sobą zamknięte drzwi rodzinnego domu znów poczuła to ekscytujące oczekiwanie na nieznane. Nawet nie chciała się aportować. Potrzebowała tej krótkiej wędrówki by ochłonąć, oczyścić głowę.
Cieszyła się tym nowym mieszkaniem ogromnie, ale nie byla naiwna. Wiedziała, że czynsz jaki będą musieli zapłacić znacznie przekracza ich możliwości. Nie była jednak w stanie odmówić Ronowi, któremu oczy się świeciły odkąd tylko przekroczyli próg mieszkania. Po części go rozumiała. Zawsze czuł się poszkodowany przez standard życia jaki zaoferował mu los, bardzo chciał sobie to wynagrodzić.
Schludne, skromnie urządzone dwa pokoje z aneksem to i tak szczyt marzeń na ten moment. Bez wsparcia jej rodziców nie mogliby liczyć nawet na to. Rodzice Rona po wojnie dostali od ministerstwa nagrodę, która wystarczyła na remont domu, a z reszty też zadeklarowali im  pomóc. No cóż, będą się cieszyć nowym lokum tak długo jak będzie im dane. A teraz czeka ich ta przyjemniejsza część przeprowadzki czyli rozpakowywanie.
Gdy weszła do ich nowego domu Ron już tam był. Na stoliku w salonie stały dwa kieliszki i otwarte czerwone wino. Chłopak natomiast siedział z nosem utkwionym w instrukcji obsługi próbując ustawić telewizor, który dostali w prezencie od Harry'ego. Gdy usłyszał, że weszła szybko wstał i podszedł do niej cały rozpromieniony. Dla uczczenia tej chwili rozlali wino do kieliszków i wzieli sie do roboty. Ron wrócił do telewizora a Hermiona postanowiła zacząć od sypialni. Szybko wypakowała swoje ubrania, pościeliła łóżko i zawiesiła krótką firaneczkę. Na koniec postawiła na szafeczce po swojej stronie łóżka trzy ramki ze zdjęciami. Na pierwszym byli jej rodzice, drugie zrobili w ostatnie wakacje z Ginny i Harry'm, a trzecie to zdjecie z Nowego Jorku z Nickiem i Draco. Ostatni raz lekko poprawiła ramkę  i odwróciła sie by wstać, gdy zauważyła, że nie jest w pokoju sama.
- Chyba żartujesz. Nie mam zamiaru codziennie rano i wieczorem widzieć gęby tego śmierciożercy - rzucił zirytowany chłopak odstawiając pudła ze swoimi ubraniami na podłogę.
- Obawiam się, że będziesz musiał - odpowiedziała i już miała wyjść z pokoju, gdy złapał ją za ramię.
- To zdjęcie ma zniknąć albo sam się go pozbędę - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Tylko spróbuj, a długo razem nie pomieszkamy - powiedziała i wyszła do kuchni. Szczerze myślała, że ta jego chorobliwa zazdrość się skończy, gdy razem zamieszkają. Chociaż zważywszy na jej mętlik w głowie to może ma on jednak trochę racji.
Po szybkim rozpakowaniu kuchni i łazienki okazało się ilu rzeczy jeszcze im brakuje. Robiąc szybką listę  zakupów weszła do salonu by poustawiać książki i dopiero wtedy zauważyła, że Ron nie tylko zaprogramował wszystkie dostępne kanały telewizji, ale także powiesił na ścianie nad kanapą jej portret, który dostała od Malfoy'a. Co więcej zdążył też rozstawić na półkach w równe rządki wszystkie jej książki. Usiadła na kanapie dopijając resztę napoju z kieliszka. Może była dla niego zbyt ostra? Może zasłużył na więcej wyrozumiałości?
Gdy wszedł skruszony do salonu przywitała go uśmiechem. Poklepała miejsce obok siebie i odstawila pusty kieliszek zachęcając by go uzupełnił. Resztę wieczoru spędzili w przyjemnej romantycznej atmosferze tuląc się do siebie i śmiejąc się z oglądanego programu w telewizji.
Naprawdę miała nadzieję, że teraz już wszystko dobrze się ułoży. Jedyną niewiadomą było jak dlugo zajmie jej dotarcie do tego momentu. Z całych sił odpychała od siebie natrętne myśli o blondwłosym chłopaku i skupiała na tu i teraz. Czasem udawało jej się nawet pozbyć  tego smutku i żalu z głębi duszy i być autentycznie szczęśliwą. W skrytości serca zazdrościła Ginny, że tak szybko zapomniała o Teo. Przynajmniej na to wyglądało. Ruda znów była wesołym szalonym chochlikiem rozsiewającym wokół pozytywną energię. Na urodzinach Hermiony szeroki uśmiech nie schodził jej z ust. Pomagała przy części oficjalnej z tortem i szampanem jak przystało na najlepszą przyjaciółkę jubulatki, by zaraz potem namawiać wszystkich zebranych na wyjście do dyskoteki. Hermiona z podziwem patrzyła na jej wyczyny taneczne z Harrym. Wydawać by się mogło, że nie ma dwóch lepiej dobranych i bardziej zakochanych w sobie osób.
Ona sama także bardzo dobrze się bawiła. Z całych sił starała się skupiać na swoim chłopaku. Postanowiła dać mu szansę na jaką zasługiwał. Bardzo ułatwiał jej to fakt, że Draco sie nie pojawił. Zwłaszcza z nią. Oglądanie ich czułości i zalewanie się zazdrością na pewno by jej nie pomogło.
Czuła, że w końcu powoli się otrząsa z tego śmiesznego zauroczenia. Co więcej, między nią a Ronem nigdy się tak dobrze nie układało. Postanowiła stopniowo poluzować kontakty z przyjacielem zamiast brnąć w coś co na koniec tylko sprawia jej ból. Prawdopodobnie i tak nie będą teraz mieli zbyt dużo okazji by się spotkać z jego pracą i ciągłymi randkami. Poza tym za dziesięć miesięcy i tak na zawsze już zniknie z jej życia. Pora zacząć się przyzwyczajać. Mimo to, nie potrafiła sobie odmówić, by co wieczór przed snem choć na chwilę spojrzeć w te jego błękitne oczy.
Dziś mimo, że był dopiero sobotni wieczór chciała się wczesniej położyć. Od poniedziałku znów zaczynały sie zajęcia na studiach a w związku z tym prawdopodobnie znów go zobaczy. Bała się, że runie wszystko co zbudowała przez te dwa miesiące. Po relaksującej kąpieli wysmarowała się swoim ulubionym balsamem o zapachu karmelu i usiadła na łóżku. Nie była pewna czy w ogóle uda jej się zasnąć. Może jeszcze nie wrócił do Londynu. Może nie przyjdzie na zajęcia. Od dawna nie dostała od niego zadnej wiadomości a była zbyt dumna i zbyt urażona by odezwała się pierwsza.
Dopiero teraz spojrzała na szafkę  i zamarła. Zdjęcie znikło. Spanikowana zajrzała za szafkę, pod łóżko ale nigdzie nie było śladu ramki ani choćby odłamka szkła. Było tylko jedno wytłumaczenie. Ron.
- Co zrobiłeś ze zdjęciem? - wpadła jak burza do salonu, gdzie rudowłosy oglądał telewizję.
- Jakim zdjęciem?- spytał jak gdyby nigdy nic, co jeszcze bardziej wprowadziło ją z równowagi.
- Srakim. Z moim zdjęciem! Z moim zdjęciem z Nowego Jorku! Z chłopakami!
- A skąd mam wiedzieć gdzie jest? Może zostawiłaś pod poduszką? Czemu od razu zakładasz, że ja coś z nim zrobiłem - jego twarz była koloru dojrzałego pomidora a ona była już pewna, że maczał palce w zniknięciu ramki. Miała wrażenie, że eksploduje jeśli zaraz nie dowie się co się stało.
- Ron!
- Nic nie zrobiłem z Twoim kochanym zdjęciem - odpowiedział siadając z powrotem na miejsce i starając skupić wzrok na telewizorze - samo spadło jak zamykałem okno. Potłukło się, więc wrzuciłem je do kosza.
- Co zrobiłeś? - jak oparzona rzuciła się pędem do kuchni, by w koszu znaleźć pękniętą ramkę oraz porwane w drobny mak zdjęcie. Fala gorąca uderzyła jej do głowy buchając uszami. Czuła napływające jej do oczu łzy wściekłości i zrezygnowania. Zacisnęła zęby i z żądzą mordu wróciła do pokoju.
- Jak mogłeś? Przecież to moja pamiątka. Jak mogłeś ją tak zniszczyć?
- Ogarnij się przecież to tylko zdjęcie - jeśli liczyła na jakąś skruchę z jego strony lub przeprosiny, to po tych słowach przestała mieć złudzenia.
- W tej chwili pójdziesz i naprawisz to zdjęcie i ramkę. Jak znów wejdę do sypialni to ma już stać na swoim miejscu w nienaruszonym stanie.
- Chyba żartujesz. Jak chcesz to sama sobie grzeb w śmieciach.
- Słucham? Myślisz, że możesz od tak sobie niszczyć moje pamiątki? Że nie powiem ani słowa?
- Pamiątki? Jakie pamiątki? To tylko rzeczy, które przypominają Ci tego śmierciożercę. Może Ty się w nim zakochałaś? Co? Powiedz, zdradzasz mnie z nim? - otworzyła usta, ale była w takim szoku, że nie mogła wydobyć z siebie głosu. Jak on śmiał zarzucać jej zdradę?
- Tak myślałem. To Wasze niby wspólne uczenie się, drogie prezenty. Myślisz, że ja jestem ślepy? Kiedy to się zaczęło? Na tym Waszym wyjeździe do Stanów? Czy już wcześniej, przed wypadkiem Twoich rodziców? - wziął z półki figurkę statuły wolności i zaczął ją przerzucać z ręki do ręki.
- Jesteś beznadziejny. Jak zwykle zmieniasz temat. Nie mam zamiaru rozmawiać w ten sposób – odwróciła się z całych sił starając się by nie powiedzieć nic więcej. Nie chciała by znów wywiązała się między nimi ta bezsensowna kłótnia, która i tak donikąd ich nie zaprowadzi. Ściągnęła z siebie szybko piżamę i założyła jeansy i koszulkę, które zostawiła w łazience. – Wrócę za godzinę. Zdjęcie ma być na swoim miejscu. A Ty masz się zachowywać normalnie.
- Wychodzisz? Idziesz do niego? – zaskoczona spojrzała mu prosto w oczy. Czy on mówił serio?
- Wrócę za godzinę…
- Nigdzie nie idziesz! – ich krzyki przerwał głuchy odgłos uderzenia. Figurka, którą dotąd trzymał w zaciśniętej pięści przeleciała przez pokój i roztrzaskała się w drobny mak na podłodze. Głośno wciągnęła powietrze nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
Podeszła do tego co zostało z jej transmutowanych zdjęć nie bardzo w tym momencie wierząc, że cokolwiek, nawet magia, może pomóc je odzyskać. Przełknęła ślinę walcząc z napływającymi łzami. Nie mogła tu zostać, nie mogła w tym momencie znieść widoku swojego chłopaka, nie mogła patrzeć na jego przerażoną minę. Wstała i wyszła nie oglądając się za siebie, nie słuchając jego wołania, nawet nie zamykając za sobą drzwi.
Gdy zapukała do drzwi pod Grimmauld Place 12, na jej widok Harry od razu zawołał narzeczoną i sam schował się w pokoju, by im nie przeszkadzać. Ginny nie musiała o nic pytać. Było jasne, że pokłóciła się z Ronem, szczegółowa relacja nie była jej potrzebna. Wystarczyło, że widziała w jakim stanie jest jej przyjaciółka by wiedzieć, że to jej brat jest winny całemu zamieszaniu.
Wyciągnęła z szafki butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. A gdy i to nie pomogło, wyciągnęła dwie sukienki z szafy i oznajmiła, że idą potańczyć. Nic tak nie relaksuje, nie uspokaja rozszalałych myśli jak taniec, muzyka i kolorowe drinki.
Gdy jakimś cudem udało im się w końcu skończyć makijaż lekko chwiejnymi dłońmi przy akompaniamencie sporadycznych parsknięć śmiechu, pożegnały się z bardzo wyrozumiałym panem domu i udały sie na wędrówkę po dyskotekach. Miały jeden plan - dobrze się bawić zapominając o troskach. Gdy po kolejnym drinku znów ruszyły na parkiet Hermiona nie pamiętała już o co pokłóciła się z Ronem. Roześmiane podskakiwały w rytm muzyki zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie.  Tak dobrze razem się bawiły, że nie zauważyły kiedy do klubu weszło trzech, skupiających na sobie spojrzenia płci pięknej, młodych mężczyzn.
Dziewczyny wykonały obrót i szatynka dopiero po chwili zorientowała się, że nie tańczy już ze swoją rudą przyjaciółką.
- Draco? Co Ty tu robisz? - spytała starając się przekrzyczeć muzykę. Tak przynajmniej jej się wydawało. Jednak chłopak zmróżył oczy nic nie rozumiejąc po czym pokręcił palcem w powietrzu i dotknął swojego ucha. Wzruszył ramionami i uśmiechnął się do niej szeroko.
Czy to w ogóle możliwe, że on tu jest? A może wymyśliła go sobie pod wpływem wypitego alkoholu? A może już  dawno śpi a to jest jakiś piękny zadziwiający sen?
Przysunęła się bliżej niego ostrożnie kładąc dłonie na jego torsie. Skoro już śni to planowała wcisnąć z tego snu ile się da. Wolna romantyczna piosenka zabrzmiała z głośników pomagając w jej zamiarach. Chłopak chwilę się zawahał po czym objął ją delikatnie w talii. Nie próbowała się już powstrzymywać. Objęła go mocno za szyję wtulając twarz w zagłebienie jego szyi. Pachniał tak cudownie, że aż zmróżyła oczy. Delikatnie potarła nosem o gładką skórę jego szyi, gdy poczuła, że bawi się jej rozpuszczonymi włosami. Było jej tak cudownie, mogłaby spędzać w jego objęciach każdą wolną chwilę. Wiedziała, że powinna być na niego zła, za to, że o niej zapomniał, że w ogóle się do niej nie odzywał. Jednak teraz czujac go tak blisko nie była w stanie. Tak bardzo jej go brakowało, że za tą chwilę bliskości była gotowa wszystko mu wybaczyć. Już wyciągała usta by go pocałować, gdy wszystko nagle znikło. Odpłynęła.
*
Podtrzymał delikatnie jej głowę odchylając ją od siebie. Miała zamknięte oczy i lekko pochrapywała. Tak jak myślał. Zasnęła.
Nawet nie zdążył z nią porozmawiać. Z resztą nie spodziewał się jej tu w ogóle spotkać. Dopiero co wrócił do kraju i miał ten wieczór spędzić z kumplami. Ostatnie miesiące to było istne szaleństwo. Sofie wypełniała mu każdą wolną chwilę przez co miał świadomość, że bardzo zaniedbał swoich przyjaciół, a zwlaszcza śpiąca obecnie w jego ramionach dziewczynę. Co jej się stało?  Szwędanie się po klubach w takim stanie nie było w jej stylu. Może pokłóciła się z tą rudą mendą Weasley'em? Może coś świętuje? Rozejrzał się w poszukiwaniu jej przyjaciółki ale zniknęła mu z oczu. Trudno. Objął ją jeszcze raz pozwalając sobie na te skradzione chwile przyjemności, by po chwili wziąć ją na ręce i zanieść do stolika. Nie miał zamiaru jej budzić. Odgarnął delikatnie włosy z jej twarzy badając każdy jej milimetr. Czuł jak jego serce zaciska się z żalu za tym co by mogło być a nigdy się nie wydarzy. Schylił się i delikatnie pocałował koniuszek jej nosa. Tyle musi wystarczyć.
- Co jej zrobiłeś Malfoy? - spytał Ron pojawiając się kilka minut później.
- Nie bądź śmieszny. Spotkaliśmy się przypadkiem. Nie wiem gdzie znikła twoja siostra, więc powiadomiłem Ciebie.
- Tak, i mam uwierzyć, że to nie z tobą spędziła cały ten czas?
- Wierz sobie w co chcesz. Mówię jak było. A teraz wracam do kumpli - odwrócił się nie zamierzając więcej na niego patrzeć. Co za dupek. Zamiast pomóc swojej dziewczynie jeszcze będzie tu urządzać sceny zazdrości.
- Malfoy? Dzięki - rzucił przez zaciśnięte zęby.
- Dbaj o nią. Masz wielkie szczęście - odszedł nie będąc pewien czy ten go w ogóle usłyszał. Westchnął odrzucając od siebie czarne myśli. Zajmie się tym później. Teraz przyszedł dobrze się bawić z kumplami.
*
Gdy wchodzili do klubu nawet się nie rozglądał. No chyba, że za wolnym stolikiem. Tak rzadko mieli okazję spędzić czas tylko we trzech, zwłaszcza odkąd Smok zaczął się spotykać z tą swoją Francuzką. Mają w końcu wyciągnąć z niego wszystkie pikantne szczegóły. A skoro był nią tak pochłonięty przez całe wakacje to pewnie miał co opowiadać.
Usiedli przy stoliku i zamowili butelkę najlepszej wódki i trzy kieliszki. Zdecydowanie nie przyszli tu tańczyć.
- No Smoku opowiadaj. Jak Ci się żyje w tym Paryżu? W gazetach się rozpisują o jakimś ślubie...- zaczął Blaise, gdy poziom płynu w butelce pozwalał już na intymne tematy.
- Jeszcze nie ma żadnego ślubu. Niektórzy nie znają się na żartach - uśmiechnął się pod nosem, ale zaciekawienie wciąż nie schodziło z ich twarzy - Ojciec Sofie lubi nazywać mnie swoim zięciem i kiedyś mu się wyrwało przez przypadek w jakimś wywiadzie.
- Ojciec Sofie, ten Phillippe Claire? Stary Ty to się umiesz ustawić – Zabini sięgnął po kieliszek podnosząc go zaraz do ust. Jak to się działo, że wszyscy mogą sobie znaleźć fajne, odpowiednie dziewczyny, tylko on jeden ciągle musi być sam.
- Tak, ciekawe co będzie jak się dowiedzą…
- Stare dzieje, czemu mieliby się dowiedzieć. Nie, Smoku? – najchętniej kopnąłby Teodora w kostkę, ale ten siedział za daleko, dlatego posłał mu tylko znaczące spojrzenie.
- Oni wszystko wiedzą – udał, że nie widzi ich wymiany spojrzeń. Przechylił swój kieliszek, odstawiając go głośno na stolik – Sam powiedziałem o wszystkim Sofie, a ona załatwiła to z rodzicami. Już nie muszę nic ukrywać.
- Serio? Skoro jeszcze Cię nie wykopali, to chyba rzeczywiście pora kupować garnitur na wesele.
- Patrzcie, czy to nie Granger i Weasley szaleją na parkiecie – Teo nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Co za zbieg okoliczności. Ginny unikała go od ponad miesiąca, ale teraz nie uda jej się mu uciec. Dopił swój alkohol i odsunął krzesło.
- Idziemy się dołączyć?
- Ty zostań. Ginny za Tobą nie przepada, no i ktoś musi pilnować butelki – zatrzymał Blaise’a zanim ten zdążył wstać i kiwnął na Draco by z nim poszedł. Słyszał, jak Zabini wyraża swoje niezadowolenie nie przebierając w słowach, ale nie specjalnie go to obchodziło. Najważniejsze, że go posłuchał i został przy stoliku. Wiedział, że jego kolega ma słabość do rudowłosej dziewczyny i nie miał zamiaru pozwolić, by przeszkodził mu w jego planach.
Spojrzał na Draco wpatrującego się w roześmianą Hermionę poruszającą się w rytm muzyki z zamkniętymi oczami. Całe szczęście, że Smok był tu z nimi i ciągle przyjaźnił się z tą kujonicą. Sam nie specjalnie za nią przepadał. Jak zawsze sztywna i zadzierająca wysoko głowę mała szlama. Nie miał pojęcia dlaczego blondyn zaczął się z nią zadawać, ale nie miał co narzekać. Przynajmniej teraz nie musi mu niczego tłumaczyć. Kiwnął mu tylko głową i rozeszli się każdy w kierunku jednej z dziewczyn.
Miała przymknięte powieki i nawet nie zauważyła jak podszedł do niej od tyłu i położył dłonie na jej biodrach. Wygięła lekko głowę do tyłu opierając ją o jego tors rękami wciąż wymachując w powietrzu zgodnie z muzyką. Gdy przysunął ją bliżej siebie tak, że poczuł jej mały tyłeczek na sobie, sięgnęła rękami łapiąc go za szyję i odwracając głowę tak by móc mu się przyjrzeć. Bał się jej reakcji, ale na jego widok tylko się uśmiechnęła i przylgnęła do niego całym ciałem. Gdy zaczęła ponętnie kręcić pupą stymulując jego podniecenie wiedział, że musi być pijana. Chwycił jej dłonie i obrócił twarzą do siebie. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście, gdy usłyszał tę wolną piosenkę lecącą z głośników. Otoczyła rękami jego szyję głowę przytulając do ramienia, a on objął jej drobną talię. Nie mógł się powstrzymać i zaczął sunąć dłońmi po jej plecach. Tak bardzo chciał znów poczuć jej gładką skórę. Wyraźnie czuł, że się odprężyła. Delikatnie bawiła się jego krótkimi włosami łaskocząc od czasu do czasu mu szyję. Pragnął jej, nie miał zamiaru udawać, że nie. Była piękną, inteligentną, zadziorną, szaloną dziewczyną. Dokładnie w jego guście. Nie zmieniało to faktu, że w tym momencie najchętniej po prostu rzuciłby ją na stolik i zdarł z niej ubranie.  Zamiast tego zjechał jedną ręką niżej, zatrzymując się dopiero na jej jędrnym pośladku. Miała cudowne ciało. Mógłby ją pieścić godzinami. Widział, że i jej to sprawia przyjemność, bo zaczęła cichutko postękiwać. Dopiero po chwili dotarło do niego, że dziewczyna najzwyczajniej w świecie zasypia. Zaśmiał się w duchu, starając się nie odebrać tego jako zniewagi.
- Nie zasypiaj mi – szepnął jej do ucha i odkleił od siebie, niemal siłą zmuszając by zaczęła z nim tańczyć w rytm szybszej piosenki. Początkowo niechętnie, jednak po chwili rozkręciła się na nowo.
Tańczył z nią pierwszy raz. Pierwszy raz tak naprawdę. Pomijając oczywiście późną porę i fakt, że oboje byli nie do końca trzeźwi. Mimo to, taniec z nią sprawiał mu prawdziwą radość. Zgrywali się doskonale odczytując swoje zamiary, kolejne kroki. Serce waliło mu jak szalone, gdy znów usłyszeli romantyczną balladę. Spojrzeli na siebie niepewnie. Wyciągnął w jej kierunku otwarte ramiona a ona pokręciła ostrożnie głową i przytuliła się do niego.
- Wiesz, że to niczego nie zmienia, prawda? – spytała jeszcze zatapiając twarz w zagłębieniu jego szyi.
- W takim razie pozwól mi się cieszyć chwilą - pewnym ruchem chwycił jej brodę i uniósł tak by łatwiej dosięgnąć ustami jej warg.
Nie musiał długo czekac na jej reakcję. Początkowo delikatny pocałunek zmienił się w bardzo namiętny. Znów przywarła do niego mocno obejmując jego głowę i szyję starając się przysunąć go jeszcze bliżej siebie. To był jeden z tych pocałunków, które czuje się w koniuszkach palców. Z każdą chwilą stawali się coraz bardziej zachłanni i spragnieni siebie. Teo sprawnie torując sobie drogę zaprowadził dziewczynę z parkietu pod ścianę, o którą oparł jej plecy. Chwycił jej nadgarstki unieruchamiając jej ręce na wysokości głowy i zaczął składać gorące pocałunki wzdłuż lini jej szczęki schodząc następnie na odsłoniętą szyję. Jej coraz głośniejsze westchnienia i szybszy urywany oddech powoli zaczynały doprowadzać go do szału. Nie miał wątpliwości, dokąd to wszystko zmierza. Musiał się jednak upewnić, że i ona jest na to gotowa.
- Masz ochotę pójść w bardziej ustronne miejsce? - wyszeptał jej do ucha owiewając je swoim gorącym oddechem i delikatnie przygryzając płatek jej ucha.
- Tak -  odpowiedziała próbując dosięgnąć jego ust.
- Pójdziemy do mnie? - dysząc jakby właśnie przebiegł maraton wyprostował sie i spojrzał jej prosto w oczy. Ginny przełknęła ślinę wpatrując się w jego hipnotyzujące niebieskie tęczowki i powoli skinęła głową a jego twarz rozjaśniła się uśmiechem od którego jeszcze bardziej ugieły się jej kolana.
Gdyby jeszcze dwie godziny temu ktoś mu powiedział, że tak się potoczy ten wieczór to w życiu by mu nie uwierzył. A teraz nie wierząc we własne szczęście trzymał małą dłoń Ginny w swojej i ciągnął ją przed klub, by zaraz znaleźć się pod jego mieszkaniem.
Gdy wpuścił ją do środka lekko się zmieszała i poszła do łazienki obmyć twarz. On wykorzystał ten czas rzucając kilka szybkich zaklęć. Ogarnął trochę rozrzucone ubrania, poscielił łóżko i zapalił kilka stojacych na meblach świec tak by w pokoju panował rozświetlony ich tańczącym blaskiem półmrok. Skończył akurat gdy wyszła. Dostrzegł wahanie na jej twarzy, wiec szybko do niej podszedł.  Nie pozwoli jej się teraz wycofać. Pocałował ją tak zachłannie jakby miał to być ostatni pocałunek w jego życiu. To wystarczyło by dziewczyna mu się poddała. Rzucila mu się na szyję wplątując mu palce we włosy i ciągnąc za nie. Teo nie czekając dłużej chwycił brzeg jej sukienki i ściągnął z niej rzucając na podłogę. Zaczął całować jej dekolt wprawnym ruchem rozpinając jej czarny biustonosz i uwalniając jędrne piersi, po czym sięgnął do jej pośladków i podniósł ją lekko do góry, tak by mogła opleść go nogami w pasie. Przeniósł ją szybko do łóżka i rzucił na posłanie opadając na nią. Gdy pieścił jej piersi, Ginny ściągnęła z niego jego koszulkę i zaczęła wędrować palcami po jego plecach. Po chwili odsunął się od niej na tyle, by móc ściągnąć z niej bieliznę.
- Masz cudowne ciało – wyszeptał zauroczony muskając delikatnie jej kobiecość a w niej jakby coś pękło. W jednej chwili wytrzeźwiała. Oparła się na łokciach i patrzyła jak chłopak klękający między jej nogami zaczyna rozpinać pasek u swoich spodni. Tego było dla niej za dużo. Co ona tu w ogóle robiła? Naga. Wcale nie powinno jej tu być, wcale nie chciała tu być.
Odepchnęła zaskoczonego chłopaka i zaczęła szukać swojego ubrania powtarzając w kółko jedno słowo.
- Nie, nie, nie..
- Ginny - Teo próbował ją uspokoić, ale ona go nie słuchała. Po chwili była już ubrana. Zakładała właśnie buty, gdy ujął jej twarz w dłonie i zmusił by na niego spojrzała.
- Spokojnie. Wszystko jest dobrze - znów próbował tej swojej sztuczki ze zniewalającym spojrzeniem, ale tym razem nie zadziałała.
- To był błąd. Przepraszam. Nic z tego nie będzie - próbowała się odwrócić i odejść, ale jej nie pozwolił.
- Kocham Cię - spróbował smutno wpatrując się w jej usta,  które dopiero co całował.
- To się odkochaj. Nic więcej się nie wydarzy. Zapomnij o mnie. Nigdy nie bedziemy razem - obróciła sie na pięcie i wyszła.
Na zegarku dopiero wybiła siodma, ale ona nie mogła dłużej czekać. I tak nie zmróżyła oczu dzisiejszej nocy. Po kilku minutach była już pod mieszkaniem Hermiony stukając nerwowo w ich drzwi wejściowe. Gdy Ron jej otworzył weszła do środka mijając go bez słowa. Zmierzała prosto do sypialni, w której ciągle spała jej najlepsza przyjaciółka. 
- Hermiona wstawaj - zawołała, ale z marnym skutkiem.
- Tak, ciebie też miło widzieć. Zwłaszcza o tak wczesnej porze i to w niedzielę.
- Zamknij się Ron. Jak ta Hermiona z Tobą wytrzymuje? - ściągnęła z dziewczyny kołdrę i zaczęła lekko klepać po policzku, co wreszcie ją obudziło.
- Czy mogę  wiedzieć co tu sie właściwie dzieje? Czy to prawda, że to z Tobą była wczoraj w tym klubie?
- Tak była ze mną, a teraz zostaw nas w końcu same na brodę Merlina!
Obrażony chłopak wyszedł a zdezorientowana szatynka nie bardzo wiedziała gdzie w ogóle jest.
- Miałam piekny sen i pęka mi głowa.
- Wypij to i chodź - Ginny wcisnęła jej w rękę fiolkę eliksiru na kaca i kazała się natychmiast ubrać. Gdy Hermionie się  to w końcu udało wyciągnęła ją  na śniadanie do knajpki z naleśnikami.
- Ok mów co się stało - zgodziła się panna Granger opierając głowę na rękach i popijając co chwilę gorącą kawę.
- Tam był Teo. Wczoraj w klubie. Podszedł, zaczęliśmy tańczyć, całować się i wylądowaliśmy u niego. Miona ja o mało się z nim wczoraj nie przespałam! - wyglądała i czuła się jak kłębek nerwów. Jak mogła wywinąć taki numer? Jak mogła zrobić to Harry'emu?
- A chciałaś tego?
- Nie. Tak. Nie wiem. - zaczęła płakać chowając twarz w dłoniach.
- Ciągle go kochasz? - nie musiała nawet wyjaśniać, którego z chłopaków ma na myśli. Było  jasne, że Ginny jest zakochana w nich obu. Teraz siedziała wpatrzona w przyjaciółkę tymi zapłakanymi oczami oczekując, że  ta znajdzie dla niej gotowe rozwiązanie.
- Ginny, musisz się zastanowić, z którym  chcesz być. Jeżeli z Teo to zostaw Harry'ego, jeśli z Harrym to musisz zerwać z Notem jakikolwiek kontakt. I tyle. Zdecyduj w końcu i trzymaj się tego. Oszalejesz od tego ciągłego zmieniania zdania.
 - Ale ja nie potrafię wybrać. Ja chcę ich obu. Dlaczego nie mogę być taka jak Ty? Zazdroszczę Ci, że nie masz takich problemów. Nie wiem co widzisz w moim bracie, ale najwidoczniej jesteście razem szczęśliwi. A ja jak zawsze muszę wszystko spieprzyć.
- Widzisz... to nie do końca tak. - zaskoczona Ginny znieruchomiała wpatrzona w przyjaciółkę wielkimi oczami. Nie było wyjścia. Musiała powiedzieć prawdę. -  Chyba muszę w końcu się do czegoś przyznać. Od jakiegoś czasu podkochuję się w Malfoy'u.
- Co? Malfoy? Po tym jak Cie traktował w szkole?
- Już nie jesteśmy w szkole Gin. Poznałam go. Bardzo się zmienił. Przecież sama wiesz...
- No tak, ale jak? Kiedy? Czy on też coś do Ciebie czuje? Zostawisz Rona?
- Spokojnie! Nie, nie zostawię. Moja sytuacja jest zupełnie inna niż Twoja. - przerzuciła spojrzenie na swoje dłonie a po chwili zaczęła bawić się kubkiem po kawie - On ma dziewczynę, poza którą świata nie widzi, on mnie nie chce, nie mam żadnej decyzji do podjęcia. Po prostu muszę tylko wszystko sobie poukładać i wyrzucić Draco z głowy. Z resztą  on i tak zaraz wyjedzie i pewnie nigdy więcej się nie spotkamy.
- Przynajmniej wiesz na czym stoisz. Ja muszę zrezygnować z miłości swojego życia.
- Jesteś pewna? - znów podniosła głowę. Ten cały Teo od początku jej się nie podobał. Co ona takiego w nim widziała? - Jak długo znasz Notta? Jesteś pewna, że to miłość a nie zauroczenie? Zamknij oczy. Z którym z nich widzisz siebie za pięćdziesiąt lat, z którym chcesz założyć rodzinę? - miała nadzieję, że  Ginny w końcu przejrzy na oczy, ale kim ona była by układać innym życie? Niestety w miłości rozum jest bezradny, bo to serce przejmuje stery. Jednak jej przyjaciółka chyba zrozumiała co miała na myśli.
- Masz rację. To nie sam wybór jest trudny, a trzymanie się podjętej decyzji. Myślisz, że dam radę?
Westchnęła głęboko pragnąc z całych sił odpowiedzieć twierdząco. Obawiała sie jednak, że skoro do tej pory wciąż nie zrezygnowała z byłego ślizgona to z każdym dniem będzie jej ciężej. Byleby to nie doprowadziło do jakiejś tragedii.
*
Miasto jeszcze spało a on od dłuższej chwili stał na balkonie w samych jeansach paląc papierosa. Październikowe poranki nie należą do najcieplejszych, ale jemu nie przeszkadzał dotyk chłodnego powietrza na nagiej skórze. Potrzebował tego po burzliwych wydarzeniach minionej nocy. Tak bardzo chciał ją mieć, już było tak blisko. Dlaczego musiała mu uciec?
Zaciągnął się ostatni raz i rzucił niedopałek na odległy chodnik przyglądając mu się opierając o balustradę. Musi coś wymyślić. Coś zrobić. To nie była jej ostatnia wizyta w jego mieszkaniu i jego łóżku. Chciała tego tak samo jak on. Zdobędzie ją.  Widział to w jej oczach. To jeszcze nie koniec.


10 komentarzy:

  1. Wow!Rozdział pełen zwrotów akcji! To jest właśnie to, przypadkowe spotkanie i nagle uczucia wybuchają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział się podobał :) Super mi się go pisało. Przez cały fragment z punktu widzenia Teo towarzyszyła mi piosenka Shape of you Eda Sheerana. Warto przeczytać słuchając jej ;)

      Usuń
  2. Za mało :-) dawaj jeszcze. Wez nie zdradzaj Harrego. Ron jest przedstawiony jako dupek, ale Harry jest kochany, niech Ginny mu tego nie robi! ;-) pozdrawiam. Daj znac jak bedzie nowy rozdział. Nie chce by mi umknal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot przewrotność życia Kochana, sprawiedliwość można znaleźć tylko w słowniku pod "s" ;)
      Dzięki za miłe słowa. You made my day :*

      Usuń
    2. A i jak mam Cię poinformować?

      Usuń
  3. O nie :-( czyli go zdradzi :-0 katarzyna.catherine@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie potwierdzam i nie zaprzeczam ;)

      Usuń
  4. Gdzie nowy rozdzial? ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhm, szczerze mówiąc to rzuciłam się w wir czytania kilku zaległych książek i zaczęłam prace koncepcyjne nad nową autorską opowieścią. A najgorsze jest to, że nowy rozdział mam już rozpisany co i jak i jakbym przysiadła to pewnie za tydzień byłby gotowy.... Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie ;P Ale obiecuję poprawę ;)

      Usuń
  5. Czekamyyy.
    K :-)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Follow your dreams , Blogger